GłównaSchematKsiążkiLinkiForum
skocz do końca lista wątków

Leczenie nowych budujących rodzin

Wątek zamknięty z powodu braku aktywności od ponad 180 dni.

Pytanie chyba do Marcina. Bo przeszedł w tym temacie najwięcej i najsensowniej moim zdaniem. Żebym znowu nie zrobiła za bardzo po swojemu😶 Jak postąpić z leczeniem nowych rodzin? Czym najlepiej takie budujące pszczoły? Kiedy? Chciała bym zachować zasadę nie zmęczenia pszczół zimowych. Teraz u mnie akacja na ful.
Teraz pszczół zimowych jeszcze nie ma, na moim fejsie mam zdjęcie z tabelki w której podane kiedy matka czerwi na zimę. Ja nigdy nie leczyłem młodych rodzin, pszczoła rojowa ma mało warrozy bo większość w czerwcu siedzi pod zasklepem. Jednakże znam wielu doświadczonych pszczelarzy i wszyscy leczą młode rodziny w okresie bezczerwiowym, z tego powodu, że warroza na tym etapie jest łatwa do usunięcia. Jakie środki? Wszystkie oprócz KM, bo nie ma potrzeby stosować na tym etapie tak radykalnego środka. Od polewania KS, przez cukier puder, do odymianie i paski. Ale ja nie mogę nic powiedzieć dokładnie bo nie mam takiego doświadczenia. Moje podejście do warrozy zmieniło się zasadniczo i dziś traktuję ją jako sprzymierzeńca, a nie wroga. Polecam lekturę artykułu pt "Pasożyty jako naturalny składnik ekosystemu" Teresy Pojmańskiej, zasadniczo zmienił moje spojrzenie na dręcza. Marcin https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&url=https://agro.icm.edu.pl/agro/element/bwmeta1.element.agro-article-5e117383-413e-40f8-ad55-4cad60b835f3/c/2002-48-2_139.pdf&ved=2ahUKEwiCkoD-67X_AhVyoosKHZrgChEQFnoECDkQAQ&usg=AOvVaw2IJKYoUHWWqp58lLxKxmUr
Ok. Zakupię książkę😊 moje rojowe nie są. Przy takich "odkładach" przerwa w czerwieniu jest krótka. Na razie mają dennice oryginalne warre. Dziadek od którego mam rupcia mówił że leczy latem olejkami a na jesień KS. Ale nie było wtedy czasu dokładniej pogadać.
Zapytam bardziej doświadczonych: jakie kosekwencje dla rodziny budującej w warre miała by utrata matki teraz, w drugiej połowie czerwca? Cały czas ostatecznie nie zdecydowałam jak je leczyć. Mają matki min 3sezonowe. Gdybym jednak potraktowała je KM i te matki by się uszkodziły czy one dadzą sobie radę? Niby wiem że zaczną wychowywać ratunkowe ale może mój mózg niedoświadczonego z nieusystematyzowaną wiedzą coś ważnego pomija??
Też chętnie poznałbym odpowiedź na to pytanie od praktyków :) Jako początkujący mam swoją teorię: przy małej ilości komórek z czerwiem w dopiero co budowanym gnieździe mógłby być problem z wychowaniem matki ratunkowej. Nawet jeśli by się to udało, to nastąpiłaby przerwa w czerwieniu w oczekiwaniu na, wygryzienie i unasienienie się nowej matki i w końcu wygryzienie się nowych robotnic po niej. W tym czasie wymierałoby aktualne pokolenie robotnic i rodzina znacznie by się osłabiła. Stoję teraz przed podobnym wyborem i postanowiłem, że dam im spokojnie budować do września, a potem przeleczę Varromedem lub Oxybee. Bardzo chętnie poznam opinię bardziej doświadczonych kolegów :) Filip
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Zapytam bardziej doświadczonych: jakie konsekwencje dla rodziny budującej w warre miała by utrata matki teraz, w drugiej połowie czerwca?
U mnie to byłaby tragedia. Dziś obszedłem ule i na 8 rodzin udało mi się zobaczyć tylko jednego trutnia, i to takiego bardzo niezdarnego, ledwie stojącego na nogach, już bliskiego końca. Strata matki w takich warunkach to śmierć rodziny, bo nowa matka miałaby słabe szanse na znalezienie kawalerów do potańcówki. No chyba, że wykrywamy osierocenie i kombinujemy z poddawaniem matki UN, ale ja tego nie robię, szkoda mi czasu.
> Stoję teraz przed podobnym wyborem i postanowiłem, że dam im spokojnie budować do września, a potem przeleczę Varromedem lub Oxybee.
Po mojemu za późno, wymęczysz tylko pszczołę zimową. Jeśli już leczyć, to dużo wcześniej, żeby wspomóc wychów pokolenia zimowego. W temacie leczenia: ostatnio rozmawiałem ze znajomym pszczelarzem-amatorem na paru Dadantach. Powiedział, że od dwóch lat leczy wyłącznie litem, i bardzo sobie chwali. Poczytałem trochę, i faktycznie brzmi to fajnie. Leczenie polega na podaniu 1gr chlorku litu w litrze syropu - lub lepiej (żeby uniknąć składowania w komórkach) - wody. Wyniki w kontekście warrozy też całkiem obiecujące: https://www.nature.com/articles/s41598-017-19137-5 Przy czym ja nie testowałem tego, wiem tyle, co sobie wyguglałem i broń boże do niczego nie namawiam ani nie zachęcam. Nie wiem np, czy dręcz jest w stanie uodpornić się na lit, tak jak to robi na amitrazę. Nie wiem też, jakie ryzyko ponosi człowiek, który spożyłby takiego litu. Co prawda znam kilka osób regularnie zażywających lit, i żyją... co nie znaczy oczywiście, że lit jest zdrowy. Mateusz
U mnie trutni jest dużo. Hulają od ula do ula jak bomby. Ale czy za 3 tygodnie też ich tyle będzie...? Dylematu ciąg dalszy.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> U mnie trutni jest dużo. Hulają od ula do ula jak bomby.
Zazdroszczę. U mnie zazwyczaj też są trutnie o tej porze roku, ale bieżący rok jest jakiś dziwny... Na wiosnę rodziny roiły się ponad miarę, a obecnie w pożytkach straszna bieda. Wczoraj zebrałem 7 kg miodu z jednego ula, i na tym skończy się tegoroczna "produkcja". Tu i ówdzie zauważyłem czerw trutowy. Nie wykluczam więc, że trutnie jeszcze wrócą... ale czy na pewno? Trudno powiedzieć. Jeśli pożytki nadal będą słabe, to rodziny nie będą skore do karmienia swoich trutni. Ja z pewnością nie ryzykowałbym utraty żadnej matki. Mateusz
Co ja mogę ze swej strony na temat leczenia powiedzieć, to jeśli chodzi o artykuł podrzucony przez Mateusza, nie przeczytałem jeszcze całości, trochę odechciało mi się po przeczytaniu na wstępie jaka ta pszczoła biedna jak ginie i jak jest jej potrzebna ochrona. To takie głupoty, które fajnie się powtarza, ale które nie mają nic wspólnego z prawdą. Tak naprawdę to pszczoły hodowlanej jest dużo za dużo, jest bardzo konkurencyjna dla gatunków dzikich, mocno je wypiera ze środowisko. Dla wszystkich zapylaczy było by lepiej żeby w Polsce upadło z 70% rodzin pszczelich, było by to również z korzyścią dla pszczół hodowlanych. Poza tym każde leczenie powoduje, że hodujemy słabsze pszczoły i mocniejsze dręcze. Teraz jeśli chodzi o terminy leczenia środkami które NIE działają pod zasklepem, to jedyne sensowne okresy to wtedy kiedy nie ma JESZCZE czerwiu krytego, czyli do kilku dni od utworzenia rodziny w formie pszczoła +matka, bez plastrów. Stosuje się wszystko oprócz KM. Albo jak JUŻ nie ma czerwiu czyli poźna jesień. Bardzo sensowne i ja to stosowałem mając najlepsze rezultaty, było leczenie KM tak jak Mateusz napisał na ostatnim pokoleniu pszczoły letniej czyli w okresie lipca. Pszczoła zimowa była wychowana bez dręcza, a sama nie popsuta kwasem. Teraz chciałbym trochę spraw poprostować, najpierw panie: Kropaśkowa matki po KM nie stracisz, ona przestanie czerwić,albo słabo czerwi, albo strutowieje, to jest najczęstszy efekt, hormony wydzielane przez nią dalej kontrolują rodzinę i po prostu ta rodzina się zwinie . Pszczoły nie będą próbowały nawet jej wymienić bo nie zdają sobie sprawy z problemów. Następna sprawa, jeśli nie masz matek znakowanych to nie wiesz ile mają lat, matki hodowlane są bardzo szybko wymieniane przez rodzinę i w rzadkich przypadkach dożywają do trzech lat. A strata matki teraz zawsze problem dla rodziny i oczywiście najlepiej jeśli już, żeby do tego doszło w okresie rojowym dla danego regionu. Za wcześnie źle bo brak trutni słabe rodziny itd, poźno jeszcze gorzej. O tej porze roku ja u siebie dałbym do bezmatka pewnie UN, albo to olał liczył na ratunkową i jesienią łączył jeśli rodzina nie doszła by do siły. Kropaśkowa jak już zdecydowałaś się na leczenie to po pierwsze trzeba to było robić mniej agresywnymi środkami w okresie bezczerwiowym a jak masz sporo czerwiu zakrytego to tylko KM i wg.mnie tak jak Mateusz wspomina dopiero na pokoleniu pszczół wychowujących pszczoły zimowe. Na moim fejsie jest tabelka z terminami. Bądź preparatami działającymi tylko na dostępne roztocze, ale w okresie bezczerwiowym. Można też oczywiście stosować różne środki, ale zawsze z sensem. Tak by dręcza udręczyć a nie pszczoły. Teraz do Filipa faktycznie jak matka nie podejmuje czerwienia w rodzinie, to rodzina powoli słabnie i wymiera, a jak podejmie późno to też może być problem z przygotowaniem się do zimy, ale jeśli pszczoły nie wychowują następnych pokoleń to żyją dłużej, poza tym rodzina ma zawsze pewna ilość pszczoł bezczynnych tak jakby w odwodzie, które to zawsze mogą zostać uruchomione w sytuacji kryzysowej. Tak że takie zwinięcie się rodziny to może trwać nawet kilka miesięcy, a nie tygodni jakby to wynikało z oczekiwanej długości życia pszczoły. Teraz co do twojej teorii związanej z trudnością odchowania matek ratunkowych przy małej ilości komórek, to jest kompletnie inaczej. Jak do szklanki pszczoł dasz jedna komórkę z młodą larwą to na 100 procent odciągną matecznik ratunkowy. Teraz jest taka popularna, bardzo wydajna metoda hodowli matek: tworzy się tzw starter czyli silny zssypaniec i to z kilku rodzin, trzyma się go jako rodzinę beznadziejnie bezmateczną, integruje dzień czy tam dwa w piwnicy, podkarmia, a potem daje mu się przełożone larwy do przyjęcia, czasami z podwójnym przekładaniem larw, kończy się wychów w rodzinie wychowującej, a do startera idzie następna seria. W tej chwili jest to najczęściej stosowana metoda przez największych producentów matek. Jeśli zaś chodzi o te preparaty o których mówisz, to są to preparaty na bazie KS i NIE działają na dręcza pod zasklepem. Uwagi odnośnie leczenia, które napisałem powyżej oczywiście w tym wypadku też są odpowiednie. Ja ze swojej strony gorąco wszystkich namawiam do zaprzestania leczenia, to jedyna droga do lepszych pszczoł i zdrowego miodu, ale trzeba wiedzieć jak, bo w innym wypadku to potracicie rodziny i zniechęcicie się do hodowli. Marcin
Leżakom z podziału na pół lotu zamierzam dać warromed. U nich powinny wczoraj wygryźć się ostatnie sztuki czerwiu. Według tego co Marcin wkleił na fb rozumiem że najlepiej by było żebym nie dręczyła pszczół po 15lipca. Na ewentualne wirusy warrozowe mam nadzieję że pomogą zioła w syropie. Jeszcze ciągle inrtyguje mnie temat olejków eterycznych..dziadek wspominał że nimi leczy latem. I chyba zadzwonię do niego tak w ramach poszerzania wiedzy o doawiadczenia innych. Ponoć nawet dodatek do syropu pomaga uprzykrzyć życie warrozie a wspomaga zdrowie pszczół. Tylko trudno o jakaś jedną metodę. Każdy pisze co innego.
Jeszcze słowo o preparatach na bazie tymolu, pszczelarze wspominają, że zauważają przejściowe wyhamowanie czerwienia po tymolu, więc to chyba nie preparat na okres letni. Olejki eteryczne są też często stosowane w różnych okresach, nie mam żadnych doświadczeń, ale co słyszę i czytam to wszyscy obserwują ogólną poprawę witalności rodziny. Marcin
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Efekt niektórych olejków został wstępnie zbadany 20 lat temu: https://www.researchgate.net/profile/Diana-Sammataro/publication/43283853_The_importance_of_microbes_in_nutrition_and_health_of_honey_bee_colonies_Part_III/links/586bda5208aebf17d3a5afe9/The-importance-of-microbes-in-nutrition-and-health-of-honey-bee-colonies-Part-III.pdf
> Tylko trudno o jakaś jedną metodę. Każdy pisze co innego.
Tak bywa w tematach "około-ezoterycznych". Olejki to taka sama chemia, jak każda inna, tyle że nikt do końca nie wie który związek ma jaki wpływ na co, więc ludzie leją do uli różne rzeczy "na wiarę"... A potem każdy zachwala swoją miksturę, niezależnie od faktycznych wyników. Laboratoryjna, tj. przemysłowa chemia jest tu o tyle fajniejsza, że otrzymane związki są ściśle wyizolowane i powtarzalne, co pozwala dokonywać formalnych porównań. Nie twierdzę tu oczywiście, że olejki nie działają (bo nie wiem, i co do zasady w ogóle mało wiem o czymkolwiek), tylko że wyniki mogą być bardzo różne w zależności od tego jaka komu zupa wyjdzie. Dlatego zalecałbym sceptyczne nastawienie do wszelkich domowych wynalazków - bo nawet jeśli sąsiadowi przed rokiem zadziałało, to nie ma żadnej gwarancji co do tego, że efekt da się powtórzyć. Mateusz
Mateusz dobrze podsumował,olejki taka sama chemia jak inne, kiedyś mnie tak wyprostował pewien pszczelarz z.KM -taka sama chemia jak inne. Marcin
Mateusz wytłumacz mi się jeszcze czemu teraz zabrałeś miód a nie przełom sierpień-wrzesień jak w metodzie Warrego?😉 A co do chemii naturalnej i sztucznej: naturalna jest o tyle lepsza że właśnie w tym koktajlu jest metoda. Przykład podbiał czy żywokost. Prawie zakazane bo pojedyńcze ich substancje są bardzo szkodliwe w badaniach labolatoryjnych. A praktyka pokazuje że cała roślina jakoś nie truje, ani nie szkodzi, a leczy. Umiejętny dobór do niej jeszcze innych roślin daje jeszcze lepszy efekt całej mieszanki. Ale komisja E przebąkuje negatywnie nawet o czosnku..bo przecież zawiera trujące składniki. Cenna uwaga Marcina o tymolu. Dziekuje😊
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Mateusz wytłumacz mi się jeszcze czemu teraz zabrałeś miód a nie przełom sierpień-wrzesień jak w metodzie Warrego?
Słuszne pytanie. Miód zabieram - jeśli w ogóle - raczej pod koniec lata, ale zdarza się, że zabiorę go wcześniej: albo dlatego, że rodzina zmarła, albo dlatego, że przewiduję jej rychłe zejście. I tutaj ma miejsce właśnie ten drugi przypadek. W ulu było bardzo mało pszczół i prawie w ogóle czerwiu. Podejrzewam, że albo z matką jest coś nie tak, albo rodzina wyroiła się kilka razy. W każdym razie słabiutka jest, więc wolałem zabrać miód zanim ubiegną mnie w tym inne pszczoły albo mrówki. Jeśli rodzina mimo wszystko wróci do siły przed końcem lata, to bardzo się ucieszę i chętnie oddam jej część zabranego miodu. Mateusz
No właśnie to jest taki przypadek jak mój przezimowany warre. Jak zastanawiałam się czy zsypaniec ma matkę i tam zajrzałam to stwierdziam u nich właśnie że: jest ich w sumie jednen korpus, mało czerwiu, mało zapasów, było tam na dole pierszego korpusu parę miseczek matecznikowych i coś jakby matecznik w środku na plastrze ale nie bardzo mogłam dostrzec i nie mam pewności. Przeanalizowalam wszystkie moje dane i stwirdzialam że jednak nie wygląda mi to na rodzinę po wyrojeniu. Musiało by ono być bardzo wcześnie w co wątpię. Bardziej wydaje mi się że albo ta rodzina ma kiepską matkę i ją wymienia albo ma kiepską ale nie wymienia tylko tak sobie trwa. Nie ruszam. Dla tyle miodu nie warto. Niech sobie żyją swoim życiem. Dziś widziałam całkiem spory oblot. Tak jak Marcin pisze słychać go było z daleka. Zastanowię się jeszcze za jakiś czas co z tym ulem. Puki co dostają ode mnie trochę syropu na zachętę. Może jednak mają młodą matkę i warto w nie zainwestować. Choć starej nie widziałam żeby wyrzucily z ula. Nieraz jakaś martwa pszczoła leży kilka dni w tym samym miejscu to może i matkę bym widziała.
Ja jednak nadal waham się czym i jak leczyć moje pszczoły. Zdurnieć i oszaleć razem można od mnogości opinii pszczelarzy. Jak sobie poczytałam jak to KS niszczy florę bakteryjną przewodu pokarmowego to połączyłam kropki..brzydkich kup, pszczół w ulu który mi padł na przedwiośniu. Żeby nie było że nic nie robię to...posypałam je cukrem pudrem. Zawsze to coś. Syropek z okejkami, ziółka. Myślę czy nie odłożyć KM jedynie na początek sezonu gdy pojawiają się pierwsze trutnie i jest możliwość uratować jak zaszkodzę. A KS na koniec lata i to metodą nie spożywczą dla pszczół. Tylko nie wiem jak to jeszcze dokładnie ogarnąć technicznie. Moje nowe ule miały jakaś tam przerwę w czerwieniu więc może dadzą radę. A zeszłoroczny warre mnie zaskoczył. Pszczoły obsiadają górny korpus i 3 środkowe plastry drugiego:) a i widać tam miód czyli tyle co dla nich chyba jest:) Takie jeszcze pytanie o tempo budowy w nowych warre: czy jest ok jeśli plastry na 6snozach sięgają prawie dołu, a na 7 i 8 od północnego boku jest malutko plastra (w starszym ulu nieco więcej a w młodszym 8snoza zero plastra)?? W drugim korpusie są jakieś pszczoły ale nie budują jeszcze. Jeden ul ma 18dni a drugi 22dni.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Jak sobie poczytałam jak to KS niszczy florę bakteryjną przewodu pokarmowego to połączyłam kropki..brzydkich kup, pszczół w ulu który mi padł na przedwiośniu.
Wszystko możliwe, jednak nie wyciągałbym wniosków statystycznych na pojedynczym przypadku.
> Takie jeszcze pytanie o tempo budowy w nowych warre: czy jest ok jeśli plastry na 6snozach sięgają prawie dołu, a na 7 i 8 od północnego boku jest malutko plastra (w starszym ulu nieco więcej a w młodszym 8snoza zero plastra)?? W drugim korpusie są jakieś pszczoły ale nie budują jeszcze. Jeden ul ma 18dni a drugi 22dni.
Wychodzi ¾ korpusu w 3 tygodnie. To mniej więcej takie samo tempo, jak u mnie. Nie jest to dużo, ale widocznie pożytki i u Ciebie równie słabe, co u mnie. No cóż - taki mamy klimat. Na południu Francji pszczoły potrafią zabudować 3 korpusy w jeden sezon a wareiści skarżą się, że muszą do uli z drabiną latać. Też chciałbym mieć takie problemy. :) Ja świętuję, kiedy mi półtora korpusu dadzą radę zabudować i na jesień nie głodują... Te Twoje mają jeszcze ze dwa-trzy tygodnie na dokończenie prac, więc raczej nie powinno być problemu. Mateusz
Leczenie trudny temat, ja używałem KM, i stopniowo ograniczałem dawki i częstotliwość, zaczynałem od trzech cykli w sezonie, a skończyłem na jednorazowym podaniu ok połowy lipca. W wieloleciu i tak mam ok 50 % strat, miałem lata po 70 % jak i bez strat i to nawet kiedy leczyłem, teraz wyrojone rodziny praktycznie nie spadają, młode też, a jak zrobię odkład z matką to bardzo często spada. W zeszłym sezonie spadł mi tylko jedyny odkład z matką, a wyrojone przeżyły w dobrej formie. Trudno mi coś radzić, każdy musi znaleźć swój sposób na hodowlę. Znam sporo pszczelarzy, czytałem kiedyś sporo opinii na forach, teraz już nawet tam nie zaglądam, a to co się u nas ładuje w ule i ile to ja bałbym się ten miód jeść. To tyle co mogę powiedzieć o leczeniu. A tempo odbudowy gniazda zależy od ilości i jakości pszczół, pożytków, po prostu potrzeb rodziny. Żeby zabudowały cały korpus od razu to musi być bite 2 kg muchy i mieć z czego. Odbudowa na początku idzie najszybciej, bo jest najwięcej bezczynnej pszczoły i są potrzeby, z czasem przybywa czerwiu, część pszczół musi latać, nawet jak karmisz, po pyłek, a część ma pracę w ulu, odbiera pokarm, pyłek, przerabia, sprząta, wentyluje zajmuje się matką, larwami itd. wtedy tempo budowy spada. A z czasem pszczoły ubywa, zanim nowa mucha się wygryzie to 21 dni od złożenia jaja, a jeszcze musi być wcześnie plaster odbudowany. Znowu zacznie przybywać pszczół za jakieś dwa miesiące. Jak jest za dużo pokarmu to priorytetem jest zawsze zbiór i budowa plastrów na pokarm, ale grozi to zalaniem gniazda i brakiem miejsca na czerw, tak że trzeba mieć wyczucie, a to przychodzi z praktyką. Dlatego też używam syrop 3kg cukru na 2litry wody, potrzeba trochę mniej miejsca na odparowanie i zagęszczanie. Nie potrafię dać gotowego przepisu co robić bo go nie ma. Ja patrzę jak biorą, lekko zadźwigam ul, patrzę na wylotek, pogodę, pożytki, tempo poboru pokarmu, tego nie można nikogo nauczyć. Ale młode rodziny na dechach zawsze podkarmiam, a przez pierwsze dwa tygodnie to na ostro. Cały czas na pokarmie. Może w innym miejscu nie było by potrzeby. Ja mam pszczoły u siebie i to co u mnie działa to niekoniecznie gdzie indziej Marcin
Nie wyobrażam sobie co rok dokupować rodziny, odklady itp. Dlatego tak motam się co robić. Żeby nie zaszkodzić pszczołom które i tak mają ciężko. Może jeszcze gdyby nie susze.. Coraz częściej myślę że jednak nie da się osiągnąć miodu niskim kosztem tak jak wymyślił to Warre. On pisze np w jednym miejscu swojej książki że 50 uli może funkcjonować w promieniu iluś tam kilometrów,nie pamietam ilu ale wyobraźnią objęłam pola i łąki wokół mnie. Myśląc logicznie: jaki w czasach warre musiał być dostatek i obfitość? Może te południe Francji ma w sobie resztki tego dobrobytu. Może tak jak nie da się uprawiać ogródka tak wygladało to kiedyś tak i nie da się trzymać pszczół. Niemal wszystko co ludzie robią w dzisiejszych czasach muszą inaczej bo dawne metody nie działają lub sprawdzają się w mało którym roku. Z przerwą na lipę wszystkie moje rodziny będą dokarmiane żeby było ich dużo w zimowym pokoleniu. Zmieniły lokalizację a już samo to je męczy.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Coraz częściej myślę że jednak nie da się osiągnąć miodu niskim kosztem tak jak wymyślił to Warre.
Z pewnością da się, aczkolwiek myślę, że dużo zależy od miejsca. Dręcz jest niewątpliwie dużym problemem, nowoczesne ŚORy również, ale równie istotnym czynnikiem działającym na niekorzyść dzisiejszego pszczelarstwa amatorskiego jest wg. mnie dużo większa ilość pszczół dziś, niż kiedyś. A to głównie za sprawą dużych, komercyjnych pasiek. I w tym zagęszczeniu pszczoły widzę największy problem, bo prowadzi ono do walki o pożytki, ułatwia rozwój i rozprzestrzenianie się patogenów, a prowadzona przez zawodowców selekcja pszczół działa na szkodę gatunkowi, który jest coraz mniej przystosowany do swoich lokalnych warunków ponieważ intensywnie rozmydlamy rodzime geny wprowadzając obce matki. Wydaje mi się więc, że pszczelarstwo Warré jest dziś jak najbardziej sensowne i może nadal być bezstresowe i nisko-kosztowe, ale niekoniecznie wszędzie i u każdego.
> On pisze np w jednym miejscu swojej książki że 50 uli może funkcjonować w promieniu iluś tam kilometrów
Opat mówi "50 rodzin w promieniu 3 kilometrów", wychodzi zatem nieco poniżej 2 rodzin na km²... Tym samym wracamy do tego, co pisałem powyżej. Tutaj ciekawe sprawozdanie: http://www.inhort.pl/files/program_wieloletni/PW_2015_2020_IO/spr_2020/4.3_Semkiw_Sektor_pszczelarski_2020.pdf Wynika z niego (ryc. 1 na str. 3), że w 100% naturalne pszczelarstwo w Polsce można rozważać co najwyżej w Podlaskiem. A wszędzie indziej trzeba wspomagać pszczoły w mniejszym lub większym stopniu, bo jest ich zwyczajnie za dużo. A "najlepiej" (dla pszczoły) byłoby zlikwidować co najmniej połowę obecnie żyjących rodzin produkcyjnych.
> Zmieniły lokalizację
Bidulki nie mają u Ciebie lekko. A czy mogę dopytać o powód (kolejnej już chyba) przeprowadzki? Generalnie pszczół nie powinno się ruszać z miejsca, a jeśli już to zimą, kiedy i tak siedzą w środku i nie będą się gubiły... Mateusz
Mateuszu chodziło mi o to że są zakupione a nie że ja przestawilam ule😊Marcin pisał że zmiana miejsca z rodzimej pasieki na nową lokalizację zawsze daje mniejszą przeżywalnlść a że mu wierzę to biorę to pod uwagę. A na ule zdecydowałam się m.in. dlatego że brak u mnie pszczół. Był do tej pory. (Poza pasieką która chwilę była i wyjechała). Teraz są tylko moje ule właśnie 5szt na te bite 3km dookoła. Nie mam też wiedzy czy w okolicy ktoś próbował mieć pszczoły tylko zrezygnował. Nie obiło mi się o uszy. Rokowania niby są.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Znalazłem raport dot. zapszczelenia również dla Francji: https://images90.fotosik.pl/669/ddc2b58cc01ee71c.png Wynika z tego, że gęstość zapszczelenia we Francji jest ponad dwukrotnie niższa, niż w Polsce (Francja: 2.5 uli na km², Polska: 5.6/km²). Mój region jest jednym z najbardziej zapszczelonych, z 3.8 rodzin na km², ale w kontekście Polski to i tak bardzo niewiele. https://images91.fotosik.pl/669/1c6133ecc574dbeb.png Mateusz
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Teraz są tylko moje ule właśnie 5szt na te bite 3km dookoła.
Jeśli tak jest, to super. Ale w praktyce jednak wątpię, bo przecież kilka uli zawsze gdzieś się znajdzie w jakimś ogródku, za stodołą czy gdziekolwiek indziej i nikt poza właścicielem o nich nie wie... Dochodzą do tego ew. dzikie rodziny, jeśli jakieś w okolicy dają radę przeżyć. W Paryżu np. ludzie miewają ule nawet na balkonach, w samym centrum miasta, inni stawiają je na dachach bloków. Szaleństwo. No ale zakładając, że Twoje ule faktycznie mają te kilka km² na wyłączność, to tylko się cieszyć, bo możesz w takiej sytuacji łatwo wyeliminować dręcza i następnie już nigdy więcej nie leczyć. :-) Mateusz
Mateusz piszesz że mogę łatwo wyeliminować dręczą i więcej nie leczyć. No chyba nie. Bo 3km ode mnie może nie być uli ale 4km już tak i tamte pszczoły 2km wejdą na "teren" moich. A pszczoły lecą nawet 5km. Moje 5, czyjeś 5 i już się spotykają na jakiejś lipce😊 więc chyba w odległości 10km musiały by być tylko moje ule😉 a i jeszcze ponoć na dzikie zapylacze warroza też potrafi włazić.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Mateusz piszesz że mogę łatwo wyeliminować dręczą i więcej nie leczyć. No chyba nie. Bo 3km ode mnie może nie być uli ale 4km już tak i tamte pszczoły 2km wejdą na "teren" moich. A pszczoły lecą nawet 5km. Moje 5, czyjeś 5 i już się spotykają na jakiejś lipce😊
To ciekawy temat. Wydawało mi się dotychczas, że warroza rozprzestrzenia się dzięki temu, że pszczoły (zbieraczki lub trutnie) odwiedzają czasem inne ule. O tym, że taki wredny dręcz mógłby "przeskoczyć" z jednej pszczoły na drugą gdzieś na polu nie pomyślałem, ale też nie doktoryzowałem się zupełnie w tym temacie. Masz może jakiś link do opracowania w temacie? Mateusz
Nie mam linku tak na gotowo. Ja to usłyszałam chyba w którymś filmie Buczacza. Musiała bym oglądnąć jeszcze raz żeby się upewnić. Jestem wzrokowcem i pamietam kadr warrozy na kwiatku po którym chodzi pszczoła. Co do dzikich zapylaczy to już chyba nie było u Buczacza i tam bardziej chodziło o to że warroza rozprzeatrzeniająca się z pszczoły hodowlanej może narobić dużo szkód w populacji dzikich zapylaczy. I choć nie przetrwa na nich zimy tak jak w ulu bo one tak nie zimują to niszczy ich populację w czasie letniego rozwoju.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Tutaj badania z 2016. I faktycznie - nie jest różowo. https://doi.org/10.1371/journal.pone.0167798 Cały artykuł jest niezwykle ciekawy, ale jeśli ktoś nie ma czasu lub chęci go analizować to podaję podsumowanie w jednym zdaniu: "We show that Varroa destructor mites are highly capable of phoretically infesting foraging honey bees (...)" Mateusz

Wątek zamknięty z powodu braku aktywności od ponad 180 dni.