> Jak francuscy warreisci postępują z nosemozą?? Czy w ogóle we Francji jest to poważny problem?
Nosemoza (a raczej nosemozy, bo są zdaje się dwa różne szczepy) występuje, i bywa że rodziny od tego umierają, ale to patologia która zazwyczaj jest skutkiem osłabienia rodziny, a nie przyczyną. Rodzina raz dotknięta nosemozą tak naprawdę nigdy się z niej nie leczy bo spory zostają w jelitach pszczół, ale póki rodzina jest silna to zakażenie może być zupełnie bezobjawowe i "atak" następuje dopiero kiedy rodzina jest z jakichś (innych) przyczyn osłabiona. Z tego co kojarzę to chyba większość rodzin jest zakażona, bo to bardzo zaraźliwa patologia. Pszczoły mogą przekazać sobie zarodniki nosemy przez trofalaksję, odwiedziny obcego ula, czy nawet wspólne zebranie pyłku z jednej łąki.
A jak z nosemozą radzą sobie warreiści? W praktyce... nie radzą. Rodziny sobie z tym radzą albo nie. Wiem, że istnieją jakieś suplementy mające pomagać, ale nigdy nie próbowałem ani nie słyszałem żeby ktoś wypowiadał się o nich pozytywnie. Najważniejsze jest chyba dobre umiejscowienie uli zimą: sucho, możliwie bezwietrznie, na słońcu. No i pogoda... Bo pszczoły zamknięte zbyt długo przez deszcz, mróz czy śnieg to przepis na nawrót nosemozy, ale tego nie kontrolujemy.
Mateusz