GłównaSchematKsiążkiLinkiForum
skocz do końca lista wątków

Przygotowanie do zimy i zima

Wątek zamknięty z powodu braku aktywności od ponad 180 dni.

Założę taki wątek ponieważ sporo pytań pojawia się w mojej głowie a też z racji innej gospodarki w ulu Warre na część z nich w ogóle nie znajduję odpowiedzi. Pytanie pierwsze to kiedy ostatni raz ppwinnam zważyć korpusy żeby ocenić ile zapasów zawierają? A może inaczej. Na końcu sierpnia/poczatku wrzesnia sprawdzę wagą (bo jedynie na oko się nie odważę jako początkujący) ile zapasów mają pszczoły. Po tym czasie one będą mieć jeszcze pożytek. Pola gorczycy żółtej i kwiaty jesienne których mam sporo. Czy mam uzupełnić im zapasy na podstawie powyższego ważenia sierpień/wrzesien i później już nie robić nic?? Czy inaczej jakoś postąpić w takich okolicznosciach?
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Wydaje mi się, że obfitość kwiatów jesiennych ma niewielkie znaczenie w kontekście zapasów, bo jesienią mamy już głównie pszczołę zimową, cięższą i mało lotną. Dlatego myślę, że ważenie które wykonasz teraz powinno być decydujące w kwestii podania lub nie zapasów. Ja potem już nie robię nic - krzyżyk na drogę i widzimy się (jak los pozwoli) na wiosnę. W Twojej sytuacji, jako że masz tylko dwie rodzinki, to możesz ew. rozważyć zważenie ich z początkiem przyszłego roku by w razie krytycznej potrzeby podać im trochę ciasta. Delikatnie wykonane ważenie jest bezinwazyjne, więc można ważyć do woli i o każdej porze roku. Przy okazji niedyskretnie zapytam: czy przemyślałaś Twoje stanowisko względem profilaktyki warrozy? Decydujesz się na jakieś leczenie w tym roku? Ja sam walczę z myślami. Do tej pory nigdy nie leczyłem, ale miniony rok był naprawdę paskudny i byłem niedaleko straty całkowitej... Zastanawiam się, czy by nie przetestować kwasu szczawiowego na jednym z moich uli, choć filozoficznie rzecz biorąc nie podoba mi się takie wspomaganie. Mateusz
O ważenie zimowe i sprawdzanie zapasów zimą jeszcze będę pytać. Jutro ide zabrać ramki jak pogoda pozwoli i wstawić korpus wiatrołap również z przyklejonymi plastrami. Niech mają, jak mam to im dam. Oczywiście jutro też planuję ważenie więc pewnie będę mieć pytania. Co do warrozy tak ja zdecydowałam się na olejki eteryczne. Trochę może ryzykuje ale bez niczego ich nie zostawię bo przecież są to pszczoły "rasowe" z odkładu a nie dzikusy z roju. Leczone tylko weterynaryjnymi lekami. Na razie dostały raz mój mix. Jutro dostaną drugi raz i jeszcze im powtórzę ale zobaczę ile razy. O kwasie czytałam i to nie dla mnie metoda. A może dla mnie ale potrzebowala bym sprawdzonej instrukcji. Może jak zastosujesz to opiszesz;) Mój mix powstał w oparciu o fora internetowe i skład gotowych produktów tego typu. Użyłam olejków certyfikowanych także do spożycia bo takich też używam do leczenia rodziny i zwierząt. Wybrałam olejki bo mają ponoć udokumentowana skuteczność także do leczenia innych chorób pszczół. Poza tym wydają mi się najbliższe pszczołom. Czytałam o pozytywnych efektach występujących choćby na skutek zbierania przez pszczoły miodu z tymianku czy oregano. No i tak czy siak będę się stresować przez zimę o to co za sastanę wiosną. Niby wiem że praca przy zwierzętach to nie układanie plytek, ale podejść do tego ze sppkojem na zasadzie "co będzie to będzie" nie potrafię. Nie miała baba kłopotu to sobie nabrała, kotów, dzieci, kur, pszczół... Jak ktoś chętny mogę napisać jaki mix zrobiłam;)
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Wiatrołap z plastrami to już chyba nie do końca "wiatrołap" :) Zaszkodzić raczej nie zaszkodzi, ale jakoś wątpię by pszczoły miały z tego pożytek - Ty za to tracisz tym sposobem łatwy sposób obserwacji wiosennego budowania plastrów. Wracając do warrozy - ja w końcu się przełamałem i dzisiejszej nocy obrobiłem dwa z moich uli. Wybrałem dwa ule które są oddalone od pozostałych, żeby możliwie zminimalizować ewentualne interakcje między rodzinami leczonymi i nieleczonymi (to tylko 200m, ale zawsze coś). Mam ciężkie uczucie, że robię tym ewolucyjny błąd. Zobaczymy na wiosnę. W młodego chemika nie chcę się bawić, użyłem więc handlowego gotowca: głównie kwas szczawiowy, z malutką domieszką kwasu mrówkowego i dodatkiem karmelu (dla koloru? smaku? nie wiem), do tego śladowe ilości kilku innych rzeczy. Wynalazek nazywa się "Varromed", kupiłem tego półlitrową buteleczkę za 29 EUR. "Leczenie" polega na zdjęciu poduszki ula i obsikaniu pszczół w alejkach ok. 30 ml produktu. Bardzo łatwa i szybka sprawa. To tępi tylko dręcze lotne, dlatego proces trzeba powtórzyć jeszcze dwa razy, w odstępach sześciu dni aby pokryć jeden pełny cykl rozwoju dręcza. Robiłem to w nocy, bo wtedy pszczoły są najspokojniejsze, no i mam pewność że wszystkie są na miejscu, a potem mają całą noc żeby się wzajemnie miziać tym kwasem. Teoretycznie całą operację można powtórzyć kilka razy w roku - ja tego nie będę robił, zrobię tylko teraz, bo bez przesady z tym wspomaganiem. Butelka powinna więc starczyć na 3 lata dla dwóch uli. Póki co robię to w ramach eksperymentu, na wiosnę może wyciągnę z tego jakieś wnioski. Daj znać co za miksturę zrobiłaś - może to kogoś później zainspiruje. A czy liczysz opad dręcza przed i po leczeniu? To chyba najlepszy sposób na oszacowanie skuteczności działania (ja tego nie robię, wychodzę z założenia że produkt jest poważny więc ktoś to przemyślał i obliczył, aby było dobrze). Też trochę zwierza mam, z czasem człowiek nabiera dystansu do wielu rzeczy. Setka owiec, 15 kur, no i obecnie 5 pszczelich rodzin. Ale najwięcej zachodu i tak jest z trójką dzieci. Swoją drogą - te koty nie dobierają się do piskląt? Do nas przyłazi czasem jakiś błąkający się kocur. Gonię go, żeby nie wpadł na pomysł smakowania pisklaków. Mateusz
Opryski pszczół są ponoć bardzo dobrą metodą bo pszczoły nie znoszą być w czymś brudne. Czytałam na jednym polskim forum że na waroze można zastosować oprysk z rzadkiego syropu, kwasu i dodatku nalewki propolisowej i chyba czegoś jeszcze. I nabardziej pszczoły nie znoszą mieć na sobie propolisu i wtedy zawzięcie czyszczą cały ul i siebie. Brzeczą przy tym i wkurzają się i nie darują nawet jednemu paproszkowi. Tak czytałam. Jeżeli ta metoda jest skuteczna to największą rolę myślę ma tutaj wywołanie tego czyszczenia a kwas pełni funkcję dodatkową,poraża dręcza i pszczołom łatwiej go usunąć. Ja opad dzienny mierzylam do puki wiatr nie wywiał mi moich tekturek po dennicami. Później było wszystko na szybkości i się tym nie zajęłam. Doliczylam sie wtedy 2szt przez ok tydzień czasu, samiec i samica dercza pod jednym ulem. Pod srugim nic. Tylko chyba kiepski ten moj pomiar bo mam wrażenie że mi się ukurzył szybko ten mój klajster z maści nagietkowej. Jak dawalam im olejek to nie miałam nic przygotowane i tak wyszło że nie wiem co to dało wzgledem warrozy. Poobserwuję jeszcze raz jak dziś znowu podam im olejek. I tym razem dam chyba ściereczkę nasączoną zwyklym olejem. Co do kotów to moje są wychowane. Pierwsze moje kury to były kurczęta i koty naogladaly się ich przez siatkę przenośnego kojca. Teraz kury mają sad ale koty mają tam utrudnione wejście. Wchodzą rzadko. A kurczeta do puki nie podrosną jakieś 2 mies sa w osobnym zagrodzeniu z kwoką żeby ich inne kury nie bily. Dopiero jak są dostatecznie szybkie łącze je z kurami. Przychodzą do mnie obce koty ale chyba wolą chrupkiniż mierzyć się z kwoką. Bo ja zawsze na pod domem mam chrupki i mleko dla mich kotów które sa na dworze kiedy chcą i dla wędrowców. Większe zagrożenie to są psy które same wyprowadziły się na spacer i ptaki drapieżne. Co do dzieci to ja mam dwóch chłopców więc jest jazda. Dwóch chłopców z małą różnicą wieku to ponoć najtrudniejszy wariant. Miksturę opiszę wieczorkiem bo już mi się łobuzy obudziły:) Mogę prosić żebyś opisał czy psikałeś pszczoły tylko od góry czy podnosiłeś korpusy i od dołu pomiędzy plastry też im pryskałeś?? Jak one wtedy sie zachowywały? Nie odrywały się z takim wirującym bzzz w ciemność?
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
To co opisujesz o rzadkim syropie z kwasem i propolisem dość dobrze pasuje do składu tego nabytego przeze mnie handlowego wynalazku. Zawiera on najwyraźniej takie składniki: - Kwas szczawiowy dwuwodny - Kwas mrówkowy - Karmel (E150d) - Syrop sacharozowy - Wyciąg z propolisu 20% - Olejek z anyżu gwiazdkowego - Olejek cytrynowy - Kwas cytrynowy jednowodny - Woda oczyszczona Pszczoły psikałem od góry, zdejmując tylko poduszkę. Nie rozbierałem nic więcej ani niczego nie robiłem od dołu. Z ulotki wyczytałem, że chodzi o to by obsikać pszczoły znajdujące się na wierzchu, a pozostałe koleżanki będą je potem intensywnie z tego czyścić, dzięki czemu preparat ma dotknąć każdej jednej pszczoły. Podczas operacji pszczoły były bardzo spokojne. Zaraz po odkryciu ula było trochę nerwowości więc dmuchnąłem im lekko podkurzaczem z wierzchu by się nie rozlatały, ale samo polewanie tym roztworem kwasu zniosły bardzo dobrze, a wręcz je to uspokoiło. Bzyczenie było, ale tylko w głębi ula, nie z wierzchu. Wnioskuję, że to bzyczały oblane pszczoły, które schodziły niżej by się schować i otrzepać z paskudztwa. Żadnego latania nie było. Buteleczka jest bardzo poręczna i ma gradację którą można odczytać zarówno jak butelka stoi, jak i kiedy trzyma się ją do góry nogami - sprytnie to ktoś wymyślił. Jeśli idzie o pisklaki to ja ich nie oddzielam, wykluwają się w kurniku razem z innymi kurami i kogutem, i od dnia zerowego żyją sobie wszyscy razem. Przejawów agresji brak, poza epizodycznym, lekkim dziobnięciem o podłożu czysto komunikacyjnym. Ale to są kury dość dawnej i prymitywnej rasy (silkie, tj. po naszemu kura jedwabista) o niezwykle łagodnym nastawieniu do świata. Być może u "normalnych" kur trzeba więcej ostrożności. Mateusz
Odpowiadam i opowiadam po kolei: Kury "normalne", a raczej współczesne sprawiają naprawdę wiele kłopotu. Sytuacja ma się z nimi tak jak z wszystkimi zwierzętami które "poprawił" człowiek,w tym pszczoły. I tu zaraz przejdę do sprawy. Najpierw o preparacie Twoim, nie rozumiem dodatku karmelu, bo czytałam w Ostrowskiej że przypalony cukier szkodzi pszczołom. Poza tym myślę że ma on sens i te rodziny na które go zastosujesz będą bezpieczniejsze. Wracając do poprawionych przez człowieka pszczół. Moje rasowce nie przeniosły miodu do korpusów warre. Jedna rodzina ma tam ok 3kg a druga ok 5kg. A resztę przynioslam do domu na ramkach. Ramki są ładne bez śladów szkodników, zero czerwiu porzuconego. Trudno mi ocenić ile miodu mają ale szacuję że ok 10kg wszystkie ramki, czyli obie rodziny w sumie ok 10kg. Nie chcąc przedłużać nie sprawdzałam już czy mają czerw w warre. Zabieranie ramek naprawdę narobilo zamieszania. Nie wiem czy w ogóle powinnam to sprawdzać czy juz tylko skupić sie na zapasach. Od razu także wyniknął mi problem. Ponieważ zabrałam ramki a i tak muszę im dodać pokarmu to zaniosłam im syrop cukrowy. Do tej pory dostawały niewielkie ilości, ok 0.7l syropu 1:1 na rodzinę w czasie deszczu. Podkarmiaczki mam zrobione z pudełek po 1.5litrowych lodach. Dziurki w dnie i to stawiam w małej podkarmiaczce warrego ustawionej pod poduszką. Pszczoly spijały syrop spod kraty do poławiania propolisu. Dziś chcialam im zanieść wiecej i jak wlałam większą ilość cieplego oczywiście syropu to po chwili zaczał mi on kapać na ziemię:/... Co zrobilam nie tak?? Że za ciepły syrop?, że za dużo cieczy? i za szybki wpływ?? Czy z podkarmiaczek sloikowych też tak cieknie?? Złe dziurki zrobilam? Nie wiem teraz jak szybko ogarnąć temat dokarmienia do 12kg gdy nie mam zapasowego korpusu... Chyba go robić na szybko i kupić zakrętki typowe do karmienia pszczół słoikiem?? A drugi aspekt: jak najpraktyczniej zwrócić tym trąbom miód z plastrów. Żeby nie było że ja im dam te plastry w podkarmiaczkę a one nie wyniosą tego miodu do warre. Przecież karmienie powinnam zakończyć do 15września. Tak jest napisane w książce o ile dobrze pamietam. Żeby zimująca pszczoła nie przerabiała cukru. Myślę czy to dobry pomysł odcisnąć miód z ramek i troszkę rozrzedzony dać pszczołom, a resztki plastrów wypłukać w wodzie której później użyje do przygotowania syropu cukrowego. Oceń mój pomysł proszę:) Ps. moj mix olejkowy podaje w temacie o warrozie:). Z racji kapiącego syropu dziś olejku nie dostały.
Mateusz... bo chyba nie jest tak że one tych zapasów nie przeniosły bo im nie odpowiadają plastry?? Od góry przez snozy widać pobielobe świeżym woskiem komórki..ale nic więcej nie rozbierałam. Nie chcę im niszczyć. Bo np wieksza rodzina przykleiła jeden środkowy plaster do górnych beleczek ramek. Nie wiem co myśleć. Czy pszczoly zajete przeróbka syropu nie zajmują się przenoszeniem zapasów?? Tak w sumie to tego deszczu przez te 3 tyg bylo tyle że one obie razem dostały chyba 5kg cukru. To nie jest jakoś duzo. To moje przemyślenia po nieprzespanej z powodu rwy kulszowej nocy...
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Odpowiadam na szybko bo sytuacja zdaje się być nieco podbramkowa. Co do zapasów: mogę tylko luźno zgadywać, że pszczoły nie chciały ich przenosić bo miód był już odparowany, zawekowany i sztywny. Taki miód pszczoły czasem niechętnie przenoszą. Bywa, że pomaga wtedy lekkie nacięcie plastrów nożem, no ale teraz już na to za późno bo to trzeba robić na plastrach jak są w ulu. Pozostaje jeden plaster na próbę porozkrawać nożem i podać albo w jakimś płytkim pojemniku na dennicy, albo szczelną podkarmiaczką pod poduszką. Można podać wszystko bez żadnych zabiegów filtrujących, tj. po prostu mokrą miazgę plastrową. Pszczoły sobie wszystko oczyszczą i wyliżą do suchego. Zacznij od małych ilości i zobacz jak reagują. Jeśli pszczoły mają do dyspozycji syrop i miód, to zazwyczaj wybierają syrop, bo ten udaje że jest nektarem, a pszczoły właśnie tego szukają, a do przenoszenia miodu zawsze mogą wrócić później, jak już nektaru nie będzie (nie przewidują, że im jaki człowiek może złośliwie miód ukraść w międzyczasie). Co do podkarmiaczki, to ta nie powinna nigdy ciec, bo to najlepszy przepis na wywołanie grabieży - zarówno ze strony innych pszczół, jak i mrówek. Rozumiem, że użyłaś plastykowego, podziurkowanego pojemniczka odwróconego do góry nogami? No to pewnie za dużo tych dziurek narobiłaś, albo dziurki mają za dużą średnicę. Kiedyś używałem podobnego wynalazku i samo dziurawienie pojemniczka wymagało pewnej intuicji, żeby nie przedobrzyć bo wtedy właśnie się z niego ulewa. Teraz stosuję już wyłącznie szczelną podkarmiaczkę pod poduszką, dokładnie taką: https://www.apiculture.net/nourrisseurs/3968-nourrisseur-bois-warre-fabrication-francaise.html Z takim modelem nie mam żadnych problemów, można tym podawać zarówno płynny pokarm jak i stały, a całość jest uszczelniona parafiną więc nic nigdzie nie cieknie. Topielców też żadnych nie ma. Taka podkarmiaczka przydaje się też do podawania ciasta w sytuacjach naprawdę kryzysowych późną zimą - można ciasto położyć na snozy, przykryć odwróconą podkarmiaczką i na to z powrotem poduszkę. Same problemy z tymi Twoimi ulami Warre, a miało być łatwo i prosto. Trzymam kciuki. :-) Mateusz
Oj takiego czegoś to ja sobie nie wytrzasnę na już... Boję się kupować z wysyłką za granicę bo raz że i tak późno to dostenę a mam złe doświadczenia z paczkami z zagranicy. Mój pojemnik był nie odwracany tylko miał dziurki w dnie a od góry nalewałam i i zakrywałam go pokrywką. Ziemię pod ulem zlałam wodą. Na razie jest spokój. Skoro miód w plastrach jest gesty to pomysł z rozwodnieniem go lekko wydaje się ok. Tylko chyba użyje pustego korpusu i w niego podam pojemnik z pokruszonymi pomoczonymi plastrami. A w między czasie kupię takie nakrętki: https://allegro.pl/oferta/nakretka-plastikowa-z-dziurkami-do-podkarmiania-11315156917?utm_feed=aa34192d-eee2-4419-9a9a-de66b9dfae24&utm_content=supercena&utm_content=lvsku&utm_term=desc-yes&utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=_dio_ogrod_pla_pmax_sc&ev_campaign_id=17960360635&gclid=CjwKCAjwgaeYBhBAEiwAvMgp2gH7hwXsm4i9hqY6rhx1bVbSar7fO1FyP2j5Iya6FSP_ZPGp8z1a9RoCFHQQAvD_BwE
A miód w plastrach faktycznie jest gęsty. Praktycznie nie cieknie po udzkodzeniu plastra.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Ja bym nie rozrzedzał - bałbym się doprowadzić do fermentacji. Jeśli miód będzie w postaci klejącej miazgi plastrowej to pszczoły sobie poradzą, tym bardziej że w obecnym okresie na pewno nie zdążył jeszcze się skrystalizować. O podkarmiaczce pisałem nie w kontekście rozwiązania doraźnego (bo tutaj trzeba działać szybko), ale raczej w perspektywie czegoś, na czym warto się zastanowić np. na przyszły rok. Swoją drogą, bardzo podobną podkarmiaczkę widzę tutaj: http://massivholz-tischler.pl/index.php?id_product=107&controller=product Nie wiem co ona warta i jaka jest jej jakość wykonania, szacuję tylko ze zdjęcia że to chyba niemal identyczny model do mojego. Cena troszeczkę wyższa, ale nadal bardzo rozsądna. A "na zaraz", to ja zrobiłbym tak, jak pisałem wcześniej: rozkruszyć jeden z plastrów na drobne kawałki, wrzucić do w miarę płytkiej i szczelnej miseczki i podstawić pszczołom na dennicę, tj. w wiatrołapie albo od biedy pod poduszkę. Ta druga opcja gorsza, bo trzeba odkrywać gniazdo aby monitorować pobór i ew. im dodawać pokarmu - do tego istnieje jakieś ryzyko, że im się tam spodoba i zaczną się osiedlać. Mateusz
Dam im plastry ale to na noc. Nie teraz. Jeśli się okarze że nie mają problemu z wyczyszceniem to ile jednorazowo można dać pszczołom takich plastrów żeby poradziły sobie z nimi w jedną noc?? A podkarmiaczkę muszę sobie zorganizować na za rok właśnie (no i może na zimę mi się przyda bo kto wie). Możesz mi jeszcze naświetlić jaką ona ma zasadę dzialania?? Może głupio pytam ale dla mnie to nie takie oczywiste:) z opisu tłumaczonego i zdjęć nie za bardzo wiem ktorędy wchodzą pszczoły do pokarmu..
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Noc najlepsza, bo wtedy właśnie pszczoły noszą miód. Ile jednorazowo dać nie mam pojęcia, to zależy od wielu czynników... Trzeba sprawdzić empirycznie. Co do zasady działania podkarmiaczki, mam nadzieję że poniższy link rozjaśni temat. :) https://youtu.be/NPmRfsm0IIw Mateusz
Kumam! Dziękuję za film! My na szybko zrobiliśmy korpus tak jakby z demontowalną deską tylnią. Daliśmy go pod ul i tam na glebokim talerzu dałam kawałki plastrów. Dałam tak miedzy 1/4 a 1/5 palstra wp. Ale! Czy ja powinnam całkiem skruszyć na drobno ten plaster?? Dałam takie wieksze odsklepione kawałki. Teraz tak myślę że w tak podanym plastrze nie wszedzie dotrą pszczoły. Chyba że sobie go rozgryzą ale wtedy jedna noc to chyba za mało?? Może gdyby wziąźć spore płaskie naczynie i takiej miazgi dać nie za grubą warstwę to było by im łatwiej wsysnąć wszystko.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Korpus z wyjmowanym tyłem to dobry patent na lato. Co do podawania to wydaje mi się istotne aby każda komórka była otwarta. Naczynie oczywiście nie powinno być zbyt głębokie aby nie zmuszać pszczół do kopania, dlatego pisałem wcześniej o "płaskiej miseczce". Za długo nie ma sensu im tego zostawiać, powiedziałbym że dzień lub dwa maksymalnie. Potem mogą zacząć naprawiać te resztki plastrów, a po co im taka darmowa robota. Mateusz
Dziś wieczorem zabiorę to co dałam wczoraj. No chyba że będzie tam nadal za dużo pszczół. Tak czy siak zmieści się tam jeszcze jakiś spodeczek. Chcę szybko oddać im ten miód. Zrobić jeszcze raz ważenie i dalej dokarmiać syropem. To już od góry. Mateusz czy na tej stronie apiculture z linkiem podkarmuaczki takiej jak Ty używasz widzisz opcję wysyłki za granicę?? Bo ja nie znalazłam albo mi tak kiepsko tłumaczy translator.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Jeśli chodzi o apiculture.net, to oni najwyraźniej nie wysyłają za granicę. Wczoraj podałem linka do bardzo podobnej podkarmiaczki u polskiego producenta - może warto spróbować? Po zdjęciu sądząc, drobną różnica konstrukcyjna polega na tym, że wymienili jedną z drewnianych przegródek oraz klapkę kawałkiem zakrzywionego plastiku. Nie musi to być coś złego, a może pozwala podglądać pszczoły pobierające pokarm. Mateusz
Jak ją zakupię wrzucę dokładniejsze zdjecia. Pszczoły moje pięknie wyjadły wszystko z plastrów w takiej formie w jakiej im podałam. Jak nie mogły sięgnąć to sobie rozgryzły. Muszę zaobserwować dokładniej czy pyłek też wybierją z tych plastrów. Tylko tej mniejszej rodzinie która wcale już taka mniejsza nie jest te manewry się nie podobają. Przedwczoraj dostałam żądło w lewą rekę a dziś w prawą. A ja puchnę od użądleñ. Taki to ze mnie pszczelarz jak z koziej d.. trąba:/ Muszę sobie rękawiczki nabyć.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Na youtubie często widzę pszczelarzy otwierających gniazda bez rękawic. Ja taki chojrak nie jestem. Jeśli mam cokolwiek grzebać przy pszczołach to obowiązkowo w kombinezonie, rękawicach i kaloszach. To niby tylko drobne użądlenie, opuchlizna schodzi po 2 dniach, ale takie homeopatyczne dawkowanie może na dłuższą metę doprowadzić do uczulenia... Ja nie widzę sensu ryzykować. Warto też pamiętać, że pszczelarze z youtuba najczęściej pracują na hodowlanych Buckfastach, które człowiek otumanił drogą selekcji. Normalne pszczoły się tak łagodnie nie zachowują i widząc coś na kształt wychudzonego, karłowatego niedźwiedzia atakują bez wahania. Dlatego przy pszczołach trzeba ubierać się możliwie jasno - żeby nie przypominać leśnego stwora. Te współczesne, modne stroje pszczelarskie w fikuśne kolory albo w moro to jakieś wariactwo. Wracając do karmienia miazgą: jeśli zależy Ci na czasie, to rozpatrz ew. wstawienie pszczołom dwóch albo trzech miseczek ustawionych na jakichś półeczkach albo jedna na drugiej, oddzielone listewkami. Mateusz
Dobry pomysł. Dziękuję! A poza tym daliśmy dziś znowu olejki i na poprzednich spodeczkach dopatrzylam sie warrozy. Teraz przez to karmienie nie mam jak sprawdzić osypu pomimo że sie przygotowalam. Więc ta dawka jest w ciemno ale napewno warroza jest. Poza tym rodzina ktora była "mniejsza" jest bardziej wojownicza i w te 24h potrafi poprzerabiać plastry ktore dostaje do osuszenia. A jeszcze poza tym zarazilam się od dziecka jakaś grypą żołądkową i mam dość.
Wiesz Mateusz:) zamówiłam podkarmiaczki i pogadalam sobie chwilę z tym Panem i on powiedział że w tym roku jest bum na ul ludowy w Polsce:) sprzedał pnad 100 gdzie przed tem prawie nie było zainteresowania. On sprzedał a ile osób tak jak my ul zrobiło samodzielnie:) ja myślę że to zasługa Twojego forum;) Może tylko ja żółtodziób tutaj pisze a Ty mi odpowiadasz ale czytelników musi być więcej;) A w temacie przygotowania do zimy kolejne pewnie głupie oytabie: czy konkecznie trzeba zabrać siatkę do propolisu spod podkarmiaczki?? Szkoda mi niszczyć tyle pszczelej pracy. Tym bardziej że na zimę muszę ją dać spowrotem. ;)
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Z tą popularnością ula to bardzo fajnie, że się rozwija, nie wiedziałem o tym. Wątpię jednak, by była to zasługa forum, ale kto wie, może w jakiś skromny sposób udało mi się do tego przyczynić, czy to niniejszą stroną, czy wywiadem który przeprowadziłem dla "Pszczelarstwa"... W każdym razie taką miałem właśnie nadzieję, żeby moimi niewielkimi siłami rozpowszechnić w kraju informację o tym wartościowym wg. mnie podejściu do pszczół. W zeszłym roku pojawiło się również tłumaczenie XII wydania "Pszczelarstwa dla Wszystkich" w przekładzie Jana Orzechowskiego i sądzę, że to mógł być mocny (a może przeważający) impuls. Jeśli chodzi o siatkę, to oczywiście że trzeba ją zdjąć, inaczej pszczoły przecież nie będą miały jak wejść do podkarmiaczki by pobrać z niej pokarm. Nie trzeba jej ściągać całkowicie. Ja w takich sytuacjach wycinam z siatki ok. 3cm pasek tak, aby odsłonić tylko wejście do podkarmiaczki. A po karmieniu ten pasek układam z powrotem i pszczoły sobie to jakoś z powrotem zalepiają. Wśród Pszczelarzy Warré występuje też praktyka pozostawienia podkarmiaczki na ulu przez całą zimę, po zapchaniu wejścia do niej jakąś gąbką albo szmatką. Argument jest taki, że można wtedy łatwo dokarmić pszczoły nawet w środku zimy, w ogóle im nie przeszkadzając. Ja tego podejścia nigdy nie stosowałem, po mojemu taka pusta podkarmiaczka generuje niezerowe straty ciepła, a w środku zimy i tak z zasady nie dokarmiam (poza tym mam tylko dwie podkarmiaczki, a uli więcej). Ale może się mylę i jest to korzystny sposób. Dodam, że w tych podkarmiaczkach pochylenie ula ma pewne znaczenie: jeśli ul jest lekko nachylony w którymś kierunku (typowo: do przodu, zgodnie ze sztuką), to podkarmiaczkę należy ustawić tak, by wejście do niej było w najniższym punkcie. Chodzi o to, by syrop do ostatniej chwili uniemożliwiał pszczołom wejście do komory z pokarmem. Mateusz
Cenna uwaga!. Dobrze że zapytałam! A teraz kolejne głupie pytanie ale to pewnie dlatego że jeszcze nie widziałam tej podkarmiaczki na właśnie oczy. Piszesz:"Chodzi o to, by syrop do ostatniej chwili uniemożliwiał pszczołom wejście do komory z pokarmem" Czyli jak one wyjedzą wszystko co im tam wleję to wlezą do tej komory w którą się nalewa i jak za 2-3 dni będę potrzebowała podać im druga porcję to muszę zdjąć podkarmiaczkę i je wytrzepywać z niej??? Co do popularności myślę że jak ktoś zna książkę to i zna forum. a jak ktoś zna książkę a nie zna forum to już będzie mniej spotykane. Dużo pszczelarzy czyta "Pasiekę" ale książki branżowe to już mniej chodliwa rzecz u tych którzy nie są początkujący.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
2-3 dni to długo. Te 2 litry syropu pszczoły powinny znieść do plastrów już pierwszej nocy. Kiedy syrop się skończy i odsłoni szczelinę wiodącą do komory na pokarm, pszczoły tam wejdą i będą starały się wylizać wszystko do końca. W kontekście drugiego dokarmienia to lepiej dolać syropu zanim go zupełnie nie będzie. Jeśli się nie uda, to też żadna tragedia, wystarczy wówczas dmuchnąć podkurzaczem i pszczoły szybko przypomną sobie drogę do domu, bez potrzeby zdejmowania podkarmiaczki z ula. W sezonie lepiej unikać zostawiania podkarmiaczki na dłużej, bo pszczoły mogą zacząć się w niej budować. Mateusz
Aha. Dziękuję! Jak dostanę w ręce te podkarmiaczki to obejrzę dokładnie. Niestety Pan zajety mocno i dopiero w poniedziałek mi wyśle. Zauważyłam że pszczoły wyglądają z plastrów również pyłek. Zastanawia mnie czy go przenoszą czy jedzą. No i rozmyślam czy do syropu nie to dodać odrobinę olejków eterycznych. Ponoć konserwują pokarm i szkodzą dręczowi który pasożytuje na pszczole która zimą odżywia się poarmem z olejkiem. Ale to ponoć.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Z tymi olejkami to moim zdaniem podchodzi pod jakiś szamanizm... Po mojemu pszczoły najlepiej wiedzą, jak zakonserwować nektar i nie potrzebują do tego niczyjej pomocy ani sztucznych konserwantów. Wczoraj dokarmiłem jedną młodą rodzinę którą wyroiłem jakoś trochę ponad miesiąc temu. Robiąc to zobaczyłem, gdzie może leżeć wyższość tych przeźroczystych, plastykowych przedziałek w podkarmiaczkach - przy nich cały czas widać gdzie dochodzi poziom syropu, dzięki czemu nie ma ryzyka przepełnienia i zalania gniazda. W tym modelu, który mam, dojście pszczół jest zakryte listwą. Wlewając syrop nie wiem, czy nie zbliżam się do górnej granicy - muszę zerknąć podnosząc listewkę, ale pszczoły nie lubią takiego podglądania. Mateusz
Ja ponieważ nie mam podkarmiaczki podalam po 1.5kg cukru (w syropie) na rodzine we wiadereczku w ten dolny otwierany korpus. Na syrop puściłam suchy plaster tak docięty żeby pszczoły tylkl dookoła miały szczelinę między ścianami wiadereczka a plastrem. Ale nie zaglądałam dziś bo już mam doświadczenie że dalej było by ich tam mnóstwo. A warroza to mi się już po nocach śni. Obserwuje że "wieksza rodzina" gubi wiecej dreczy na te spodeczki z plastrami które podawałam. Nikt mi nie powie czy jest to osyp po olejkach czy naturalny. Muszę przyjąć go jako naturalny. Inaczej raczej dużo ryzykuję. Olejki olejkami jednak zamierzam kupić ten sam produkt który Ty kupiłeś. Dziś puki go nie mam pokropiłam je od góry syropem z propolisem i olejkami (tymianek, eukaliptus i goździk). Pszczołom nie zaszkodzi z tego co czytam, najwyżej trochę posprzątają a dręczowi może utrudni życie. Jak zabiorę te dolne dokarmkaczki to dokladniej przyjżę się osypowi i może tylko jedna rodzina dostanie to lekarstwo. Jak Twoje dwie rodziny zniosły leczenie? Masz jakieś obserwacje na już? I smutno mi że tak daleko to wszystko zaszło że nie da się mieć pszczół tak po prostu... Zresztą dziś tak jest ze wszystkim, z warzywami, kurami..
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
1.5 kg to malutko, jeśli o dokarmianie idzie. Moim podzielonym (wyrojonym) rójkom podałem każdej po 4 kg. Ściągnięcie 4 kg syropu do plastrów zajęło im 48h. Starszych rodzin nie dokarmiam w ogóle, mają sobie radzić - ale za to w tym roku nie zebrałem żadnego miodu. Ile tego osypu obserwujesz, tak liczbowo? Bo warroza jest zawsze, tak samo jak u kury zawsze jest trochę czerwonych wszy czy u owiec nicieni. Wszystko kwestia ilości... Do pewnego poziomu organizmy radzą sobie z pasożytami samodzielnie, dopiero nadmiar prowadzi do patologii. U Ciebie widzę ten problem, że zakupiłaś odkłady, czyli rodziny nie miały praktycznie żadnej przerwy w czerwieniu, a to dodatkowe ryzyko. U mnie kwaszenie pszczół nie wywołało żadnych drastycznych zmian. Tj. pszczoły nadal żyją, nie zauważyłem żadnych naddatkowych trupów i rodziny są dalej tak samo aktywne, jak wcześniej. Dziś wieczorem dokonam ostatniej powtórki (trzecie kwaszenie). Nie wiem, czy robię słusznie, traktuję to jako eksperyment. Chodzi głównie o to, by nie dokupywać rodzin z zewnątrz w razie naprawdę dużej śmiertelności, jak to miało miejsce w tym roku. To taka moja własna "konwencjonalna mini pasieka". Z drugiej strony, od normalnych, leczących pszczelarzy słyszałem o stratach rzędu 50% po zeszłej zimie, więc tak czy inaczej mam mieszane uczucia. Jeśli o sam produkt chodzi, to wybrałem ten, bo słyszałem o nim dobre opinie a sposób użycia wydał mi się bardzo kompatybilny z ulem Warre. Ale nigdy tego nie używałem, więc niczego nie obiecuję. Z nieleczeniem nie jest tak, że "się nie da". Da się, przez kilka lat nie leczyłem w ogóle, a w tym roku leczę mniej niż połowę rodzin. Ale dużo zależy od regionu, od ilości sąsiadujących pasiek, genetyki pszczół, klimatu, itd... Najsilniejsze rodziny są najbardziej narażone na Varroa, bo czerwią niemal na okrągło, a to za sprawą południowych genów. Pszczelarze właśnie takie rodziny selekcjonują z pobudek czysto produkcyjnych i to wg mnie duża część problemu. Jeśli po sąsiedzku mamy tego typu pasieki, to nasze pszczoły zawsze będą osłabiane i niewiele można z tym zrobić. Ja niemniej dalej będę szedł w kierunku nieleczenia tyle, że rozważam teraz trzymanie jednej malutkiej "trochę normalniejszej" pasieki w charakterze pewnego rodzaju ubezpieczenia. Ale sensowność takiego podejścia będę w stanie oszacować dopiero na wiosnę, mając jakiekolwiek faktualne dane. Mateusz
Do podkarmiaczki warre wchodzi 4kg cukru na jedno karmienie??? to jaki ten syrop zrobiłeś?? Ja moje dostanę jutro. Więc jutro robimy ważenie i je wstawiamy i będę wiedzieć ile podać pokarmu. Te 1,5kg było dlatego że tyle mi się zmieściło a na pewno będę musiała dokarmić. W ulu mniejszym tak po ok 1-3, ale w tym większym np 8-10. I to jest osyp którego doszukałam się oglądając jak pszczoły oczyściły miód z plastrów. Więc faktycznie może być tego więcej, choć może nie wiele, bo podstawki z plastrami były stawiane centralnie na środku. Pewne jest że mniejsza rodzina miała jakąś tam przerwę w czerwieniu, to właśnie dlatego nasz pszczelarz dał nam ją 2tyg później, chciał być pewien że matka prawidłowo rozpoczęła czerwienie, matkę dał tegoroczną. i myślę że właśnie dzięki temu ta rodzinka ma mniej dręczy. No chyba że sie mylę bo nie znam szczegółów i może była przerwa w czerwieniu ale nie przerwa w obecności czerwiu w odkładzie.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Tak, ok 4 kg wchodzi, tj. jakieś 3 litry. Syropu nie robię sam, szkoda mi na to czasu i zachodu, kupiłem po prostu baniak 14 kg syropu i rozlałem go jednorazowo do dwóch uli, zostało mi trochę mniej jak pół baniaka. To syrop do zakarmiania, czyli o gęstości rzędu 75%. Kiedyś robiłem syrop sam, ale wyniki były takie sobie. Ten mój łatwo krystalizował, zachęcał do rabunków, czasem mi się przypalał, no i był dość rzadki bo w warunkach domowych trudno uzyskać jednolity roztwór nasycony. Z syropem przemysłowym nie mam żadnych problemów, jest optymalnie gęsty, do tego zawiera kilka cukrów (fruktoza, glukoza, sacharoza) i jest już wstępnie inwertowany. Mateusz
Czyli kupne lepsze jak domowe... Hmm. Ja jestem na etapie że yt przetwarza mój filmik ze szczegółami podkarmiaczki. Wygląda na to że to naprawdę podkarmiaczka do karmienia bez kontaktu z pszczołami. Sam obejrzysz.
Jeszcze w temacie zimy. Nie mogę się doszukać kiedy ojciec Warre zaleca założenie na ul ocieplenia??? I drugie. Ciągle marszczy mnie na myśl o siatce w dennicy na zimę. Myślę czy nie zmienić jej na dennice bez siatki. U mnie są jest jak my to mówimy lokalny biegun zimna. Zimna wilgoć i wiatry. Wiem że warroza ale wilgoć, zimna wilgoć od ziemi to też duży problem i choroby. Sa warreisci stosujacy z powodzeniem na zimę lite dennice??
Jeszcze jedno. Ponoć klej którym sklejona jest podkarmiaczka jest szczelny ale odwewnątrz nie jest ona niczym uszczelniana i tak myślę czy nie uszczelnić jej wzdłóż styków ścianek woskiem?
A może olejem zwykłym spożywczym?
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Opat wspomina o ociepleniu anegdotycznie, i szybko stwierdza że wynalazek dla hipsterów, niepotrzebny pszczole. Zaleca on jednak użycie słomianki (być może to nazywasz "ociepleniem"), ale nie podaje żadnej daty - mówi tylko "warto założyć na zimę"... Bezsiatkowi Warreiści oczywiście istnieją. I jak to zwykle bywa, każdy zachwala swoje podejście. Prowadzi to czasem do wojen religijnych, a drużyn jest wiele: bezsiatkowy, pełni siatkowcy, pół-siatkowcy, jedna-trzecia-siatkowcy, siatkowcy sezonowi (siatka latem, zimą zasuwka), bezsiatkowcy ale mający w dennicy otwory wentylacyjne, i jeszcze kilka innych grup i odłamów. Każdy podaje powody, dla których jego rozwiązanie jest najwłaściwsze, najzdrowsze i najmądrzejsze: http://www.ruchewarre.net/viewtopic.php?t=58 Mój wniosek jest taki, że skoro jest tyle sposobów w użyciu i wszystkie jakoś działają, to widocznie kwestia dennicy nie jest szczególnie istotna. Niemniej pozwolę sobie na kilka uwag: Jeśli chodzi o wilgoć, to pełna dennica jej właśnie sprzyja (pisze o tym nawet Warré) - pszczoły, tak jak my, generują wilgoć, i ta wilgoć musi uciec. Stąd wziął się zresztą cały pomysł z paroprzepuszczalną poduszką. Osiatkowana dennica skutecznie wysusza ul, byle nie była bezpośrednio na ziemi. Opat zaleca postawienie ula na dwóch pustakach - ja dokładnie tak robię, a dodatkowo używam wiatrołapu aby zwiększyć odległość między gniazdem a ziemią, zapewnić lepszy cug kominowy i ograniczyć podmuchy wiatru. Przy pełnej dennicy trzeba również pamiętać, by wylotek był dość duży, coby zapewnić skuteczną wentylację ula - a to potencjalnie kolejne problemy z myszami, szerszeniami, itp... Moje wylotki są bardzo malutkie (10cm x 6mm) i nic większego od pszczoły się nie przeciśnie, ale ja używam dennic osiatkowanych w 1/3 więc nie mam problemu z wentylacją. Odkąd używam osiatkowanych dennic to nie widziałem u siebie żadnej brody, nawet w ulach w pełnym słońcu podczas upałów. Mateusz
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Co do uszczelnienia: bałbym się oleju, nie wiem, czy nie mógłby przeniknąć do syropu i nie wiem jak na to mogłyby zareagować pszczoły. Moje podkarmiaczki są fabrycznie uszczelnione cienką warstwą parafiny wzdłuż wszystkich łączeń, ale skoro twój producent gwarantuje szczelność klejem, to może nie ma sensu kombinować... ew. nalej do podkarmiaczki wody i zostaw na godzinę - jeśli woda nie przejdzie, to syrop tym bardziej nie da rady. Mateusz
Nie udało mi się nadal wrzucić filmiku na yt...jak mi się uda to będzie. Jako ocieplenie myślę użyć kilku warstw maty trzcinowej i oby było prościej coś takiego dociąć https://allegro.pl/oferta/mata-trzcinowa-maty-trzcinowe-1-80x3m-b-gesta-mata-11041894404 A moje "osyngi" jak je dzieci nazywają po wrażeniu mają niedobór 4 kilo mała rodzina i 0.5kg duża. Oczywiście miodem dzieliłam po równo więc gdyby nie to wiejsza rodzina była do zimy przygotowana dobrze;) Tak czy siak dokarmię je według tego wyniku plus jeszcze trochę uwzględniając ewentualne niedokładności szacowania wagi choćby samych pszczół. Myślę czy jeszcze je ważyć a jak tak to kiedy najlepiej??
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Z ważeniem nie da się przesadzić, więc jeśli masz chęć i siły to im częściej, tym lepiej będziesz w stanie śledzić ewolucję rodziny. Ja robię to tylko raz w roku, przed jesienią. Ta mata którą podlinkowałaś bardzo fajnie wygląda. Latem kilka razy byłem w marketach i za każdym razem szukałem czegoś takiego, ale to co było dostępne to był zawsze jakiś straszliwy badziew, i to za chorą cenę. Hmm... może się zmotywuję i też poszukam czegoś internetowo. Mateusz
Podkarmiaczka. To czego mi tutaj brakuje to jakaś pokrywka żeby przy pełnym zalaniu nie miała szans umoczyć się w syropie tkanina poduszka. Bo u mnie ona trochę zwiesza się. https://m.youtube.com/watch?v=HL8SLO7ytLo
Teraz już jest na ulu więc zobaczę jak się sprawdzi.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Z umoczeniem to prawda, ja mam ten sam problem. Podkarmiaczkę przykrywam kawałkiem listwy, i dopiero na to poduszkę. Twój model bardzo fajnie wygląda. Nie zrozumiałem do końca wątku z "załadowaniem golfa" ale podkarmiaczka super. Ten przeźroczysty plastyk to chyba dobry patent, bo od razu widzisz czy pszczoły są i czy pobierają pokarm - ja muszę do tego otwierać klapkę i nie zawsze im się to podoba. W Twojej wersji prześwit do komory z pokarmem jest praktycznie nieistniejący, więc pszczoły nie przelezą. Z jednej strony to fajnie bo nie ma obawy, że po zdjęciu poduszki będzie tam gromada pszczół, a z drugiej pszczoły nie będą mogły do końca wylizać wszystkiego i podkarmiaczkę trzeba wyczyścić/umyć po użyciu. Coś za coś. Mateusz
No właśnie trzeba też sprawdzić czy ewentualne skrystalizowane krole syropu nie zatkają tych otworków. A golf...nie zwróciłam uwagi że dźwięk się nagrywa... chłopaki oglądali jarka ogarka;)
Kolejne pytanie z seri trudności prostego ula i przygotowanie do zimy ciąg dalszy:) Jeżeli czuj jakiś, mi mówi, że z racji kiepskiego u mnie sezonu moje pszczoły mogą mieć nie za wiele pyłku to w ulu warre z niewyciaganymi ramkami można jakoś dodać pszczółkom pyłku?? Dodam że z plastrów z ramek które im zabrałam i później oddałam wyjadły również pylek ale jednak nie wszystko. Zostało tego pyłku trochę bo nie dawałam im tych plastrów z miodem dłużej jak na dwa dni bo faktycznie po zabraniu miodu zaczynały na nich budować no i nie wycinalam każdej pojedyńczej komkreczki pyłku jeżeli np plaster miał miód w 1/4 a reszta była pusta z rozsianymi komórkami z pyłkiem. A pogoda ciągle nie sprzyja pracy pszczół i kiepska dla nich jesień wyszła w tym roku. Astry bylinowe kwitną z opóźnieniem a te które już zakwitły nie rozkwitły wsystkie kwiaty na raz. Nie widzę na nich pszczół jak po inne lata. Miało być pole gorczycy a przez suszę ona dopiero co zaczyna kwitnąć. I tak mi to wychodzi że nie mam pewności jakie są zapasy pyłku i obawiam się czy zimowa pszczoła nie zmęczy sie tą spóźnioną gorczycą nosząc pyłek i nektar.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
W tej kwestii nic nie podpowiem ani nie poradzę, bo ja się nigdy pyłkiem nie przejmowałem. Jeśli dokarmiam, to wyłącznie gęstym syropem, no i ewentualnie ciastem pod koniec zimy, jeśli rójka była późna i nie zdążyła się rozbudować. A pyłek teraz jeszcze jest, moje pszczoły np. obecnie intensywnie pożytkują na bluszczu. Mateusz
Hmm. W takim razie niech się dzieje wola nieba! Kilogramy w ulu się zgadzają, warrozę przetrzebiam, pozostaje mieć nadzieję że fenomen świata co go człowiek nazwał pszczoły da radę.
Kolejny temat zimowy! Zwierzęta które mogą chcieć dostać się do ula lub przeszkadzać pszczołom w czasie zimy! Mateusz pisał kiedyś chyba o lisie czy czymś podobnym. Moje korpusy są skrecane na takie blaszki i wkręty wiec jest to raczej stabilne. A co z przewróceniem ula?? Obawiam się że jeżeli zamienię daszek warre na betonową płytę moje koguty bedą miały pomysł wskakiwać na nie. (Bo ule stoją tam gdzie chodzą też kury. Choć możliwe że na zimę odetnę im dostęp do tej części terenu). Ponoć zimujących pszczół nic ale to nic nie powinnno niepokoić. Żaden halas. A co z sikorkami? Dzięciołami? W błyskotki które mają je odstraszyć nie wierzę. Zasłaniać cały ul siatką?? No i mysz...jaki musi być wylotek żeby się nie wcisnęła? Pominęłam jeszcze coś co może zakłucać zimowy i wiosenny spokój pszczół?
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
U mnie problemem są tylko lisy, borsuki i łasice. Te pierwsze próbują wleźć daszkiem i przebić się przez poduszkę: https://imgpile.com/images/wwdClc.jpg A zbrojona poduszka specjalnie im nie przeszkadza: https://imgpile.com/images/wwd9Tg.jpg Te drugie wolą zrzucić całą poduszkę żeby odkryć gniazdo, a te ostatnie rozgryzają ule od dołu. Najuciążliwsze są borsuki, bo najsilniejsze. Wszelkie sznurki, liny albo pasy odpadają, bo borsuk je natychmiast ucina: https://imgpile.com/images/wwdbXr.jpg Tego roku testuję betonowe daszki (kostka tarasowa) licząc, że to załatwi temat zarówno lisów, jak i borsuków. Łasice nie są problemem, dopóki dennica jest solidna, ale jeśli siatka w dennicy jest luźna albo drewno miękkie i nieco stare, to łasica sobie wygryzie drogę do plastrów. Z myszami miałem problem tylko przy półtoracentymetrowych wylotkach. Przy moich obecnych wylotkach o wys. 6mm żadna mysz nie przelezie. Zaczynam jednak zastanawiać się nad osiatkowaniem szpar wentylacyjnych w poduszce... Mysz polna raczej nie wlezie, ale myszarka leśna już bez problemu mogłaby się tam wdrapać. Dzięcioły nie sprawiają mi kłopotu, tzn. nie zauważyłem, by dobijały się do moich uli - widocznie mają dość innej roboty w okolicy. Na wiosnę owce lubią ocierać się o ule, ale zazwyczaj pszczoły potrafią je przegnać. O kurach nic nie wiem, moje mają wybieg tylko bezpośrednio przy domu, więc do uli nie mają dostępu. Niedźwiedzi u mnie brak, zaczynają się dopiero 300 km na południe. Za to mam wilki, ale te w ogóle nie są zainteresowane ulami. Mateusz
A czy borsuk lub lis ma tyle siły żeby ul przewrócić??
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Lis na pewno nie, bo lis to taki trochę większy kot. Co do borsuka to nie mam pewności ale sądzę, że gdyby dorosły samiec się uwziął to pewno dałby radę przewrócić cały ul, szczególnie jeśli ul nie jest obciążony jakimś sporym kamieniem albo betonowym daszkiem. Mateusz
Cały czas myślę czy jeszcze ważyć ule. Nie ważyłam po ostatnim karmieniu. Po prostu podałam brakujący pokarm z małym zapasem (bo uczą że na przeróbke pokarmu też zużywany jest pokarm). Obecnie było kilka ładnych dni i pszczoły wydają mi się bardzo ładnie aktywne. Nie siedzę tam cały czas ale widuję je jak wchodzą z pylkiem i nie obserwuję już trupków przed ulem. Wywaliły kilka po polewaniu warromedem a poza tym nie ma. I jest to mnjej z każdym polewaniem. Czy u współczesnych pszczelarzy z ulami Warre przy obecnych manewrach pogodowych też sprawdza się zasada że ma być na przełomie sierpień/wrzesień 12-14kg zapasów??
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
U mnie pszczoły też bardzo aktywne. Do niedawna pożytkowały na bluszczu, teraz już się skończył więc do stycznia będą pożytkowały już wyłącznie na kilku kolcolistach (Ulex Minor) i to tylko w niektóre łagodne, słoneczne dni. Skoro widzisz, że wnoszą pyłek, to bardzo pozytywnie. Znaczy, że żyją i wychowują jeszcze jakiś czerw. Co do "współczesnych pszczelarzy w Warre" to z tego co wiem zasada jesiennych 12 kg Opata jest jednym z niepodważalnych dogmatów naszej wiary i nikt się nie próbuje wychylać w tym kontekście. :) Jeśli masz wątpliwości lub rozterki to zawsze możesz zważyć ul w grudniu albo styczniu, dla spokoju sumienia... i wtedy ew. dokarmić ciastem jeśli naprawdę będzie taka potrzeba. No chyba, że masz dostatek syropu i wiesz na 100%, że pszczoły mają dużo wolnego miejsca w plastrach. W takiej sytuacji możesz trochę dokarmić teraz, te parę dodatkowych kg im raczej nie zaszkodzi. Ale tylko trochę - bo dokarmić nadmiarowo to też problem, ponieważ syrop nie zdąży już przyzwoicie odparować i pszczoły będą zimowały na otwartych komórkach, a to takie sobie z punktu widzenia higieny. Istnieje również ryzyko, że zajmą wszystkie komórki i matka nie będzie miała gdzie czerwić. Tak więc ostrożnie z tym dokarmianiem, bo przesada może mieć gorsze konsekwencje od lekkiego głodu. Mateusz
Więc zostanie tak jak jest:) Moje takich luksusów nie mają. Jakieś chcwasty tylko. Ten rok w ogóle u mnie lokalnie jest tragiczny. Deszcze nas omijały. I jesień jest dziwna. To co kwitnie kwitnie bardzo słabo i dziwnie rozciąga się w czasie przez co ilość kwiatów kwitnących na raz jest mała) Nie obserwuję pszczół na tych kwiatach (mam na myśli moje kępy astrów bylinowych, gorczycę, tych najwięcej). I poprzednie lata jesienią miałam tabuny motyli i innych owadów zapylających a w tym roku nie ma...pojedyńcze motylki czy muchy zapylające. Trochę trzmieli. I warrozy dalej mam za dużo....:/ więc leczę dalej.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Z tego co opisujesz wynika, że wybrałaś dość niefortunny rok na rozpoczęcie pszczelarskiej przygody. Tak bywa, wszystkiego nie da się przewidzieć. U mnie też sezon był kiepski. Zaczęło się wspaniale, ale jakoś z początkiem czerwca pogoda się obraziła, a później były już tylko susze. A z tą Twoją warrozą to jakaś tragedia. Jeśli dobrze liczę, to powinnaś być teraz po czterech aplikacjach Varromedu (+te olejki trochę wcześniej)... i nadal obserwujesz osyp dręcza? Ile Ci tego jeszcze spada? Obecnie w ulach została już tylko pszczoła zimowa, i o jakimkolwiek intensywnym wychowie czerwu nie może być mowy. Jeśli faktycznie rodzina nadal jest zadręczona, to mam duże obawy co do jej bliskiej przyszłości. Czy obydwie Twoje rodziny są w takim stanie? Mateusz
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Wątek o zimie więc dopiszę - zimy jeszcze nie ma! Tzn. u mnie, po dwóch tygodniach nieustannego deszczu, wróciło lato - i ma zostać przez najbliższe kilkanaście dni. Ok. 20 stopni w południe, pszczoły latają i pożytkują. Zdjęcie pstryknięte rano przed domem: https://imgpile.com/images/Tky38j.jpg Dlaczego o tym piszę? Skoro u mnie są jeszcze pożytki i loty, to u Ciebie tym bardziej. Jest więc nadzieja, że Twoje rodziny zdążą się wzmocnić, jeśli tylko uda Ci się pozbyć dręcza... czego Ci oczywiście życzę. Mateusz
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Pisałem kilka dni temu o tym, że przesadne dokarmienie pszczół może mieć przykre skutki. Pisałem to na podstawie własnych (a więc potencjalnie subiektywnych) obserwacji, ale wertując księgę Dr. Ciesielskiego znalazłem zapis o podobnym tonie: "Przezorny pszczelarz powinien być zawsze przygotowany na to, że może zaskoczyć go nieprzyjazna dla pszczół wiosna. Że zaś nadmiernej ilości miodu nie należy pniom dawać na zimę, przeto powinien mieć miód zapasowy albo w plastrach, albo też w naczyniach w schowku, aby w razie potrzeby miał czem pszczoły zasilić." (źródło: "Bartnictwo, czyli hodowla pszczół dla zysku"; Tom II, "Gospodarka w pasiece"; str. 345) Co więcej: pytałaś nieco wyżej o te 12 kg zapasów które doradza opat Warré. Otóż Dr. Ciesielski i na to pytania bardzo celnie i rzeczowo odpowiada: "(...) dlatego należy pniom zostawić na zimę przy zimowli na toczku około 12 kg miodu, przy zimowli zaś w stebniku, lub pod ziemią około 10 kg miodu; że zaś u nas jesienią nie ma żadnego pożytku, a pnie należy w miód zaopatrzyć zaraz po głównem miodobraniu t.j. w drugiej połowie lipca, lub w pierwszych dniach sierpnia, przeto należy jeszcze doliczyć po 2 kg. miodu na każdy pień t.j. zaopatrzyć każdy tak, ażeby po skończonem miodobraniu miały 12 do 14 kg. miodu, a wtedy możemy być spokojni o pasiekę, chociażby zima była bardzo dla pszczół nieprzyjazną." (źródło: "Bartnictwo, czyli hodowla pszczół dla zysku"; Tom II, "Gospodarka w pasiece"; str. 263) W ogóle coraz bardziej doceniam "Bartnictwo" Ciesielskiego. Czytam już trzeci raz, i za każdym razem dostrzegam nieco pełniejszy obraz przekazu. To wg. mnie fenomenalna pozycja, kompletująca wiele aspektów których Warré nie tłumaczył lub podawał zdawkowo. W Ciesielskim odnajduję wiele rzeczy, do których sam doszedłem bolesną drogą prób i porażek. Wydaje mi się, że gdybym wcześniej odkrył Ciesielskiego, to oszczędziłbym sobie wielu błędów. Jedyne, czego bardzo mi w tej książce brakuje, to... spisu treści. Mateusz
Zrób sobie spis terści;) ja zimą koniecznie zasiadam do tej książki;) Czytając powyższe wychodzi że dobrze zaopatrzyłam pszczoły. Zużyją tę nadwyżkę na obecne niepogody i brak znaczącego pożytku. Dziś jest nieco ładniej to nawet trochę noszą pyłek. Latają też takie jakby bezrobotne pszczoły. Warrozy ostatnio nie liczylam. Na oko po pierwszych liczeniach nadal jest to za duża liczba. A muszę to pomnożyć razy 3 (bo dennica w 1/3 z siatką) i uwzględnić że na czerwiu jest jeszcze więcej. Muszę chyba ostatnie leczenie zrobić jak już na pewno nie będzie czerwiu. Oczywiście mały ul ma jej dużo mniej. Ale jest on przecież mniejszy i zawsze może być tak że utrafiam z polewaniem w czas gdy większość warrozy już wlazła do czerwiu. W końcu faza w której warroza przebywa poza czerwiem jest coraz krótsza. Skutecznkejszy od warromedu jest kwas mrówkowy bo on dociera pod zasklep i tak uszkadza dręcze. Ale na niego jest już za zimno. Temperatura zewnetrzna nie może spadać poniżej 12stopni bo jego parowanie jest wtedy za małe lub ustaje, czyli wystepują przerwy i wahania stężenia, a nie ma co traktować dręczy dawkami które będą prowadziły do kształtowania odporności. W ogóle to ta mnjejsza rodzina wyglądem pszczoły różni sie od tych drugich. Są ciemne a większa rodzinka mocno żółta. Kto je tam wie. Może te mniejsze te cechę która polega na otwieraniu komórek z czerwiem (nazwy nie pamiętam)
Co to za roślina ta żółta ze zdjęcia?? Nie znam;) https://imgpile.com/i/TFUXQ1 https://imgpile.com/i/TFUVlP https://imgpile.com/i/TFUrpN https://imgpile.com/i/TFUo7L https://imgpile.com/i/TFUqPx https://imgpile.com/i/TFU2Lj Powinien tam być dach. I moje pszczoły które w końcu dziś pierwszy dzień zabrały się za astry bylinowe, tzw "marcinki"
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
O roślinkach nic nie powiem, bo ja z kwiatów to umiem odróżnić słonecznik i stokrotkę (tę drugą to nawet nie zawsze). U mnie zresztą kwiatów polnych się nie uświadczy, z racji intensywnego koszenia przez setkę autonomicznych kosiarek. Dlatego w kwestii pożytków ostro stawiam na drzewa. Jeśli o daszek chodzi, to nie chciałbym złorzeczyć ani oczerniać producenta (bo widać, że się starał), ale na moje oko to ta podbitka się po pierwszym sezonie powygina i rozszczelni, bo to produkt zupełnie nieprzystosowany do tego, żeby stać pod gołym niebem. Poza tym, nawet zakładając że to byłaby podbitka z jakiegoś niezniszczalnego materiału, to zauważam że jest założona odwrotnie. Tzn. łączenia są w złym kierunku, przez co woda będzie wchodzić w szpary i wyłazić spodem. A i bez tego woda będzie zaciekać na poduszkę przy deszczu z wiatrem, bo będzie wnikać przez tę nowatorską kalenicę. Poza tym, poduszka jest za mała - ma rozmiar identyczny do korpusów. Choć to konfiguracja najmilsza ludzkiemu oku, to nie jest najskuteczniejsza. Poduszka powinna być szersza od korpusów, by odstawać z każdej strony (np. korpusy 35x35 a poduszka 36x36 albo nawet 37x37). Taka budowa ma kilka zalet: - mniejsze pole powierzchni docisku poduszka-korpus sprawia, że docisk jest silniejszy (zatem szczelniejszy) - poduszka jest obszerniejsza w środku, więc jej zawartość dokładniej pokrywa gniazdo, szczególnie wzdłuż boków - szersza poduszka odstaje poza obrys korpusów, dzięki czemu spływająca woda ma utrudniony dostęp w ewentualne szpary Widzę też, że korpusy są ze sobą złączone oraz połączone z poduszką i daszkiem. Przy tak odstającym i lekkim daszku mam obawy, że z dachu zrobi się żagiel i przy mocniejszym wietrze cały ul się przewróci. Tym bardziej, że ciężar będzie wyłącznie na czubku. To już lepiej chyba daszek położyć luzem na poduszkę i niech sam poleci w razie czego... Człowiek tego wszystkiego nie widzi latem, kiedy pogoda dopisuje. Kłopoty wychodzą dopiero zimą, a wtedy jest już nieco za późno na korekty i kombinacje. I to nie tak, że się próbuję czepiać czegoś czy coś - ja te problemy widzę na pierwszy rzut oka po prostu dlatego, że sam popełniłem identyczne, a potem całą zimą plułem sobie w brodę. :-) Mateusz
Wiem wiem. Już mi mąż powiedział że odwrotnie dałam podbitkę! Tylko za późno mi powiedział bo jak montowalam dach na ulu. I wiem że to nie jest na lata. Z tym że dałam odwrotnie poradzę sobie w wolnej chwili. A co do wiatru to faktycznie też przyszło mi to do głowy. Odkręce wiec dach. Nawet gdyby go zrzuciło to zauważę bo kilka razy dziennie chodzę do kur i widzę ule. Kalenica też mi się nie podoba ale nic lepszego nie mialam. [W ogóle wykorzystałam ścinki;)] Muszę ją poobserwować w czasie zacinającego deszczu. Co do poduszki to nie mam teraz pojęcia czy tak było w książce czy mój mąż tak ją skroił według własnego uznania. Choć myślę że mata trzcinowa rozwiąże ten problem jednan na wszelki wypadek i tak mam zamiar uszczelnić dodatkowo szczeliny po ostatnim otwarciu ula. Ogólnie teraz nie mam być pięknie. Jak mi pszczółki przezimują to będę dopracowywać esyetyczne detale. Jeszcze przy nastepnym kropieniu pszczól muszę tak dociąć siatkę od propolisu żeby całkiem chowala się pod poduszką bo obecnie robi mi ona malutki odstęp. Chociaż sladów wody dostającej się do środka spod poduszki czy do poduszki nie widziałam a specjalnie na to patrzyłam ostatnio. Tobie wiatr przewrócił kiedyś ul?? Jak się postępuje w takim przypadku gdy jest środek zimy?? Bo ja rozmyślalam jak by tutaj je zabezpieczyć przed przewróceniem ale nie będę puki co opisywać. I przed sikorkami muszę zabezpieczyć..i dzięcioły...nie wiem czy trzcina je powstrzyma. ...może od razu bunkier zbudować wokół ula.../żart to ma być/
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
O kurach: Ciesielski wypowiada się o nich bardzo niepochlebnie i ostrzega, by żadnym kurom ani kaczkom nie dawać dostępu do uli. Poduszka: no właśnie przy większej poduszce nie ma potrzeby docinać siatki propolisowej. A jak dotniesz idealnie na wymiar 30x30, to jest ryzyko, że pszczoły znajdą przejście i wejdą do poduszki. Gdyby to był mój ul, to nie czekając zrobiłbym większą poduszkę (36x36 wymiaru zewnętrznego z ściankami 2cm albo 37x37 przy ściankach 2.5cm), poduszka z frontem/tyłem o wys. 9 albo 9.5 cm i bokami o wys. 10 cm. Na to cokolwiek płaskiego o wymiarach 45x45 lub 50x50, ew. z kilkukilogramowym kamieniem na wierzch dla obciążenia, jeśli jest taka potrzeba. To dużo pewniejsze rozwiązanie na zimę, a przy tym mniej czasochłonne niż kombinowanie z daszkiem z podbitki. Wiatr nigdy mi nie przewrócił ula, ale moje daszki były mniej odstające od twoich, a do tego cumowałem je pasami do ziemi... Porzuciłem ten sposób zeszłej wiosny, bo to uciążliwe było a i tak nie chroniło przed borsukiem. Od wiosny wszędzie mam daszki z kostki tarasowej (do niedawna 40x40, teraz 50x50). Mateusz
Możesz mi jeszcze napisać jaka jest szczelina między poduszką a kostką brukową na twoich ulach. I jak wykonana. Mam dwie takie duże płytki gresowe, 60x60, tylko gładziuteńkie z jednej strony. Może takie bym wykorzystała zamiast moich daszków...choć ule ładniej mimo wszystko wyglądają z daszkiem....nawet tym moim fatalnym... ale wichrów się boje nie na żarty. We wpis o warrozie muszę się wczytać. Dziękuję że tyle się napracowałeś:)
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Moje poduszki są dokładnie takie, jak na schemacie: https://ulwarre.pl/schemat/ulwarre.pl-poduszka-uproszczona.pdf Przy czym tnąc deseczki frontową i tylną staram się celować piłą tak, by deseczka była ewentualnie wyższa, ale nigdy nie niższa, niż na schemacie, więc w praktyce szczelina pod kostką wychodzi nie równo 1cm, tylko raczej 8 albo 9mm. Kwestię estetyczną rozumiem doskonale. Mi też było żal rozstawać się z moimi fikuśnymi daszkami. 60x60 to już spora powierzchnia, z każdej strony będzie odstawać o ponad 10 cm... Efekt wizualny może być ciekawy. Jeśli to jakieś cieniutkie płytki (poniżej 1 cm grubości), to być może warto na każdej postawić jakiś kamień. Dla pewności. Mateusz
Pytałam męża czemu nasze poduszki sa inne ale nie pamięta. Ja je jednak zostawię z baraku czasu męża. Zabezpiecze szczeliny i zostawię. Siatkę dobrze ułożyłam nic w poduszkę nie wlezie. A moje płytki sa taki poniżej centymetra choć nie cienkie. Oby mi tylko ten kamień nie zjechał bo śliskiej płytce.
Pytałam już Was, a raczej Ciebie Mateuszu, czy 12 kg zapasów na rodzinę jest nadal aktualne dla ula Warrego. Czy jest napewno aktualne nawet jeżeli jest długa ciepła jesień?? Bo u mnie nadal w większości jest ładna pogoda. Kilka dni temu widziałam w obu ulach z odstepem może 3dni coś jakby oblot młodej pszczoły. Poza tym one cały czas noszą pyłek i zbierają wodę. Co o tym myśleć?? Spotkałam się z informacją że pszczoły ramkowe pomimo odpowiedniego stanu zapasów na czas karmienia jesiennego potrafią zjeść zbyt wiele gdy jest długa i ciepła jesień i trzeba im dołożyć po ramki z zapasami. A jak to jest z 12kg w ulu Warrego??
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Prawdę mówiąc to ostatnio sam zwątpiłem, bo jeszcze nigdy nie miałem takiej sytuacji żeby pod koniec października były 22 stopnie... pszczoły latają i zbierają pyłek, ale co z nektarem? O tej porze chyba nic już nie nektaruje. Zważyłem wyrywkowo dwa z moich uli - i są w normie. Ani nie przybrały, ani nie straciły na wadze. Nic zatem nie robię. A Twoje ule zważyłaś? Bo myślenie i gdybanie nic tu raczej nie da, sytuacja jest nadzwyczajna i wszelka intuicja na nic. Ja byłem zaskoczony, że mi rodziny w ogóle nie schudły. Może jakąś spadź gdzieś znajdują, trudno powiedzieć. Swoją drogą, gdyby była potrzeba dokarmić, to czym? Syrop zły, bo pszczoły nie zdążą go już odparować, a poza tym mógłby im dać niezdrowy sygnał "ruszajcie na pożytki"... Wydaje mi się, że jeśli już trzeba by dokarmiać, to tylko ciastem. Mateusz
Wiesz czemu nie zważyłam:) żeby sobie nie namieszać, bo jesteś jedynym z którym mogę się konsultować i całkiem możliwe że nie masz pojęcia jakie wagi powinny być na przełomie października listopada a jakie w grudniu żeby do wiosny było ok. Prościej jest zapytać czy 12 kg po prostu wystarcza czy zdarzają się wyjątki. Ktoś kto ma ule warre jakiś czas i jakiś tam kontakt z innymi takimi pszczelarzami szybciej odpowie na tak postawione pytanie:) U mnie te kwiaty "marcinków" miały branie niczym akacja i oregano latem. Ale pszczół z pyłkiem na nich nie widziałam. Skadś jednak go noszą. Nietypowy rok mi się trafił jak na poczatek. A czym dokarmić...myślę że teraz to niczym. Dopiero zimą w odpowiednim momencie. Bo teraz wszystkiego przecież nie zjedzą a jakaś zima w końcu przyjedzie i może lepiej było by dopiero zimą i na przedwiośniu zaglądać w którym momencie podać coś. Co? No chyba coasto.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Z wagą masz całkowitą rację - to dość indywidualna sprawa, bo ważymy cały ul, wraz z rodziną, korpusami, woskiem, itd. Dlatego absolutna waga ula mało nam powie, zależy od zbyt wielu czynników. Interesująca natomiast jest zmiana tej wagi w czasie, bo na tej podstawie łatwo stwierdzić, czy z ula ubywa czy nie. Wracając do 12 kg - z mojej perspektywy zasada się sprawdza. Niemniej, takiej jesieni jak ta obecna nigdy nie doświadczyłem, dlatego kilka dni temu zważyłem u siebie dwa ule (tylko dwa dlatego, że tylko dla tych znałem wagę letnią). Pomiar wykazał, że ule ważą tyle samo, co pod koniec sierpnia, czyli pszczoły nie zjadły zapasów przez tą dziwną jesień. Ale czy u Ciebie jest tak samo nie wiem, bo roślinność różna i region zupełnie inny... Mogę tylko stwierdzić, że u mnie pszczoły jakimś cudem na czymś pożytkują. Inna kwestia to temat pszczoły zimowej. Pszczoła zimowa powinna siedzieć w ulu i czekać, ta bezczynność wydłuża jej życie. A moje latają jak głupie w tą i z powrotem. Czy dożyją w takiej sytuacji do wiosny w wystarczającej liczbie? Nie mam pojęcia. Skoro noszą pyłek, to widocznie coś wychowują... i może to coś będzie faktyczną pszczołą zimową? Mam taką nadzieję, bo tak czy inaczej nic na to nie poradzę. Wszystko się rozregulowało. Liczę, że sobie poradzą - w końcu przeżyły dwie epoki lodowcowe, więc chyba wiedzą co robić przy klimatycznych anomaliach. Mateusz
Może i przeżyły epoki ale jak do tej pory zmiany klimatu były raczej stopniowe. A teraz rok od roku różni się dramatycznie. Nie jestem znawcą biologii pszczoły ale ponoć te ostatnie jesienne pszczoły do zimy nie zdąrzają dostatecznie się rozwinąć i osypują sie wchodząc w skład osypu zimowego. Pocieszam się że to przedłużające się ciepło sprawi że jednak część z nich zdąży się dostatecznie przygotować do zimy i zastąpić te które teraz nie powinny się męczyć a pracują. Czy ważyć ule dalej waham się..żeby mi nie przyszły do głowy jakieś niepotrzebne działania na skutek złej interpretacji wyniku.
Nie wiem gdzie więc może tutaj napiszę że dziś zrobiłam, jednak zrobiłam ostatnie kropienie na warroze. Z trudności prostego ula odnotowuje ulierdliwość jakiekolwiek zimowego grzebania w ulu. Zdjąć słomiankę i założyć ją spowrotem. Brr. Mała rodzina chyba jest naprawdę mała. Choć w cieniu było 10stopni one były nisko i musiałam świecić latarką żeby widzieć gdzie kropić. Dałam im najmniejszą dawkę z braku pewności o ilch ilości. To co zobaczyłam od góry potwierdza to co widać w osypie śmietków na białej kartce. Pszczoły zajmują pół ula. Stojąc z tyłu prawą jego stronę. Częściowo zaslaniał mi widok jakiś fikuśny plaster. Nie pisałam tego ale on już dawno oberwał się (chyba) od ciężaru miodu i one go przerobiły tak że hej. Nie mam pojęcia co one zrobią gdy w trakcie zimy dotrą w to miejsce. Po lewej srtonie mają zapasy a tutaj przez ten plaster nie wiem co tam jest. Napewno cześciowo u samej góry pusta nowa zabudowa. Pozostaje mi ufać że wiedzą co robią. Może się też mylę że zajmują pół ula bo różnica w ilości pszczół latajacych przed ulem nie jest aż tak ogromna w porównaniu z większą rodzinką. Ta wieksza z kilei gdy już do niej zajrzałam byla rozproszona po calym ulu. Ale też na ten ul akurat świeciło słońce. Barbażyństwo takie zimowe grzebanie. Ta rodzinka jest bardziej kitująca i musiałam im trochę napsuć żeby zdjąć siatkę do propolisu. Mostków u samej góry już nie ruszałam. Mam nadzieje że naprawdę nie ma już czerwiu choć widziałam jedną pszczołę z pyłkiem. W obu ulach przed wylotkiem dopatrzylam się po jednym kawalku białego czerwiu (mam nadzieję że to jakieś sprzątanie). No i nadal w ostatnie ładniejsze dni widziałam po jednej pszczole ze zdeformowanymi skrzydłami. Pozamykałam wszystko i zawinełam od nowa i... zgodnie z tym co piszą fachowcy powinny nie dotrwać przyszłego sezonu:(
Jeszcze taka rzecz że mały ul ma na tej białej kartce pod dennicą chyba? odchody pszczół. Pisze chyba bo nie mam doświadczenia żeby mieć pewność. Jeszcze może to być jakiś szkodnik ula który zostawia takie odchody. Obserwuję to od jakiegoś czasu. Próbowałam czytać co może to oznaczać ale splątałam się jedynie zamiast czegoś dowiedzieć. Gdyby nie dennica z siatką i pomiary osypu nic bym o tym nie wiedziała bo w środku ula patrząc od góry jest czysto i przed ulem jest czysto i nie zauważyłam jakichś innych niż pojedyńcze ilości martwyc pszczół. Choć tutaj też może być tak że skoro świt sprzątają je sikorki bo ulami się interesują. Wieksza rodzina ma czyściutko. Tak więc całkiem możliwe że ta mała wiosny nie doczeka z powodu jakiejś choroby. Nic już nie będę z tym robić bo i tak nadwyrężyłam pszczele nerwy i siły leczeniem warrozy a wszelkie dostepne mi metody leczenia chorób jelitowych polegają na podaniu polarmu z lekiem więc to nie wykonalne teraz gdy one siedzą nisko. Chyba że się mylę to poproszę o oświecenie. Może jednak jest jakaś rada która pszczołom może dać więcej pożytku niż szkód.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Hej, z tego co piszesz alarmujące są dwie rzeczy: dalsza obecność pszczół z DWV oraz objawy nosemozy u mniejszej rodziny. Dalsza obecność DWV oznacza, że pszczoły naprawdę ostro dostały w kość przez kilka ostatnich miesięcy. Czas na intensywne leczenie raczej już minął. Teraz chyba najlepiej rodzinę zostawić w spokoju, ew. postawić na ulu plastykową Maryjkę. A czy liczyłaś osyp dręcza po ostatnim leczeniu Varromedem? Jeśli dobrze pamiętam, to ostatnio byłaś na granicy dopuszczalnych wartości (wg. tego co wówczas udało mi się wygooglać). Jeśli tendencja jest spadkowa, to być może jest nadzieja... Z nosemozą mam niewielkie doświadczenie, bo miałem tylko raz, a dowiedziałem się o tym już post-factum, sprzątając martwy ul i widząc mnóstwo żółtych śladów na wewnętrznych ściankach ula. Z tego co się orientuję, to nosemoza grozi tylko wiosną, ale przy tegorocznej jesieni pszczoły zachowują się wiosennie, więc wszystko możliwe. Nie znam sposobu na nosemozę. Z tego co czytałem, to sam pierwotniak nosemozy jest obecny u większości rodzin, ale żeby przejść w stan patologiczny rodzina musi być mocno osłabiona czymś innym (typowo - dręczem, kontaktem z ŚOR-ami lub długotrwałą, parszywą pogodą)... Jeśli to faktycznie jest nosemoza, to ślady odchodów powinny być widoczne na zewnątrz: na wylotku i ścianach ula. Masz tak? Bo jeśli widzisz odchody tylko pod dennicą, to zupełnie możliwe że to coś innego. Zrobiłaś może jakieś zdjęcie? Zerknąłem co o nosemozie piszą we francuskim internecie: http://www.ruchewarre.net/viewtopic.php?t=1613 W skrócie co tam podają: - nosemoza pojawia się w rodzinach silnie porażonych warrozą oraz u małych rodzin narażonych na wychłodzenie czerwiu - umiejscowienie ula w cieniu lub w wilgotnym miejscu wzmaga ryzyko wystąpienia nosemozy - leczenie: litr syropu z 3 łyżkami stołowymi octu, ale tylko wiosną kiedy jest ciepło Piszesz o oberwanym plastrze - to też zadziwiające, bo plastry zrobione przez pszczoły są naprawdę solidne. Chyba, że to był jakiś "kombinowany" plaster, który sama doczepiłaś np. drutem albo sznurkiem? Mateusz
Co do choroby to ten ul miał mniej warrozy. Odchody są tylko pod siatką dennicy i nie są żółte jak ponoć przy nosemozie tylko brazowe. Bardziej obstawiam jakiś wirus u pszczół niewychodzących z ula. Teraz to już chyba lepiej zostawić to losowi. Osyp zerknęłam pobieżnie bo i tak już nic więcej nie powinnam robić. Ten mniejszy ul kilkanascie sztuk warroz. Ale w nim też możliwe że źle dobralam dawke. Trupów pszczelich wywaliły 6. Większy ul osyp ok 30 warroz a trupów jakieś 13. Nie wyrzuciłam tej kartki więc mogę zrobić zdjecie ale to jutro. Plastry byly prze mnie klejone woskiem i testowane czy mimo ruchów się trzymają. Przetrwały mocowanie snóz i transporty korpusów. Ale podejrzewam że to mogła być też zasługa jakiegoś szkodnika ula bo w tym ulu zdarzyło mi się chyba 2 razy umordować na snozach coś typu biała cienka gasiennica/pędrak z ciemniejsza głowa. Na motylice to nie wyglądało. Co tam robiło nie wiem. Może nadgryzło plaster. Jak nic jest to chyba słaba rodzina i nie wiem czy też warto za wszelką cenę ją utrzymywać... Co do linku: ocet cydrowy to chodzi o jabłkowy?? I spróbuję odnaleźć te wyrzucone nieboszczyki i zobaczyć czy w środku mają mleczne jelito. Ale to tak tylko z ciekawości. A ul aż tak całkiem w cieniu nie stoi. Przez część dnia jest tam słońce. Do pludnia i po południu. Ale to latem bo teraz wiadomo że to słońce jest nisko i zasłania je byle co. Wilgoci nie ma tam napewno. Jeżeli chodzi o brak pyłku wspomniany na forum to absolutnie tego nie określę ponieważ nie robiłam przeglądów z rozdzielaniem korpusów. Pewne jest że tak małej ilości opadów jeszcze chyba nie widziałam. Mamy połowę listopada a ziemia jest sucha. Nie sposób sadzić coś bez podlewania.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Osyp masz dużo mniejszy, niż wcześniej. Jest zatem nadzieja... a co będzie to zobaczysz na wiosnę. Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, żeby odchody pszczół mogły przepaść przez siatkę w dennicy nie zostawiając jakichkolwiek śladów w środku ula. Obstawiałbym więc na ślady jakiegoś owada. Może zausznik? One zostawiają takie czarne kropeczki, a obecnie bardzo lubią przytulać się do uli, bo im tak cieplej (wg mojej obserwacji w żaden sposób nie szkodzą pszczołom). Ocet z linku, "vinaigre de cidre" to ocet jabłkowy, tak. Stosowany u nas (ludzi) na uspokojenie problemów jelitowych. Czy u pszczół działa tak samo nie mam pojęcia, ja nigdy nie testowałem. Mateusz
https://imgpile.com/i/btyuXC Tak to wygląda. Lepszego zdjęcia nie udało mi się zrobić.
A ten zausznik, inaczek skorek, już ich nie widuję. I odchody czarne kropeczki były wcześniej a teraz nie ma. I te czarne kropeczki widywałam częściej na snozach niż na kartce do sprawdzania osypu. Tak jakby to coś siedziało sobie pod poduszką lub w niej. Zresztą tego pedrako-gąsiennice też znalazłam na snizach. W wypelnieniu poduszki nigdy nic nie widziałam. Przeglądam Google ale nic podobnego nie mogę odnaleźć.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Ze zdjęcia trudno się rozeznać, jednak zapytam nieśmiało - czy to nie po prostu okruszki propolisu? Kształty wydają się bardzo kanciaste i nieregularne, odchody tak nie wyglądają... No chyba, że nie patrzę na to, na co powinienem. Mateusz
Są też chyba ale propolis jest lepki jak nie wiem a to lepkie nie jest, romazuje a nie klei jak lepiszcze jakieś. Widok zaburzją też okruszki plastrów. Od tego co wydaje mi się kupą nasiąka kartka na brązowo. We wiekszym ulu nie ma nic choćby podobnego. U nas zrobiło się mroźno więc nie chodzę tam gdzie ule już wcale, zerkam tylko z odległości czy trzcina jest nie naruszona.

Wątek zamknięty z powodu braku aktywności od ponad 180 dni.