GłównaSchematKsiążkiLinkiForum
skocz do końca lista wątków

Warroza w ulu Warre'go

Wątek zamknięty z powodu braku aktywności od ponad 180 dni.

Nie wiem nic. Kiedy, jak i czym. Każdy robi inaczej. Więc piszcie. Chciała bym eko ale nie wiem czy się da. Mam pszczoły leczone dotychczas Biowarem więc prawdopodobnie zapchlone bo dużo czytałam o tym jak spada skuteczność tych substancji. Do tego to odkłady, a nie rój, wiec ciągle miały czerw. Lubię olejki etryczne i nawet mam porządną firmę w której kupuję do leczenia domowników. Ale pszczoły?? Ktoś ma jakieś doświadczenie? Całkiem nie leczyć, puki co, przy moich jedynie 2 ulikach - obawiam się.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Jeśli o mnie chodzi, to nie leczę w ogóle, natomiast staram się regularnie wyrajać rodziny. Oczywiście nie mogę polecić takiego podejścia, bo przy dwóch ulach i nieprzychylnych warunkach stracisz wszystko i będzie na mnie. Zalecam jednak zacząć od pomiaru dręcza. Wystarczy do tego podstawić pod ul (osiatkowany rzecz jasna) deseczkę wysmarowaną tłuszczem (dobrze sprawdza się krem do dojenia krów) i po 48h policzyć ile spadło dręczy. W internecie znajdziesz tabelki pozwalające oszacować warrozę na podstawie liczby opadniętych dręczy dla danej pory roku. Mateusz
A jak dennica jest w 1/3 z siatki to odpowiwdnio pomniejszyć wynik?
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Dokładnie tak. Dla dennicy osiatkowanej w 2/3 wynik mnożymy x1.5, dla osiatkowania w połowie x2 a dla osiatkowania w 1/3 x3. Mateusz
Dziękuję😉
Mój mix olejków na warroze: ×jodła biała 20kropli ×tymianek 15 ×dzikie okregano 15 ×goździk 10 ×liść cynamonu 10 ×lawenda 5 ×mięta 5 ×eukaluptus 5 Ok 1cm sześćsciennego tej mieszanki do odparowania na dennicy. Użyte olejki to czyste olejki eteryczne 100%. Zakupione u KlaudynyHebdy. Gdyby w ofercie byl olejek pichtowy to użyła bym go zamiat jodły ponieważ ma w miarę udokumentowane działanie. Ale z drugiej strony ponoć najzdrowszy i najbogatszy propolis pszczoły tworzą właśnie z jodły. Relacje dalsze i sprawdzanie czy coś się po tym osypało nastąpią;)
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Miesiąc temu pisałem, że nie leczę. Muszę teraz sprostować: jak wspominałem w innym wątku, przed nadchodzącą zimą postanowiłem użyć kwasu szczawiowego na dwóch z moich uli, niejako w ramach eksperymentu. Użyłem do tego preparatu o nazwie "Varomed", dziś wieczorem zakończyłem trzecią i ostatnią dawkę. Każdy z uli otrzymał 3x30 ml tego środka, w odstępach sześciu dni między dawkami aby pokryć pełny cykl rozwoju dręcza. Jakie będą tego skutki - jeśli w ogóle jakieś - okaże się na wiosnę. Pisałaś, że przymierzasz się do podobnej operacji. Jeśli dojdzie ona do skutku, to sugeruje zmierzyć osyp, być może pozwoliłoby to oszacować skuteczność olejków które wcześniej zastosowałaś i nie męczyć pszczół gdyby okazało się, że osyp jest zerowy. Mateusz
Tak w ogóle (bo każdy ma trochę inne zdanie), do kiedy Twoim zdaniem można leczyć pszczoły? Jak w ulu Warre bez rozbierania korpusów stwierdzić że już nie powinno być czerwiu w ulu? (Bo wielu ostatnie leczenie zaleca właśnie wtedy)
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Kiedy leczyć (lub nie) nie powiem, bo i nie mam pojęcia. Ja w tym całym leczeniu jestem kompletny lajkonik. ;-) Ja zrobiłem to teraz, bo pszczoły już mało co latają i zaczynają wychowywać pszczołę zimową - chciałem więc zapewnić tej pszczole najlepsze możliwe warunki rozwoju. Dużo zależy też od wybranej metody - niektóre wymagają specyficznych temperatur (szczególnie kwasy w aerozolu), inne nie pozwalają na zbiór miodu (amitraza), itp. Jeśli o Varomed chodzi, to z pudełka wyczytałem że można go używać cały rok na okrągło. I faktycznie - znam pszczelarzy, którzy używają go nawet w środku zimy i chwalą sobie takie podejście. Leczenie kiedy nie ma czerwia w mojej subiektywnej ocenie mija się z celem. Dręcz żeruje głównie na czerwiu i może prowadzić do niedorozwoju larw czy też syndromu zdeformowanych skrzydeł. Leczenie powinno więc chyba mieć na celu właśnie ochronę czerwia. Tzn. tak mi się wydaje ale powtórzę - nic w temacie nie wiem, staram się tylko kierować jakimś własnym rozsądkiem i dedukcją. Jak poznać obecność czerwia w ulu? Chów czerwia wymaga dużych ilości pierzgi. Myślę więc, że obserwacja wylotka może odpowiedzieć na zadane pytanie. Jeśli pszczoły noszą pyłek, to znaczy że karmią czerw. Mateusz
Po wrażeniu założyłam pod siatkę kartkę z lepem a na nią płatek z olejkiem. Zastanawiam się teraz po ilu dniach zliczyć osyp. Poza tym idzie do mnie warromed na wszelki wypadek. Poza tym widziałam jedną pszczołę z nieprawidłowymi skrzydełkami... Poza tym na dennicach generalnie było czysto tylko we wiadereczkach od ostatniego karmienia oczywiście znalazłam martwe warrozy. Ale liczyć będę dopiero te z lepu. Stwierdzam po lekturze francuskiego forum które zalinkowałeś że o ile ktoś chce leczyć lub choćby kontrolować stopień inwazji dręcza najfajniej byłoby zainwestować lub potrudzić się nad zrobieniem dennicy osiatkowanej z miejscem na wkładkę lepową. I może jeszcze możliwością częściowego zaślepienia na zimę.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Po ilu dniach zliczyć - ja proponuję nie zwlekać, powiedzmy po 2 albo 3. Bo potem mrówki zaczną kraść zwłoki i statystyka zostanie zafałszowana. Skoro widziałaś jedną pszczołą z deformacją, to w ulu jest ich kilkaset. Jeśli to faktycznie była pszczoła z syndromem DWV, to warroza nie tylko jest obecna, ale przybrała postać patologiczną, zagrażającą rodzinie. Kiedy sam obserwowałem takie deformacje na swoich nieleczonych rodzinach rodzinach, to z reguły te rodziny nie dożywały końca roku. Wkładkę lepową pod siatką bardzo łatwo zrobić, jeśli ma się piłę stołową - wystarczy jedno nacięcie na każdej nodze, by można wsunąć w nie kawałek sklejki. Robiłem to, ale przestałem - bo doszedłem do wniosku, że równie łatwo jest tę sklejkę albo deseczkę postawić po prostu pod dennicę. A potem i tak przestałem liczyć cokolwiek, znudziło mi się. :) Mateusz
Hmm.. brzmi strasznie co piszesz.. ale miesiąc temu przeglądaliśmy wszystkie ramki żeby przesiedlić matki i takich pszczół nie widziałam, 26 czy 27 sierpnia znowusz zabierałam ramki i musiałam strząsać pszczoły z ramek żeby je odebrać i też takich pszczół nie widziałam. Muszę poczytać czy to na pewno tak wygląda... Do tego to było w mniejszej rodzinie pod którą obserwuję znacznie mniejsze osypy.
Jednak chyba tak to wygląda. Bynajmniej tylko o tej chorobie się pisze. O ludu...mam nadzieję że te moje olejki jakoś pomogą im przetrwać... no i warromed będzie jednak użyty.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Co do olejków to mam dość sceptyczne nastawienie, ale kto wie. Tak czy inaczej, w przypadku potwierdzonej obecności DWV nie ma co się zastanawiać, tylko psikać Varromedem (lub innym "poważnym" środkiem), albo odizolować ul i spisać na straty... Przypuszczam, że sam wirus został przytargany razem z odkładami, no chyba że po sąsiedzku jest jakaś zarażona pasieka i pszczoły się trochę wymieszały podczas deszczów (w razie nagłej ulewy pszczoły nie wracają do swojego ula, tylko chowają się do pierwszego napotkanego, oddając w zamian swój pożytek). Dręcz jest zbiornikiem inkubacyjnym i potęguje rozwój wirusa. Tymczasowe wybicie dręcza pozwala z reguły ograniczyć presję DWV i pszczoły sobie wtedy z nim dają radę. W tej sytuacji wydaje mi się, że należałoby rozpatrzeć leczenie obu rodzin - nawet jeśli ta druga jeszcze nie wykazuje objawów. Istotne, by DWV nie zdążył upośledzić pszczół zimowych, bo to mocno obniżyłoby szanse przezimowania. Zarażona pszczoła nie tylko ma upośledzone skrzydełka, ale też ostro skrócony czas życia. Mateusz
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Tutaj artykuł z "Pszczelarstwa" poruszający temat DWV: https://web.archive.org/web/20190916062855/http://www.miesiecznik-pszczelarstwo.pl:80/artykuly/2007_12/artykul_2007_12.html Podaje on, że kalekie pszczoły pojawiają się na drugi albo trzeci rok po zarażeniu... Nie wiedziałem o tym, ale w takim razie nie ma wątpliwości, że pszczoły przyjechały do Ciebie już zarażone. Mateusz
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
A tutaj chłopaki twierdzą, że jak DWV jest widoczne to leczenie we wrześniu daje rodzinie zaledwie 50% przeżycia zimy... http://www.ruchewarre.net/viewtopic.php?f=6&t=10233 Nie wiem ile w tym prawdy. W każdym razie ja dotąd nie leczyłem i w przeszłości straciłem 100% rodzin dotkniętych przez DWV (ale zdarzyło mi się to tylko 2 razy, więc trudno z tego wyciągać jakąś statystykę). Mam nadzieję, że u Ciebie zarażenie jeszcze nie jest tragiczne i że szybkie leczenie postawi pszczoły na nogi. Mateusz
Zależy jak szybko się to rozwija zaczynając od pierwszej pszczoły widocznej. Tego nie wiem. Tak jak pisałam przy poważnych manewrach w czasie których wszystko było przeglądane nie widziałam takich pszczół. Przygladam się im codziennie i ta była pierwszą jaką widziałam. Gdzieś czytałam że nadal są pszczelarze którzy myślą że jak nie widać pszczół ze zdeformowanymi skrzydłami to nie ma u nich drecza. Więc możliwe że do DWV musi dołączyć coś jeszcze żeby śmierć rodziny była pewna i szybka. Waromed napewno dostaną obie. Niemniej chyba muszę psychicznie przygotować się na porażkę...
A czy ktoś czytający to forum stosuje płytki ceramiczne nasączone kwasem mrówkowym?? (Fajnie by było gdyby więcej osób się wypowiedziało)
Witajcie. Dawno mnie tu nie było i jak tak Was poczytałam Kropaśkową zwłaszcza, to zrobiły mi się co najmniej duże oczy... A miały to być "łatwe" ule. Ja założyłam te moje dwa ule (trochę pokombinowane tz. dokonałam troszkę zmian), dałam im młode matki unasienione, zakarmiam chociaż coś nie specjalnie pobierają pokarm (syrop cukrowy 3:2 z pokrzywą) i poczekam do wiosny. Nie są to zbyt duże rodzinki wręcz małe, więc zobaczę jak sobie poradzą. Teraz uważam, że zbyt późno je zasiedliłam... no cóż jak się napaliłam, to zrobiłam. Nie chciałam czekać do przyszłego roku. Jeśli pytasz o kwas mrówkowy i płytki ceramiczne to je kupiłam 2 czy 3 lata temu do wielkopolskich, ale jak poczytałam o działaniu kwasu mrówkowego to zrezygnowałam z płytek na konto "parownika doktora Kwaska" i nim "dezynfekuję" ule, nie szkodząc pszczółkom a jednocześnie uśmiercając warozę. Jest on wprawdzie opracowany na 1 korpus ula wielkopolskiego (i tak go stosuję na moje ule wielkopolskie), ale teraz zastosowałam go do moich ulików warre. W przyszłości do uli warre pewnie trzeba je będzie zmodyfikować. Póki co zobaczę jak przeżyją. Nie ważę ich bo nie mam wagi i raczej zostawiam ich aby zobaczyć jak sobie poradzą, co nie znaczy, że mi na nich nie zależy. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Hej Jola, fajnie że wpadłaś do nas! Ule są łatwe i przyjemne, tylko Kropaśkowa ma drobną tendencję do przysparzania sobie problemów :) ale potem bardzo dzielnie je zwalcza i za to duży szacun. Ja trzymam kciuki. Kupiła zawszone rodziny z odkładu, przesiedlone do przemysłowego ula a potem kolejny raz przesiedlone do Warré... Wszystko w jednym sezonie. Ale mam nadzieję że jej się uda - jak najbardziej kibicuję i doceniam upór. A jak u Ciebie przebiegło zapszczelenie? Skoro o matkach piszesz, to domyślam się, że wrzuciłaś po prostu pakiet pszczół do pustego ula i dodałaś matkę? To prawdopodobnie najlepszy sposób. Ja przetestowałem kilka i z moich obserwacji wynika, że takie chamskie wrzucenie pszczół do pustej skrzynki działa równie dobrze co inne wyszukane metody, a jest za to wielokrotnie szybsze i łatwiejsze. Jedyne ryzyko, to że pszczoły na drugi dzień się wyprowadzą (głównie przy nowiutkich ulach). Parownik fajna rzecz. Rozumiem, że rozpuszczasz kryształy kwasu szczawiowego i wdmuchujesz pary wylotkiem? Widziałem kiedyś jak to robił znajomy i ja sam bałbym się, że nawdycham się przy tym jakichś żrących oparów... Może zbyt strachliwy jestem. Do tego zdaje się temperatura powietrza ma duży wpływ na przebieg odkażania. Mnie urzekł Varromed, to też kwas szczawiowy, ale w postaci płynnej i lepkiej, więc dużo bezpieczniejszy w użyciu (dla pszczelarza). O kwasie mrówkowym słyszałem tylko, że jest szkodliwy dla pszczół bo rozpuszcza ich chitynowe pancerzyki, skracając ich długość życia i ułatwiając kolejne ataki dręcza. Ale to wiem tylko z opowieści, sam nigdy nie używałem. Mówisz, że późno zasiedlilaś, a kiedy dokładnie? I czy rodziny zdążyły zabudować co najmniej jeden cały korpus? Bo to krytyczna kwestia. Bez pełnego korpusu przeżyć zimę mogą tylko w stebniku i z regularnym dokarmianiem. Mateusz
Uufff...., ale mnie zasypałeś pytaniami. Jakoś spróbuję się odkopać. - Co do tej naszej Kropaśkowej i Waszej wymiany doświadczeń to troszkę poczytałam i właśnie dlatego Kropaśkowa ;) oczy zrobiły mi się dość duże, że ja aż tak nie... Też oczywiście Ci Kropaśkowa kibicuję, jak również ogólnie swoim i Waszym pszczółkom. - Moje zapszczelanie wcale nie było takie proste. Najpierw mąż robił ule, a ja przygotowałam moje niby snozy. Niby bo wzięłam ramki z półnadstawek z moich uli wkp. część z miodkiem, a część z samym suszem i się z nimi rozprawiałam piłką do metalu obcinając z szerokości górną część i wycinając resztę. Te moje niby-snozy przybiłam do korpusu, bo wtedy jeszcze nie miałam odpowiednich ograniczników, a wiedziałam, że będę je przenosić więc nie chciałam aby mi się poprzesuwały przy przenoszeniu. Korpusiki warre położyłam na korpusie ula wkp. zakładając takie pierścienie/redukcje. Jedną rodzinkę zrobiłam z rodzinki strutowiałej, a drugą z odkładu. Obydwie rodzinki dostały matki un, które kupiłam rasy Krainka beskidka z domieszką norweskiej. Ponieważ nie śpieszyło im się z przejściem na górę, to im "pomogłam" przesypką. Później jeszcze dołożyłam im jakieś kawałki plastra z czerwiem zasklepionym na górę niby-snóz... Później ich przeniosłam, przepakowałam, potem znowu przepakowałam i znowu przeniosłam (nie miały ze mną lekko). Z tym drugim przeniesieniem to już nie było ciekawie, bo to było jakieś półtorej tygodnia temu i niestety dużo wracało na stare miejsce. Miałam wobec tego trochę dodatkowej pracy, aby je zbierać i przynosić pod wlotkę. I tak przez 3 dni. Więc trochę ich potraciłam. W międzyczasie zrobiłam im dezynfekcję, podkarmianie, przeszły szabrowanie... itd. Troszkę się napracowałyśmy - ja i pszczółki, albo raczej pszczółki i ja. Na przesypywanie do pustego ulika wydawało mi się już wtedy za późno, stąd tyle zachodu. - Jeśli chodzi o parownik, to właśnie do kwasu mrówkowego, a nie szczawiowego. Parownik, bo kwas 100 mililitrów paruje powoli przez kilka dni i dlatego jest bezpieczny. Nic się tam nie wdmuchuje. Jak będziesz zainteresowany to Ci opiszę, albo znajdę na yt. - Zasiedlałam początkiem lipca. Ponieważ dawałam im plastry to wiele robić nie musiały i wcale nie rozbudowywały się w drugim korpusie. Nie było ich chyba zbyt dużo, jak na dodatkową pracę o tej porze. W tym tygodniu do nich zaglądnę od góry jak będzie odpowiednia pogoda, bo wydaje mi się, że nie ma ich zbyt dużo i zobaczymy co dalej. Mam nadzieję, że będzie ok i dadzą sobie radę. Zrobiłam wprawdzie kilka zdjęć z tych moich kombinacji, ale nie mam pojęcia jak je tu wrzucić. Nie lubię pisać, a tak się rozpisałam. Przesyłam Wam wszystkim pozdrowionko.
Ale mi ten tekst powyższy paskudnie rozstrzeliło po wysłaniu. Poprawię się następnym razem, bo chyba wiem dlaczego.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Dzięki Jolu za wyjaśnienia. Faktycznie z tym zapszczeleniem nie było różowo. Początek lipca to jeszcze dopuszczalny czas na przeprowadzkę, ale na łatwą metodę "wrzut pszczół do skrzynki" jest zaiste za późno i trzeba trochę kombinować. Nie do końca rozumiem powód tego wielokrotnego przenoszenia - wierzę że jakiś był, ale dla pszczół to jednak duży stres. Byłoby super gdybyś od czasu do czasu skrobnęła dwa słowa o tym, jak Ci idzie - każdy z nas ma inne doświadczenia i próbuje innych metod, dla przyszłych początkujących to mogą być ciekawe i wartościowe wskazówki. Wcześniej opisałaś początek swojej przygody tutaj: https://ulwarre.pl/forum/1656326297 Zachęcam do dodawania czasem krótkich wzmianek o tym, co u Ciebie nowego, jeśli tylko masz na to czas i chęci :) Wpisałem w guglu "parownik dr kwasek" i już wszystko wiem. To zupełnie nie to, o czym myślałem. To, co kiedyś widziałem, polegało na rozpuszczeniu kryształów kwasu szczawiowego na elektrycznej grzałce zasilanej akumulatorem samochodowym, trwało to kilkanaście minut. Ten dr kwasek to sprawa o wiele dłuższa, no i kwas jest mrówkowy. Na francuskich forach naczytałem się o przypadkach w których rodzina straciła matkę po użyciu kwasu mrówkowego - Tobie nie zdarzyło się nigdy osierocić w ten sposób rodziny? Mateusz
Czytam i tak myślę że kobiety to chyba już tak mają -cytuję Jolę- "..jak się napaliłam to zrobiłam":). Bo przecież mogłam zimować moje pszczoły na ramkach ale się uparłam i też się napracowalam z plastrami dla nich. No bo ja naprawdę nie mam serca im tych ramek wyciągać. Czuję jaki im wtedy robię bałagan i mnóstwo pracy. Ale to tylko mój punkt widzenia bo ja w ogóle mam jakiś czujnik na to jak "na nas reagują zwierzęta". Dlatego też wybrałam ul warre a na warrozę wybrałam olejki. Jednak okazuje się olejki są chyba za łagodne dla tej zmutowanej bestii. Choć błędem moim jest też czas-mogłam leczyć je już w lipcu. Co do ula moim zdaniem ul warre jest prosty ale! jedyny słuszny czas na działania z nim to czas naturalnych rojów przy dobrym pożytku. Tak też wszędzie zaznacza Warre. Choć są jednak aspekty które wydają się trudniejsze jeżeli człowiek ma tylko skromną książeczkę księdza i jednego Mateusza a całą resztę wiedzy musi czerpać z treści o "nowoczesnej" gospodarce pasiecznej. Wracając do warrozy po pierwszej dawce warromedu roztocza sypią się: *w mniejszej rodzinie podobnie jak po moich olejkach (ok30 w 2dni) a *w wiekszej duuużooo bardziej, nawet nie liczę. Wiem że ma to związek z ilością czerwiu zamknietego. Tak piszą mądrzejsi ode mnie. A pytam o cegiełki do nasaczania kwasem bo jeżeli okaże się że po 3dawkach warromed dalej mam duży osyp to może zastosować cegiełki?. Cegiełki wydają mi się łatwe w użyciu w ulu warre bo pod poduszkę latwo je zmieścić. Z umieszczeniem parownika jest więcej zachodu. Obawiam się o matki, żeby to polewanie ich nie uszkodziło. Niby można warromed powtórzyć do 5 razy się jakaś logika mi mówi żeby uważać, że to może być za ciężkie dla słabszych pszczół. Odparowanie jest ponoć mniej drażniące dla pszczół a bardziej skuteczne na warroze. Jolu życzę powodzenia:) mam nadzieję że i moje i Twoje pszczoły dadzą sobie z nami radę!:) Specjalnie pisze że one z nami a nie my z nimi;)
Witajcie! I tu Kropaśkowa masz rację: jak się na coś napalimy to nie ma zbója, nawet staniemy na głowie żeby tego dokonać (niekoniecznie wcześniej umiejąc na niej stać). Co do kwasu mrówkowego to masz rację - można potracić rodzinki, ale zdarza się to wtedy gdy np rozlejesz po pszczołach, albo masz pszczółki już tak bardzo pokłute przez warozze czy mocno osłabione albo chore, że wcześniej czy później i tak popadają. Generalnie chodzi o to aby kwas parował powoli a dłużej i o odpowiednim stężeniu był w korpusie, czego nie uzyskasz przy płytkach. Prawdopodobnie on działa też na warozzę która jest pod zasklepem. Nie każdą zabije, ale uszkadza i ona nie jest zdolna już się przyczepiać i generalnie funkcjonować. Przy takim dezynfekowaniu ula warozzę można znaleść całkiem później taką bardzo jasną. Ja tak robię 2,5 sezonu i do tej pory nie miałam przykrych doświadczeń. Natomiast ul warre ma inną kubaturę, więc muszę pomyśleć jak to dostosować. W jednym moim wkp w tym roku miałam takie zdarzenie, że po włożeniu parownika na trzeci dzień upieprzyło mi się, że je dokarmię bo był to średniej wielkości odkład a był okres mniej pożytkowy i włożyłam słoik z syropem. Kiedy też wtedy zaglądnęłam na osyp waroozy wysuwając podstawkę spod dennicy to tam praktycznie prawie nic, bo 3 szt to jak nic. Na drugi dzień napadły ich jakieś obce dość czarne pszczoły, więc szybko zmniejszyłam otwór wlotka. To co zobaczyłam na szufladce pod dennicą to była jakaś masakra. Pod trzema alejkami było czarno od warrozy a tak ogromne okazy tego paskudztwa widziałam pierwszy raz. Szabrowanie się uspokoiło i fajnie, że było ono na początku tej mojej dezynfekcji. Z jednej strony nabyłam pewną wiedzę, a z drugiej ponieważ to były pierwsze dni dezynfekcji mam nadzieję, że tym ohydom zrobiłyśmy i moimi koleżanka mi pszczółkami: pa, pa. Nie lubię pisać. Zdecydowanie lepiej usiąść i pogadać. Może coś wymyślimy onlinne? Mam kilka zdjęć jak zakładałam te moje ule i co w nich zmieniłam (czy słusznie czas pokaże), ale nie mogę ich wkleić. Wiem, że przez dysk google ale... Pozdrawiam Was.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Z pisaniem jest o tyle fajna sprawa, że zostaje na długo, a wyszukiwarki wszystko indeksują więc informację łatwo potem znaleźć. Gdyby Warré nie przysiadł i nie spisał swoich przemyśleń, to informacja nie przetrwałaby tych stu-kilku lat. :) Jeśli o dzielenie się zdjęciami chodzi, to wystarczy je wrzucić na jakikolwiek darmowy hosting, a tutaj podać linka. Takich serwisów hostingowych jest wiele i większość nie wymaga żadnej rejestracji, np: https://imgpile.com/ https://postimages.org/ https://imgbb.com/ https://zapodaj.net/ ...i wiele innych Te "dość czarne pszczoły" o których wspominasz to mogły być Mellifera Mellifica. Było je szybko łapać, bo to skarb. Ale fakt - bywają wredne. Jak moje są nie w humorze to identyfikują mnie już z odległości 50m i odprowadzają do domu. A kiedy cokolwiek grzebię przy ulu to potem do końca dnia w ogóle się nie pokazuję, bo one pamiętliwe są i potrafią przylecieć mnie użądlić nawet kilka godzin po operacji, kiedy ja już całkiem o nich zapomniałem i niczego się nie spodziewam. O kobietach się nie wypowiem, bo mimo wieloletnich badań to nadal gatunek dla mnie zagadkowy, natomiast przeprowadzkę do Warré zaiste najlepiej i najłatwiej wykonać wcześnie w sezonie - kwiecień/maj. Wtedy jest miło i bezproblemowo. Od połowy czerwca zaczyna już być ruletka i trzeba być przygotowanym na komplikacje. Mateusz
Jolu ja też uważam że warto pisać. Filmów w sieci porządnie zrobionych jest mało i giną w masie tych kiepskich które tylko marnują czas. Odtwarzanie tych wszystkich spotkań online tez kiepsko wychodzi i ma ten problem że uczestnicy muszą się stawić na godzinę. Tutaj mamy czas i swobodę i zawsze wygodnie mozna coś odnaleźć. Ja sobie bardzo cenię dyskusje pszczelarzy które mogę poczytać na forach a napisane są one nawet kilkanaście lat temu. Wymiana komentarzy na fb to też tylko skróty. Tak więc jednak bardzo zachęcam do pisania tutaj:) Wracając do warrozy. To mam taki pomysł żeby wielkość płytki dostosować nieco do pojemności ula ponieważ płytkę można z łatwością dociąć i wtedy wchłonie ona odpowiednio mniej kwasu. Choć musiała bym doczytać jeszcze jak duże są te różnice kubatury. Co do umieszczenia jej mam pomysł żeby postawić ją na górze i nakryć odwróconą podkarmiaczką. Choć może wystarczy jedynie poduszka. Widziałam na filmach jak pszczelarz kładł je po prostu na ramki i nakrywał od góry folią i na to gąbka z daszkiem. Ci którzy tego używają twierdzą że działa tak jak parownik z buteleczki. Bynajmniej ci których oglądałam czy czytałam. Nie mam pomysłu jak w warre umieścić buteleczkę. Na dole nie można (bynajmniej wszędzie widziałam ją na górze ula) a dodoawać pusty korpus na górę o tej porze roku wydaje mi się złym pomysłem. Dobrze kminię?? Jak myślicie? A czy we Francji warreiści stosują kwas morówkowy w takiej formie jak cegiełki czy parowniki z buteleczki??
A te ciemne pszczoły to chyba są właśnie w tej dziupli o której kiedyś pisałam. I choć ich się trochę boję! to mam plan spróbować złapać ich kolejny rój o ile przeżyją zimę;):)
Kwas mrówkowy parując schodzi w dół. W związku z tym jeśli ma rozejść się po ulu i dotrzeć też do czerwiu to powinien rozchodzić się od góry. Kropaśkowa, przy parowniku zostawia się uchylony pajączek na powałce, dennica ma być zamknięta, a wlotka otworzona dość mocno. Buteleczkę i sznureczek nie kładzie się bezpośrednio na ramkach (jest podany odpowiedni sposób -parownik dr kwaska Tomasz Stańczuk - więc nie będę się tutaj rozpisywać - i dot. to uli wielkopolskich). Ja osobiście bałabym się tak szczelnie pozamykać górę przy zamkniętej dennicy (jak piszesz), a przy otwartej - kwaszenie chyba nie ma sensu, bo opary zaraz się będą wydostawać. Ale jeśli zastosujesz tak jak mówisz to daj znać co z tego wyszło. Co do parownika, to ja zrobiłam sobie coś w rodzaju pół korpusów, tak aby to zmieścić. Parowałam to już jakiś czas temu. Przy dużej rodzince o tej porze i przy odpowiedniej temperaturze pewnie bym zrobiła, ale przy małej nie, bo za bardzo bym ich wychłodziła (a przynajmniej tak mi się wydaje).
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
O temacie nic nie wiem w praktyce więc nie będę się wypowiadał, odpowiem tylko na pytanie Kropaśkowej "czy we Francji warreiści stosują kwas mrówkowy w takiej formie jak cegiełki czy parowniki z buteleczki". Po mojej stronie Europy konsensus jest raczej taki, że kwas mrówkowy szkodzi pszczołom. Czy to podstawne, czy nie, nie oceniam - podaję tylko tzw. opinię obiegową. Większość leczących Warreistów korzysta z kwasu szczawiowego. Kwas szczawiowy albo w roztworze do sikania po pszczołach (typu Varromed lub różne domowe mikstury o podobnym składzie), albo w formie gazu z kryształów topionych specjalną grzałką. Coś jak tu (przykład akurat na Dadantach, ale na Warré robią tak samo): https://www.youtube.com/watch?v=4tFq4Z9il2k&t=220s Najtwardsi pszczelarze sięgają jednak czasem po kwas mrówkowy. Z tego co wiem robią to raczej w sytuacjach krytycznych, już po kwasie szczawiowym albo w sytuacjach kiedy efekt musi być natychmiastowy (mówią często o "leczeniu flash"). O patencie z buteleczką i lontem nigdy nie słyszałem, to musi być jakiś rodzimy wynalazek. Francuscy Warreiści decydujący się na kwas mrówkowy robią to raczej za pomocą gąbki nasączonej kwasem mrówkowym ("85%", jeśli dobrze kojarzę) i kładą tę gąbkę pod poduszkę na parę dni. O tutaj widać: https://youtu.be/3MklGQTZ01U?t=379 Ja boję się takich eksperymentów i jeśli miałbym w przyszłości regularnie leczyć część moich rodzin, to tylko za pomocą handlowego środka. Swoją szosą, Varromed też zawiera kwas mrówkowy. Nie wiem po co, bo ilości małe (bodaj 5%) ale ktoś mądry z pewnością wyliczył, że to korzystne. Mateusz
Dzięki Mateuszu i Jolu za informację. Wgryzę się w szczegóły metody Stañczuka i będę myśleć. Oczywiście i tak zdecyduje osyp po 3 polewaniu.
Szukając szczegółowych szczegółów znalazłam tyle że leczenie kwasami na własna rękę jest niedozwolone, że można ich używać tylko w zarejestrowanych produktach. hmmm...samo mówi za siebie. Jolu mam więc do Ciebie pytania o zasady odparowywania kwasu mrówkowego parownikiem czy to na płytce. Pytam ponieważ pszczelarze youtuberzy usunęli wiele filmów właśnie z racji na "problemy" ze strony tych co to sprawdzają czy sie robi dozwolone rzeczy. Nie mam tyle czasu żeby wszystko oglądać i znaleźć odpowiedzi. napisz mi czy dobrze rozumiem. Wylotek ma być w pełni otwarty? Ale jeżeli ul ma w dennicy siatkę w 1/3 taką jak u Mateusza to należy ja przysłonić??? Wiem że nie lubisz pisać ale będę tak paskudna żeby tak cie wykorzystać:)
W tym roku kwas mrówkowy nie został wpisany na listę leków i prawdopodobnie leczenie kw. mrówkowym jest niezgodne z prawem. Jednocześnie prawdopodobnie (bo nie sprawdzałam) kwas mórwkowy używa się też do konserwacji żywności. Generalnie chodzi o pieniądze (firmy produkujące specyfiki z amitrazą itd....) Niektórzy uważają, że to nie leczenie a np. dezynfekcja. Tak więc Kropaśkowa, chyba powstaje "podziemie", skoro mówisz że znikają z sieci tego typu filmiki. No to cóż, uważajmy ten temat za zakończony. Pozdrowienia.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Dla dodatkowego popsucia humoru powiem, że we Francji jest identycznie. Wszelkie leki weterynaryjne muszą mieć poważny (i kosztowny) atest pt. "AMM", używanie środków bez magicznego AMM jest nielegalne, i na forach czy grupach francuskich potrafią z dnia na dzień masowo zniknąć różne "niewygodne" opisy domowych środków. Ale nie tylko o domowy mikstury chodzi - np. od kilku lat bardzo popularne jest używanie pasków glicerynowych z kwasem szczawiowym, ponoć niezwykle skuteczne sprawa a jednocześnie zupełnie bezpieczna dla pszczół. No ale nie mają AMM... Filip, znajomy Warreista z mojej okolicy, żalił się ostatnio, że musi te paski zamawiać z Hiszpanii i ukrywać się z nimi jak jaki kryminalista. Z tego co widzę, w PL te paski również nie występują, dopiero w Rumunii można je dostać. Nazywa się to "Oxi Strip" i oczywiście nie zachęcam do ich stosowania bo to zupełnie nielegalne, informację podaję w kontekście czysto encyklopedycznym. Mateusz
Napiszę może tak: Gdybyśmy zawsze robili to co nam się zaleca to by nas już nie było albo nasza forma była by dość smutna. Interpretacja dowolna. A wracając do warrozy martwię się. Choć może nie doceniam mocy pszczół jako superorganizmu. Napiszcie mi czy to normalne że o tej porze roku pszczoły są jakby takie troszkę ospałe. Nie tak energicznie wylatują z ula. Widziałam pszczołę z pyłkiem która odpoczywała chwilę na deseczce przed ulem (mam deseczki na ziemi pod wylotkiem) nim weszła do środka. Widziałam taką która nie weszła i na noc została na dworze i zmoczył ją deszcz. A dziś byl dzień mocno brzydki i wieczorem (ostatnio w ogóle jest ok 12stopni w dzień) przed ulem wiekszej rodziny było sporo pszczół [ok20, trudno powiedzieć które były tylko z dziś bo codziennie przecież coś przed ten ul jest wyrzucane] Wygladały na wyrzucone z ula żywe pszczoły które nie były prawidłowo rozwinięte lub chore oraz takie ktore nie miały sił do niego wejść i zbił je deszcz. Nieprawidłowe bo wydaje mi się że były takie małe i krótkie. Obawiam się że to co obserwuję to osłabienie a nie naturalne zmniejszanie aktywności i liczebności przed zimą. Osyp warrozy po drugiej dawce warromed jest w małej rodzinie trochę wiekszy a w dużej podobny jak po pierwszej.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Obecnie wyrzucane powinny być trutnie, więc może to obserwujesz? Taki wyrzucony truteń ma zaiste nietęgą minę. Zbieraczki nie są wyrzucane, ale te stare już nie wchodzą do ula kiedy czują, że ich koniec już bliski, bo nie chcą przysporzyć koleżankom kłopotu z usuwaniem ciała. To, co piszesz o niedorozwiniętych pszczołach jest oczywiście też możliwe, ale tylko Ty jesteś w stanie to oszacować. Tak czy inaczej, niewiele możesz już zrobić poza polewaniem kwasem i kontrolowaniem osypu. Z mojej strony żałuję, że nie podsunęłem Ci pomysłu leczenia kiedy tylko napisałaś, że to pszczoły z odkładu... No ale sam nigdy nie leczyłem żadnymi środkami więc nie przyszło mi to spontanicznie na myśl, a i nie sądziłem że ktoś może sprzedać tak zadręczoną rodzinę. Teraz będę na takie przypadki uważniejszy. Mateusz
Widzisz mój pszczelarz też nie zalecił mi leczenia już w lipcu. Moja wina. Mogłam się wcześniej zabrać za temat. Każdy sobie rzepkę skrobie. A teraz pszczoły biedne są. A trutnie to napewno nie są. Zresztą przy przekładaniu matek i przesypywaniu pszczół z ramek trutni nie widziałam, choć nie przeglądałam się żeby je wyszukać. Ostatni raz widziałam je w lipcu na wylotku pojedyńcze sztuki. Część z tych pszczół to napewno takie jak piszesz.
Mateusz czy z czasów kiedy jeszcze bawiłeś się w zliczanie warrozy masz doświadczenie ilości osypu i przeżywalności??? U mnie po piątym kropieniu warromedem w tej bardziej zawarrozowanej rodzinie osyp 150szt (plus minus kilka). Zapytałam na typowej pszczelarskiej grupie co robić z taką rodziną i w sumie to mogłam nie pytać...jedni piszą że tylko amitraza, i wtedy zobaczę że kwasy nie działają, inni że lać je do końca kwasem, a inni że z takim osypem to one nie przetrwają nawet jak teraz jest ich dużo. Zgłupiałam. Każdy mówi co innego. Mniejsza rodzina miała ok 30 (tez plus minus jakaś sztuka).
Żeby odymić je amitrazą musiała bym zaklepać pasiekę w urzedzie i iść do weterynarzy. A i jeszcze ok 200zl za urządzonko do odymiania. A docelowo i tak będę tej metody unikać jak tylko się da. Z kolei dalsze kropienie wartomedem, np w listopadzie w jakiś ciepły dzień...czy będzie skuteczne? Pszczoły w klębie są nisko. Czy kropienie będzie skuteczne nawet jeśli dzień będzie ciepły i pszczoły nieco się rozluźnią. U góry są przecież mocno rozbudowane grube plastry. Nie widać zbytnio co jest głębiej. Może z latarką... Nie wiem co robić. Szkoda mi moich nakładów wyłożonych w tylko te dwa ule.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Co do amitrazy: ja nigdy nie stosowałem, ale znam takich, co stosują (nie warreistów). W tej ich metodzie nie ma tam żadnego odymiania, to tylko takie toksyczne paseczki, które rozwieszają między uliczkami. Nie potrzeba do tego żadnego sprzętu, ot rozwieszają te paski, zostawiają na ileś tam dni czy tygodni i ściągają. Popularnym środkiem wśród konwencjonalnych pszczelarzy są paski "Apivar". Kropienie Varromedem jest ponoć skuteczne o każdej porze roku, jako że wykorzystuje instynkt pszczół do wzajemnego iskania się. Ale jak wiesz, moje doświadczenie jest tutaj niemal zerowe - powtarzam tylko to, co zasłyszałem lub przeczytałem w ulotce. Jeśli chodzi o osyp: kiedy jeszcze liczyłem osyp u siebie, to mając powyżej kilku sztuk dziennie z końcem lata wiedziałem, że rodzina na 90% nie przeżyje. Z tym, że ja mówię o osypie naturalnym, a Ty zdaje się o osypie po kropieniu, więc nie wiem jak i czy te wartości można jakkolwiek porównywać. Moje obserwacje pokrywają się z tym, co podają Francuskie związki pszczelarskie, np. tu: https://www.gds-bretagne.fr/wp-content/uploads/2017/09/Fiche_Comptage.chutes.naturelles_Varroa_Plan_national_2017_GDS_France.pdf Z tabelki w powyższym dokumencie (str. 3) wynika, że w sierpniu/wrześniu osyp powinien być poniżej 4 sztuk dziennie. Ale znów - mowa o osypie naturalnym. Ale tu może ciekawa (lub pocieszająca) informacja: https://itsap.asso.fr/pages_thematiques/ravageurs-maladies/suivi-dinfestation-varroa-phoretiques-chutes-naturelles/ To stowarzyszenie pszczelarskie zrobiło jakieś badania osypu na 83 ulach. Wygląda to b. poważnie. Interesujący jest wykres numer 43, przedstawiający osyp w czasie po wykonaniu leczenia (niestety nie mówią, o jakie leczenie chodzi). W każdym razie w dzień leczenia podają osyp w okolicy 700 sztuk i cieszą się, że po 15 dniach od leczenia ten osyp spadł do 150 sztuk dziennie... A czy przestrzegasz rygorystycznie tych 6-dniowych odstępów w leczeniu? Bo nawet jeden dzień zwłoki może tu mieć znaczenie. Dodam, że na forum francuskim mignęło mi kiedyś, że ktoś dostał informację od producenta jakoby w razie dużego zakażenia warto rozłożyć ul Warré i opryskać uliczki w każdym korpusie gniazda tak, jakby to były dwa osobne ule. Inna sprawa, to ilość aplikacji, bo to jednak kwas i zbyt częste użycie zacznie być szkodliwe, m.in dlatego, że rozpuszcza chitynowe pancerzyki pszczół. Kwas szczawiowy jest w tym kontekście daleko mniej groźny od kwasu mrówkowego o którym wcześniej pisałaś, no ale jednak... Dobra, wyguglałem takie coś: https://asapistra.fr/sites/default/files/VarromedGuideAsapistra1902.pdf To zalecenia od BeeVital, czyli producenta Varromedu. Z tych ich obrazków na str. 3 wynika, że na jesień zalecają aplikować Varromed od 3 do 5 razy - ew. więcej aż osyp nie zejdzie poniżej 150, ale pod żadnym pozorem nie przekraczając 9 aplikacji rocznie. Co ciekawe, uznają, że jeśli osyp po aplikacji zejdzie poniżej 150 sztuk, to jest dobrze. Ale oni zdaje się osyp liczą z całych 6 dni po leczeniu, a nie średnią dzienną. A Ty jak liczysz? I jak dawkujesz? 30 ml na ul, czy inaczej? Jeśli Twój osyp jest na poziomie 150 sztuk dla 6 dni po leczeniu (a nie 150 sztuk każdego dnia), to na podstawie tych informacji które wyguglałem wydaje mi się, że warto byłoby zaaplikować ten Varromed jeszcze ostatni raz (czyli szóste kropienie) i już potem dać pszczołom spokój. No, ewentualnie popryskać raz jakoś w grudniu albo styczniu, w cieplejszy dzień, jeśli pszczoły jeszcze będą. Sam fakt, że masz osyp jest pozytywny, bo znaczy że środek najwidoczniej działa. Bardziej zastanawia mnie ile tego dręcza musiało być wcześniej. Z wykresów które widzę w podlinkowanych wyżej materiałach wychodziłoby, że ta Twoja rodzina miała między 1000 a 2000 sztuk dręcza. Nie chcę tu nikogo krytykować, niemniej na przyszłość zastanowiłbym się, czy warto kontynuować współpracę z pszczelarzem, który Ci taką rodzinę sprzedał... Tym bardziej, że wspominałaś wcześniej o symptomach DWV. Mateusz
Paski apivar wpadły mi gdzieś w oczy ale ot tak tego nie kupię. Widocznie tylko u weta. U weta tez kupuje się w Polsce tabletki apivarolu i spala je w specjalnym urządzeniu. Ja nie mierzę osypu co dzień. W dzień przed piątym kropieniem osyp naturalny w tej zawarozowanej rodzinie był chyba 5szt (tyle trafiło na kartkę więc mógł być większy a mogło tam też trafić coś co już wcześniej leżało na dennicy). Ilość 150 to ilość 24h po pokropieniu. Mała rodzina miała jako osyp dzienny jakąś pojedyńczą sztukę która wyglądała na uszkodzoną. 24h po pokropieniu miała niecałe 30. wieczorem dałam nowe kartki i będę liczyc dalej drugą dobę. szczerze to z ulotki też nie bardzo rozumiem o jaki osyp im chodzi, czy sumaryczny czy inaczej. szczegóły co do terminów: było 3 dni przerwy w których rodzinki dostały ode mnie zamiast czwartego kropienia kwas mrówkowy na cegiełkach, jednak ochłodziło się całkiem i wieczorem trzeciego dnia dostały czwarte kropienie. Ostatnie piąte kropienie było z obsuwą znowusz 3dni z powodu mojego nawału innych prac. co ciekawe przy kwasie mrówkowym ponoć warroza wynosi sie z ula, i ja wtedy widziałam jedną warrozę żywą na zewnątrz na ulu i martwe oraz żywe dręcze na lepkiej kartce pod dennicą, były żywe ale jakieś takie nieruchliwe. to badanie powyższe może być właśnie miedzy innymi z kwasem mrówkowym, on tak działa że nie uśmierca od razu dręczy tylko je poraża, żywe ale porażone dręcze wychodzą spod zasklepu w czasie wygryzania sie czerwiu, jednak ponoć nie są w stanie dalej prawidłowo funkcjonować, stąd osyp nie jest dużo na raz a później nic tylko one sypią się cały czas jak wygryza się czerw, w dniu zabiegu jest najwięcej bo spadają także te co są na pszczołach na plastrach. Co do rozkładania ula... nie targne się, pszczoły na bank zmontowały oba korpusy razem, nie wyobrażam sobie o tej porze roku robić im taki bałagan, tym bardziej że od soboty ma byc znowu zimno i deszcz. w mojej ulotce jest mowa tylko o 5 kropieniach na tę porę roku. Jeden pszczelarz z grupy konwencjonalnej radziła kropic do skutku aż nie bedzie czerwiu... mój warromed ma właśnie taką ulotkę, bynajmniej jeżeli o rysunki chodzi i tabele Co do dawki to sugerowałam się właśnie rysunkami z ulotki i wspomnieniem ilości mocno obsiadanych ramek gdy ramki jeszcze miały. i tak na wyczucie ul większy dostawał ode mnie po 35ml a mniejszy po 25ml. kropiłam z kolei nie tak jak na rysunkach tylko na skupiska pszczól, tak żeby kropić na pszczoły a nie po prostu w uliczki. co do pszczelarza to sympatyczny facet a że ma swoje przyzyczajenia.. on widocznie ma swoje już wypracowane terminy kiedy co stosuje i mu sie to sprawdza. Ja nie chce go zbytnio męczyć swoją osobą, bo gdyby on tak miał utrzymywać intensywny kontakt z każdym komu sprzedał pszczoły to by zwariował chyba, tym bardziej że obraliśmy różne drogi. Jak mi rodzinki nie przetrwaja to będę myśleć skąd brać kolejne pszczoły. największa wina to jest tutaj moja, za późno sie zabrałam za leczenie i jak będę opłakiwać puste ule to przez moje błędy ja nie wiem jak jest możliwe nie leczyć i mieć jakieś pszczoły i jeszcze miód, chyba tylko jak się posiada dzikusy a nie takie sztuczne hodowlane jak moje
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Skoro dzień przed kropieniem miałaś 5 szt, to można chyba uznać tę wartość za osyp naturalny. Czyli wartość jest graniczna. I to by się poniekąd zgadzało z wartością osypu 150 dręczy po leczeniu, która wg. materiałów również jest graniczna. Po mojemu nie ma tu sensu kombinować z jakimiś dodatkowymi metodami typu amitraza czy kwas mrówkowy. Ten ostatni jest szczególnie zjadliwy, a jeśli teraz stracisz matkę to już nie ma nadziei. Natomiast ostatnią aplikację Varromedu jednak warto rozważyć, coby zejść z dręczem poniżej krytycznej granicy. Co do "małej" rodziny to wydaje mi się, że jest dobrze. Tzn. jeśli zemrze, to raczej nie przez dręcza. Kilkudniowe obsunięcia w kropieniu, o których piszesz, na pewno nie są dobre. To za każdym razem okazja dla nowego pokolenia dręczy do schowania się w czerwiu. Być może przy ścisłym przestrzeganiu terminów osyp byłby teraz dużo poniżej tych 150 sztuk i szóstej dawki w ogóle nie trzeba by rozważać. W kontekście liczenia, to z tego co rozumiem liczenie "po leczeniu" powinno się wykonać wstawiając deseczkę do liczenia tuż przed leczeniem, zostawić ją na 6 dni, i wtedy podliczyć osyp. Licząc w ten sposób, docelowo ma być mniej niż 150 sztuk. Słowem pocieszenia: każdy pszczelarz na początku traci rodziny. Czasem wszystkie, czasem część, tak już musi być. Nawet gdybyś straciła obie, to traktuj to raczej jako doświadczenie - na kolejny sezon będziesz już dużo lepiej przygotowana, zarówno pod kątem wyposażenia, jak i wiedzy i ogólnopojętej intuicji. Z tym nieleczeniem to nie wiem, od czego to zależy. Być może masz rację w tym, że to się nadaje bardziej do "dzikiej" pszczoły (Mellifica), bo zauważyłem że moje pszczoły z biegiem lat ciemnieją - tzn. przeżywają tylko te najbliższe typowi Mellifera Mellifica, a te jaśniejsze (jakieś mieszanki Włoszek, Buckfastów czy Krainek) zazwyczaj tworzą duże rodziny pierwszego sezonu ale potem szybko wymierają. Poza tym, Mellifica czerwi ostrożnie i z przerwami, przez co rodziny są mniejsze i mniej dynamiczne - ale dzięki temu dręczowi jest dużo ciężej się tam zakorzenić. Jeśli o miód chodzi w nielecznictwie, to też bez przesady... Ja w najlepsze sezony jestem w stanie zebrać jakieś 15 kg miodu mając 3 rodziny (bo w najlepszym razie mogę zebrać po jednym korpusie z dwóch, z czego kilka plastrów zachowuję dla pszczół na później). A w tym roku mój zbiór wyniósł 0 kg. Jako ciekawostkę dodam, że wbrew temu co pisze Warré, to moje ule będące w pełnym słońcu mają jakby lepszą przeżywalność. I teraz nie wiem, czy pszczoły lubią mieć gorąco, czy może dręcz nie lubi upału... albo jeszcze co innego. Ale moja pasieka jest tak mało liczebna, że to może równie dobrze być błąd statystyczny z mojej strony. No i jestem na wys. 800 m.n.p.m, więc moje upały może nie takie szkodliwe jak te, których doświadczał Warré w Turenii (np. brody u mnie zdarzają się rzadko, a od kiedy używam daszków z kostki to nie zdarzyła mi się ani jedna). Mateusz
No to skoro 150szt ma być w ciagu 6 dni to u mnie jest już 1go dnia... Kiepsko. Co do intuicji i wiedzy jaką mam to czy ja przestrzegam terminów czy nie dręcz sobie poradzi. Myślę że ten odstep 6dni dla kolejnych kropień jest dla bezpieczeñstwa pszczół a nie faz drecza. Pierwsze jesienne czy wiosenne kropienie zawsze trafi na czerw zamknięty a warromed nie działa na drecza pod zasklepem. Nie możliwe żeby produkt o takim składzie utrzymywał się w ulu 6dni. Na moje oko a raczej ucho góra 2. Pszczoły czyszczą i wentylują. Z jednego filmu buczacza wynika że dręcz ciągle skaraca okres w którym przebywa poza czerwiem nawet do poniżej 1dnia. Więc pszczelarz potrzebuje produktu który albo jest w ulu cały pełny cykl rozwojowy dręcza i ma prawie 100%skuteczności albo działa pod zasklepem. Takich nie ma. Tak więc moje kropienie jakoś tam zmiejsza liczbę ale nie jest typowym leczeniem. Usuwam tylko warrozy na zewnątrz komórek i trudno powiedzieć jaki ich procent. Mam ich dużo bo nie leczylam wcześniej. Nie myślałam że pszczelarzenie w obecnych czasach sprowadza się głównie do warrozy. Wolo Boża jak to się mówi. ...albo ludzi wybór..
A jeśli o upał chodzi to moje pszczoły robiły brody i to czasem duże pomimo że ule stały w cieniu. A miejsca miały ful bo i ramki i korpusy wtedy były. I są to odklady a nie potężne rodziny. Teraz z kolei widzę że słoneczko by im dobrze zrobiło bo ten ul który wcześniej rano ma słońce wcześniej wylatuje. Kiedyś zrobię eksperyment że postawie ul w pełnym słońcu tylko pomaluje go na biało. Tylko najpierw muszę mieć te pszczoły....
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Zupełnie możliwe, że masz rację z tym odstępem 6 dni, że to bardziej dla pszczół niźli dla dręcza. W 1993 Willem Boot faktycznie wykazał, że w sezonie dręcz infekuje kolejną komórkę średnio po 2-3 dniach od wydostania się z poprzedniej (str. 26, fig. 1): https://edepot.wur.nl/202208 Podaje on jednak, że to dane dla sezonu, kiedy czerwia jest dużo. Z tego co pisze dalej (str. 29), to czas ten wydłuża się wraz ze spadkiem ilości czerwia, bo aby dokonać infekcji, pszczoła nosząca pasożyta musi zbliżyć się bardzo blisko do komórki w stosownym etapie rozwoju - tj. tuż przed jej zasklepieniem. Zatem poza sezonem (jak teraz), czas foretyczny dręcza jest odpowiednio dłuższy (o ile dłuższy, to tego niestety Boot nie zmierzył). Wnioskuję z tego, że tak czy siak najskuteczniej jest aplikować Varromed w najkrótszych możliwych odstępach, a że BioVital na pewno o tym wszystkim wie, to ich zalecenie 6 dni jest niewątpliwie jakimś wyliczonym optimum. Mateusz
Tutaj Pan mądrze mówi o leczeniu. Bynajmniej z mojego zootechnicznego punktu widzenia. Mówi że najważniejsze leczenie jest na lipcowym pokoleniu pszczół. Podaje orientacyjne terminy. Taki sposób wydaje się wykonalny dla ula warre bardziej niż leczenia jesienne. W nastepnym filmie jest "wyjaśnione" że chodzi o Warromed. Innego który by tutaj pasował nie kojarzę z polskiego rynku. Na mojej edukacyjnej ścieżce pierwszy raz trafiłam na takie podejście. Owszem mówi się o leczeniu "po miodobraniu" ale zasadniczą walkę zostawia się na jesień. https://youtu.be/tTmuXN_7asc https://youtu.be/ESGLEk36FO8 Linki które są w temacie problemów prostego ula przejrzalam i dalej zostaje mi po nich mnogość metod. Na pewno w Plsce inaczej stosuje się kwasy. Dawki też są inne. Polscy pszczelarze szukają rozwiązań jak unikać gwałtownego uwalniania kwasu który może wtedy bardzo zaszkodzić.

Wątek zamknięty z powodu braku aktywności od ponad 180 dni.