GłównaSchematKsiążkiLinkiForum
skocz do końca lista wątków

Oszukiwanie...

Wątek zamknięty z powodu braku aktywności od ponad 180 dni.

Myślę o tym co mówi Marcin i Mateusz, że jak pszczoły nie zaciagneły plastrów w drugim korpusie to szybciej się wyroją niż pociągną plastry dalej. Dlatego zastanawiam się jakby je trochę oszukać i na wiosnę im w niszczymy korpusie przykleić po kawałku plastra by miały chęć dalej je rozbudować.
Fajny temat się otworzył, jest sporo sposobów do spróbowania co nam i naszym pszczołom pasuje najbardziej. Nalezy pamiętać jednak,że rójka jest najważniejszą potrzebą rodziny, zaraz po przetrwaniu. Pszczoły będą się zawsze roić i można to wykorzystać do swoich potrzeb. Ze znanych mi i wypróbowanych sposobów na przejście rodziny do dolnego korpusu to najprościej nic nie robić, może się uda. Słabo działa, mniej więcej tak jak danie zaczatkow plastrów co proponuje MarcinS. Z tego co ja robię to mega skuteczna jest sztuczna rójka zwrócona rodzinie, ja robię w wersji z zabiciem matki. Jest to taka chamska metoda, bo jak ja ją robię to w celu przerwania czerwienia, jako zabieg przeciwwarrozowy. Ogólnie to wyrajam wszystkie rodziny corocznie,.mam młode matki i dużo za dużo rodzin pszczelich. Rójka ze zwróceniem do macierzaka nie osłabia zbytnio rodziny więc zawsze jest ryzyko że rodzina zrobi sobie za tydzień drużaka. Można oczywiście zwrócić rodzinie rójkę z.matką. mamy ciągle czerwienie, mocną rodzinę,ale też ciągłość rozwoju warrozy. Ogólnie rójka zwrócona rodzinie to super zabieg przeciwrojowy i zachęcający rodzinę do pozostania w ulu ,więc z racji nieuniknionej ciasnoty zmuszajacy rodzinę do rozbudowy kolejnych korpusów. W kolejnych postach opiszę inne sposoby na rozbudowę korpusów i zabiegi przeciwrojowe do zastosowania w ulu warré. Zapraszam oczywiście do dyskusji. Marcin
Jak wypadku zrobienia rójki znaleźć matkę w kłebie pszczół?? I jak poddajesz spowritem takie pszczoły??
Również czekam na dalsze szczegóły bo moje nowe ule to właśnie takie ule😊 szczególnie ten "na oko" najsilniejszy poszedł do zimy na jednym korpusie i aby 3małych plasterkach w drugim
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Wydaje mi się, że zaszło tu drobne nieporozumienie. Z tego co rozumiem to MarcinS i Kropaśkowa mówią "mam malutką, jednokorpusową rodzinę i ponoć taka rodzina łatwiej się roi - co zrobić, aby tego uniknąć?". Niezrozumienie wynika wg mnie z błędnej percepcji związku przyczynowo-skutkowego. Taka malutka rodzina nie będzie się roić dlatego, że jest malutka. Ta rodzina jest malutka dlatego, że ma genetykę zawierającą m.in. rojliwe cechy behawioralne oraz oszczędny (przezorny) rozwój czerwia. Co innego oczywiście, jeśli ta maleńkość jest wynikiem jakiejś patologii - w takiej sytuacji nie mamy do czynienia z maleńką rodziną, tylko ze słabiakiem. Jeśli to słabiak, to prawdopodobnie nie dożyje wiosny i mamy problem z głowy. Jeśli to mała, rojliwa i żywotna rodzina, to pewnie wyroi się na wiosnę i również mamy problem z głowy, bo na jej miejscu pojawi się inna genetyka, być może nieco mniej rojliwa. W obu przypadkach robimy to samo - czyli nic. Rojenie się to nic złego. Wręcz przeciwnie - pszczoły muszą się roić, żeby przeżyć. My tylko proponujemy im bezpieczne lokum. W miarę czasu, genetyka naszej pasieki będzie dążyć do pszczół o umiarkowanej rojliwości i rozsądnej przeżywalności dla naszych warunków lokalnych. Ale aby do tego dojść, potrzeba czasu i cierpliwości. Mateusz
W moim wczesniejszym wpisie w tym wątku odniosłem się do pytania MarcinaS i w ogóle do tematu "oszukiwanie" czyli jak ja to rozumiem jak tu zwieść pszczoły w celu odniesienia pewnych korzyści. Wydaje się, że w metodzie warré dajemy pszczołom wolną rękę a naszą korzyścią jest wolny czas. Trodno się z tym podejściem nie zgodzić, ponieważ w którymś momencie można obudzić się w pasiece z ulami ramowymi z styroduru. Jednakże, żeby wyjaśnić jak i dlaczego tak się dzieje, że w wielu ulach warré nie działa wolna przestrzeń jako środek przeciw rojowy mimo iż Opat o tym wspomina to trochę wyjaśnień. Pszczoły się roją bo to ich sposób rozmnażania i jest to normalne, a nawet wskazane. Rój wychodzi z ula z matką i osiada w nowym czystym miejscu zostawiając choroby i pasożyty w ulu, a macierzak otrzymuje młodą dobrą matkę, oraz przerwę w czerwieniu ograniczającą choroby czerwiu takie jak zgnilec czy warroza. Żeby jednak do rójki doszło to rodzina musi wejść w odpowiedni stan rozwoju. I nie chodzi o wielkość rodziny, a o jej strukturę. Wyroić się potrafią nawet bardzo małe rodziny, niestety wtedy najczęściej rójka nie jest w stanie przetrwać zimy, macierzak też może mieć z tym problemy. W okresie końca zimy, gdy pszczoły mają sytuację w której jest wystarczająca ilość pokarmu i jest odpowiednia sytuacja pożytkowa pojawiają się pszczoły zwane trutuwkami anatomicznymi. Są to pszczoły, które są karmione mleczkiem pszczelim przez karmicielki ponieważ pojawia się jego nadmiar. Nadmiar ten wynika z tego, że matka nie jest w stanie złożyć tyle jaj żeby wszystkie karmicielki znalazły zatrudnienie i nie karmiły innych pszczoł. Mleczko pszczele to ten tajemniczy eliksir, który pozwala żeby z normalnego jaja wyrosła królowa. To właściwie jedyna istotna różnica między matką i robotnicą. Stety niestety trutuwki anatomiczne nie są zapłodnione i nie mogą przejąć roli matki jednakże są dobrze odżywione i zdrowe. Wracając jednak do naszych rodzin w ulach warré to sytuacja często wygląda w ten sposób: zaczynamy naszą przygodę z pszczołami i cieszymy się, że udało się nam coś dostać do naszego ula, zazwyczaj jest to zsypaniec lub sztuczna rójka. Zazwyczaj ma starszą matkę, bądź hodowlaną, większość hodowlanych matek jest słabej jakości, daleko odbiegających od jakości matek rojowych, czy też z cichej wymiany. I bez znaczenia jest co mówi na ten temat hodowca. Sztuczna rójka uzyskana metodą Taranowa, jeśli nie została zrobiona na dużej rodzinie w zaawansowanym nastroju rojowym też nie jest lepsza. Opat zaleca dwu kilogramowe roje, a my dajemy jakieś podróbki. Karmimy caly sezon, dmuchamy, chuchamy a przy naszym przepszczeleniu i słabych pożytkach i tak mamy rodzinę na jednym korpusie do zimy. W następnym sezonie, mamy rodzinę z matką conajmniej dwuletnią, czasem starszą, o mniejszej ilości substancji matecznej, nie potrafiącej kontrolować trutuwek, rodzinę która przygotowuje się do wyrojenia. Taka rodzina niechętnie buduje plastry, ogranicza matkę w czerwieniu i przygotowuje ją do lotu. Problem jest taki, że rójka praktycznie jest bez szans na przetrwanie bo będzie poprostu słaba. Macierzak jednak zazwyczaj wychowa sobie fajną matkę i ma dużą szansę na przetrwanie. W następnym roku zazwyczaj się nie roi bo matka ma wystarczajacy potencjał do kontroli trutuwek i odpowiednią energię, żeby składać wystarczającą ilość jaj. Kwestie tzw rojliwosci są w tym wypadku drugorzędne, a nawet powiedziałabym zaniedbywalne. Tak naprawdę rojliwość jest normalnym zjawiskiem niezbędnym do przetrwania gatunku. To normalna cecha gatunku i we współczesnym pszczelarstwie taktyka hodowli sprowadza się do tego by utrzymywać na tyle duże rodziny, żeby przyniosły miód i na tyle je kontrolować by się nie wyroiły. Są oczywiście takie rodziny, które będą wyskakiwały na gałąź przy byle okazji ale to raczej margines tak jak takie które nie chcą się roić. Możemy, zgodnie z duchem metody Opata zostawić wszystko sobie, cieszyć się wolnym czasem i młoda matką, napewno niczego złego nie narobimy. Możemy również spróbować "oszukać" pszczoły, jak to założyciel wątku określił. Podejmujemy ryzyko że coś nie wyjdzie i mamy sporo trudnej roboty, a co ma być naszym celem? Dla mnie to zachowane robotnice w ulu, a nie na gałęzi, młoda matka i higieniczna przerwa w czerwieniu. Zazwyczaj jestem sezon do przodu. No i oczywiście, co bezcenne, uczymy się pszczół i spędzamy z nimi sporo czasu. Nie wiem czy one też się cieszą 😉. Trochę się rozpisałem, to raczej wstęp teoretyczny, w następnym poście, już zwięźle opiszę jak to robię. Marcin
03fde2f232c908e9 d596644f3b48ef33 3822dcce8287f736 3587fcf4e52ae1a6 381fd0183ce251a1 adbad84e07febf67 c96c3670d67fbd8f 876e750f5d10a9e8
Dzięki za ciekawy wątek, też lubię takie rozważania :) Dorzucę swoje pytanie: w swojej książce ks. Warré pisze, że "pasieka, w której przegląd wiosenny (dodanie korpusów) został wykonany zgodnie z wytycznymi może zostać zostawiona sama sobie bez większej szkody. Możesz stracić małą rójkę tu i ówdzie, ale bez względu na to osiągniesz przyzwoity zbiór". Czy te słowa należy rozumieć w ten sposób, że wyjście roju "tu i ówdzie" i tak jest nieuniknione, a do miodobrania kwalifikujemy tylko te rodziny, które się nie wyroiły i jest im co zabrać? Nie wiem, czy to nie jest za duże uproszczenie rozumienia tych słów, ale zawsze mnie to nurtowało i znowu mi się nasunęło przy okazji tego wątku. Filip
Myślę, że w metodzie warré nastawiamy się na ograniczenie ilości pracy, a efekty mają przyjść jakby same. Napewno łatwiej i lepiej jest zostawić wszystko pszczołom. Jednak jeśli ktoś ma dwa, trzy ule to może się doktoryzować a z drugiej strony straty bardziej bolą. Jeśli zaś chodzi o przywrócenie rójki rodzinie jako zabieg przeciwrojowe, toja to robię w ten sam sposób jak każdą rójkę metoda Taranowa. Wykurzam wszystie pszczoły na blat daje pomost i zbieram grono pszczół do rojnicy. W tbh robię to plaster po plastrze, a w warré cały korpus ustawiam na rojnicy i wykurzam/opukując. Matkę znajduje na pomoście w trakcie jej marszu w górę. Nie zawsze mi się to udaje myślę że jeśli zależy nam na znalezieniu matki to trzeba by w takiej sytuacji skorzystać z kraty odgrodowej i wcześniej przygotować sobie coś takiego jak przesiewacz trutni. Jeszcze nie miałem takiego problemu, co wiosnę robię po kilka takich akcji, kiedyś jak miałem dwie pasieki to nawet kilkanaście, jednak usuwanie matki to dla.mnie ostateczność. Jest to owad, który może żyć kilka lat, jest decydujący dla koloni i jest jedyną w pełni wykształconą samicą w rodzinie. Jako metoda na zejście pszczół na następny korpus, czy przeciw rojowa jest szansa że zadziała jednakże pewności nigdy nie ma. Marcin
Mam jeszcze jedną metodę kiedyś kilka razy zastosowaną. To tzw piramidowanie. Jest to metoda żywcem wzięta z uli ramowych korpusowych, mocno stresująca dla rodziny i dlatego krytykowana przez wielu pszczelarzy zorientowanych na dobrostan rodziny pszczelej. Druga strona medalu to to, że każda metoda przeciwrojowa stresuje rodzinę, bez tego rodzina zdrowa pewna siebie się roi i tyle. Piramidowanie polega na zabraniu z korpusu trzech plastrow ze snozami i przeniesieniu ich do korpusu dołożonego od góry. Można to zrobić tylko gdy mamy równe plastry. Plastry odcinamy za pomocą podcinacza czy też nożem po położeniu korpusu na bok. Po zabiegu korpusy wyglądają tak: górny korpus SSPPPSSS, dolny korpus: PPSPSPSP gdzie S to snoza niezabudowana, a P to snoza z plastrem. Piramidowanie robimy gdy pszczół przybywa w ulu i chętnie odbudowują plastry, przy ustabilizowanej pogodzie i obfitych pozytkach. Metoda dość skuteczna, minus to brak odmłodzenia matki i ciagłe czerwienie w ulu. Marcin
Jeszcze kilka słów celem podsumowania moich pomysłów. Najlepiej trzymać się metod Opata i zakładać rodziny z mocnych rojów i przy dobrych pożytkach. Jeśli na koniec sezonu siła rodziny jest niezadawalająca, to słabe rodziny łączymy. Na wiosnę podkładamy korpusy, ewentualne roje to nie powód do zmartwień, należy je łapać i osadzać, bądź samemu rozrajać. Pozostałe moje podpowiedzi to traktować trochę jako akdemickie rozważanie. Można zastosować, ale trochę wychodzą poza metodę i może nie są warte straconego na nie czasu. Marcin

Wątek zamknięty z powodu braku aktywności od ponad 180 dni.