GłównaSchematPodręcznikForum

Trudności prostego ula.

leć do końca odpowiedz lista wątków
Czytam różne rzeczy..może stanę się mądrzejsza na przyszłość. I o ile nie czytam o metodach stymulacji rozwoju rodzin do osiągania dużych ilości miodu czytam np o warrozie i zdrowiu pszczół. I stwierdzam że wszystko co jestem w stanie wyczytać po polsku a jest uznawane za skuteczne nie nadaje się do ula Warre. I tak np metoda (nie podoba mi się ale jest) wycinania czerwiu trutowego czy izolacji matek żeby wymusić okres bezczerwiowy i efekywniej pozbyć się warrozy są nie do zastosowania w bezramkowym Warre. W ogóle wszelkie metody leczenia warrozy czy to naturalne czy nie opierają się na określeniu siły rodziny i odpowiednim dobraniu ilości preparatu. Po tym kontroli co się dzieje a w warre ramek nie ma. Wchodzi na to że wszystko powinnam sama przetestować dopracowując do ula warrea. Bo obecnie postępuję na oko i po omacku. Wiecej nie będę wyliczać. Mateusz może mógł byś podpowiedzieć jakieś stronki francuksie które da się przetłumaczyć translatorem jak inni pszczelarze rozwiązują problemy prostego ula? Chyba nie możliwe że większość nie leczy pszczół? Bo żeby nie leczyć najpierw trzeba mieć inne pszczoły niż ja mam obecnie i inaczej zacząć niż ja zaczęłam. Ciekawe jak Warre radził by sobie z obecnymi problemami pszczół..
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Hey Kropaśkowa, Wstępnie powiem tylko, że zdecydowana większość warreistów leczy pszczoły. Wieczorem postaram się wyszukać jakieś źródła o tym, jak to robią. O zamykaniu matki nigdy nie słyszałem, jak teraz szybko w gugla wpisałem to widzę, że to faktycznie praktykowane w Polsce. Jak pomyśleć to ja w sumie robię to samo - tyle że nie zamykaniem matki w jakichś klamrach, tylko wyrajając rodziny, ale efekt ten sam: matka przestaje czerwić na jakiś czas. Mateusz
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Chyba jednak niespecjalnie pomogę, bo po godzinnym przewertowaniu francuskiego internetu nie znalazłem żadnego ścisłego opisu leczenia dla uli Warré. Na forach ludzie wspominają mimochodem o tym, co robią, ale bez żadnych szczegółów. Najczęściej wymieniany jest kwas szczawiowy (w postaci syropu, gazu lub pasków glicerynowych), a po nim kwas mrówkowy (nasączona gąbka). Ten drugi podawany jest raczej jako sposób na dramatycznie zawszone rodziny, na zasadzie "wóz albo przewóz". 10 ml kwasu mrówkowego 60% zostaje wlane na gąbkę, i gąbka wstawiona na snozy. Temperatura musi być poniżej 20 st. W kontekście kwasu szczawiowego to bardzo zachwalany jest Varromed z racji łatwości aplikacji, ludzie mówią, że jest skuteczny, szczególnie jako leczenie zimowe. http://www.ruchewarre.net/viewtopic.php?f=6&t=9307 http://www.ruchewarre.net/viewtopic.php?f=49&t=2956 http://www.ruchewarre.net/viewtopic.php?f=6&t=44 https://www.le-rucher-des-trois-vergers.fr/notre-traitement-a-lacide-oxalique-contre-le-varroa/ Sądząc po wypowiedziach, to "nieleczących" jest góra 5%. Mateusz
Dziękuję za Twój poświęcony czas!:) poczytam jutro. Teraz znalazłam pewien blog kogoś kto ma ule snozowe i w tym ule warre:)! Tej osoby chyba nie mam na tym forum. Postaram sie z nią skontaktować i zaprosić do podzielenia się wiedzą:) https://m.facebook.com/100083209664871/ https://nasnozach.blogspot.com/2022/04/pszczoy-na-snozach.html?m=1
Cześć! Mnie też mocno zastanawia kwestia leczenia warrozy w ulu Warré. Niedawno słuchałem webinaru pszczelarskiego, na którym weterynarz mówił,że nie można mówić o dobraniu metody leczenia warrozy jeżeli nie znamy dokładnego stopnia jej porażenia. W tym celu radził kontrolnie odsklepić 50 komórek z czerwiem i na tej podstawie proporcjonalnie oszacować stopień porażenia całej rodziny. Jak wiadomo, w ulu snozowym może to stanowić trudność z uwagi na plastry przymocowane do ścian ula. Z drugiej jednak strony nic nie stoi na przeszkodzie, żeby te plastry poodcinać nożem od ścianek ula. Czytam właśnie świetny podręcznik pszczelarski Juliana Lubienieckiego z połowy XIX wieku, w którym zachwala on zalety ula Jana Dzierżona, który był wynalazcą snoz. Uważa go za jedyny (na tamte czasy) racjonalny ul, bo wtedy w większkści gospodarowano w Polsce w barciach oraz różnego typu ulach kłodowych, które nie pozwalały na powtórne założenie plastra do ula lub przekładanie plastrów między ulami. Pisze tam wprost o "jedynej niedogodności", jaką jest konieczność odcięcia boków plastra od ścianek ula celem wyjęcia go. Nie mam jeszcze co prawda rodzin w ulu Warré - kończę budowę swojego pierwszego ula i ciągle się dokształcam, ale nie wyobrażam sobie braku jakiejkolwiek możliwości oceny stanu rodziny, obecności matki, porażenia warrozą itp., bo obserwowanie samego wylotka jest moim zdaniem niewystarczające. Dlatego myślę, że nie powinniśmy się bać używać noża do odcięcia plastrów od ścianek ula celem ich przejrzenia. I tak przeglądy uli Warré nie muszą być aż tak częste jak tych ramkowych :)
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Słowem komentarza powiem tylko, że ja żadnych przeglądów plastrów nie robię. Obserwacja wylotka to jedno, ale również sporo można się dowiedzieć rzucając okiem na wierzch gniazda, po zdjęciu poduszki. Tj. oszacować liczebność, nastrój rodziny, stan czerwia, ilość zapasów... Lubienickiego czytałem. Pisze bardzo sensownie, ale jakoś mi nie podszedł. Chyba z tego samego powodu, dla którego nie przekonuje mnie Ostrowska: oboje mają do pszczół stosunek bardzo akademicki, wszystko chcą zmierzyć, wszędzie zajrzeć, każdy problem naukowo rozwiązać, wyręczając w tym naturę. To niewątpliwie słuszne i chwalebne podejście dla badacza, ale ja nie mam ambicji doktoryzowania się z pszczół. Ot po prostu trzymam kilka rodzin i staram się możliwie najmniej wchodzić im w drogę. Znaczy samodzielne mają być, bo jak często powtarzam swoim dzieciom - ja wiecznie żył nie będę, i beze mnie też mają sobie poradzić. :) Mateusz
Filipie może rozważ budowę dennicy higienicznej tylko wymiarów warre?? Było by z tym trochę zabawy ale można wtedy robić chyba najbardziej precyzyjne pomiary osypów warrozy czy to naturalnych czy po leczeniu. Pszczoły nie mają jej jak posprzątać a i inne stworzenia wiekszy problem porwać na posiłek. Pomiar na podstawie osypu naturalnego może i jest typowo szacunkowy ale dość dokładnie przebadany i wiarygodny. I jeszcze możesz wstawić szybki w swoje korpusy. To by się czasem naprawdę przydało szczególnie początkującemu który dopiero uczy się co oznaczają poszczególne zachowania na wylotku. Ja w ogóle waham się nadal czy w następnych ulach zrobić dennice w typie higieniczne czy takie jak opat Warre. Bo może jakaś tam warroza spadnie na ziemię przez siatkę ale równie dobrze jak nie będzie siatki mogą ją tak pożreć inne stworzenia. A leczenie to już inna kwestia.
03fde2f232c908e9 d596644f3b48ef33 3822dcce8287f736 3587fcf4e52ae1a6 381fd0183ce251a1 adbad84e07febf67 c96c3670d67fbd8f 876e750f5d10a9e8
Mateusz, ja też nie chcę za często ingerować życie rodzin, ale u mnie wiąże się to z tym, że moje pasieczysko jest oddalone o 160 km od mojego domu i nie mogę tam być w każdej chwili, a do tego ul Warré jest wyborem idealnym :) Jak wszystko dobrze pójdzie, to chciałbym go otwierać tylko do dwóch głównych przeglądów, miodobrania i ewentualnie podkarmienia przed zimą. Chcę zachować u siebie ruchomość snoz (albo snozów jak pisał Lubieniecki). Kropaśkowa, mam już taką dennicę osiatkowaną :) Podpatrzyłem u kolegi w ulu wielkopolskim i zrobiłem sobie taką w formacie Warré :) Masz rację, kontrola osypu też bardzo pomaga :)
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Kropaśkowa - z tymi szybkami to masz rację w kontekście dydaktycznym. Przez szybki naprawdę fajnie widać rozwój rodziny, budowę plastrów itd... ale zimą to jest koszmar: szyby przemarzają, roszą, a pszczoły gromadzą się po przeciwległej stronie korpusu, byle jak najdalej od szyby. Próbowałem kilku podejść, różnych metod izolacji, bezskutecznie - zimą pszczoły za nic nie chciały być przy szybie. Wg mnie szyby, przynajmniej w naszym klimacie, to przepis na słabą zimowlę. Filip - a na czym konkretnie polegałyby te dwa przeglądy o których piszesz? Tzn do czego służą? Serio pytam, bo ja naprawdę nie mam potrzeby gmerać w ulach. Ja ule otwieram tylko w dwóch sytuacjach: podczas ich wyrajania i dla ewentualnego zbioru. No, w tym roku doszedł trzeci powód w postaci aplikacji varromedu. A mobilność snoz nie jest taka oczywista, bo plastry mało kiedy są równiutkie i regularne... Trochę może pomóc malowanie linii wosku pod każdą snozą lub użycie snoz o przekroju w kształcie litery V, ale to też nie jest żadne panaceum. Gwarancja mobilności to tylko w ramkach. Mateusz
O widzisz Mateusz! Dobrze że piszesz o wadach szyby! Taki kłopot to poważna sprawa a skoro tak to wolę obserwować już tylko wylotek. Filipie myślę że przy rzadkich przeglądach uli nie da rady zachować ruchomych plastrów. Moje rodzinki dostały proste plastry na typowej węzie pszczelej a od góry widać że cuda tam dorobiły. Co jest w środku gniazda nawet nie chcę sobie wyobrażać:) Fililie jeżeli to nie problem mógł byś pochwalić się dennicą;) choć ja na dziś dzień skłaniam się bardziej ku dennicy takiej jak u Warre i leczeniu według schematu to decyzja jeszcze nie zapadła i może mi się odwidzi:)
03fde2f232c908e9 d596644f3b48ef33 3822dcce8287f736 3587fcf4e52ae1a6 381fd0183ce251a1 adbad84e07febf67 c96c3670d67fbd8f 876e750f5d10a9e8
Mateusz, w trakcie przeglądu na wiosnę chciałbym się zorientować, jak czerwi matka i czy nie wymaga wymiany. To dla mnie ważne, bo potem może być za późno na podjęcie jakichś działań, a chciałbym mieć jak najsilniejszą rodzinę. Podczas przeglądu na jesieni również interesuje mnie kondycja matki. Jestem zwolennikiem łączenia rodzin przed zimą i chciałbym wiedzieć, którą z matek ewentualnie można wycofać przed zimą :) Do tej pory pracowałem tylko przy ulach wielkopolskich pomagając koledze w pasiece, więc będę musiał skonfrontować to z realiami uli Warré, ale myślę, że z czasem dojdę do swojego indywidualnego podejścia. Celuję w coś pomiędzy księdzem Warré oraz Lubienieckim, ale praktyka pokaże :)
03fde2f232c908e9 d596644f3b48ef33 3822dcce8287f736 3587fcf4e52ae1a6 381fd0183ce251a1 adbad84e07febf67 c96c3670d67fbd8f 876e750f5d10a9e8
Kropaśkowa, wrzucę zdjęcie jak wrócę rozjazdów :) Dennica to podstawa - dosłownie i w przenośni!
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Ok rozumiem. Twoje podejście jest mocno techniczne (przeglądy, łączenie rodzin, hodowla matek...). Ja z tych powodów porzuciłem ul Dadanta, nie odpowiadała mi taka ingerencja w pszczele życia i wymóg grzebania w ulu w każdy weekend. Nie mam przekonania, czy w Twoim przypadku ul Warré jest słusznym wyborem. Sam zobaczysz w praktyce jak się sprawy ułożą, ale z tą mobilnością plastrów możesz doznać rozczarowania. Jak już wspomniała Kropaśkowa, to jest mobilność bardzo umowna i krótkotrwała, a przy plastrach w pełni naturalnych (bez węzy) to ich kształt jest zupełnie nieprzewidywalny. Niektórzy Warreiści używają w swoich ulach Ludowych dwóch ramek na samym środku każdego korpusu. Właśnie po to, by móc je sobie od czasu do czasu łatwo wyciągnąć i oglądać. Reszta korpusu zaopatrzona jest w zwyczajne snozy (sześć sztuk). Być może i dla Ciebie mógłby to być jakiś realistyczny kompromis. Zresztą ja też używam kilku ramek w swojej pasiece (jedną albo dwie na cały ul). Nie po to, żeby je oglądać, tylko po to żeby mieć możliwość zabrania ich w czysty sposób podczas miodobrania, łatwego przechowania przez jakiś czas i podania w razie późniejszej potrzeby młodym rodzinom. Tych moich ramek nie wstawiam na środek, tylko nieco z boku korpusu właśnie dlatego, że nie o przeglądy mi chodzi, tylko o niewielką mobilność zapasów. Od dołu wygląda to tak: https://imgpile.com/images/bIBZJa.jpg Na upartego to plastry też można wyselekcjonować i przechować, ale z ramką jest po prostu dużo prościej i nie ma ryzyka uszkodzenia komórek podczas wyciągania i przechowywania. Mateusz
03fde2f232c908e9 d596644f3b48ef33 3822dcce8287f736 3587fcf4e52ae1a6 381fd0183ce251a1 adbad84e07febf67 c96c3670d67fbd8f 876e750f5d10a9e8
Mateusz, zbyt surowo mnie oceniasz :) Szukam kompromisu między naturalnym chowem pszczół w barciach oraz współczesnymi, wielkotowarowymi pasiekami w styropianie, gdzie liczy się ilość. Nigdy nie myślałem o hodowli matek, ale chciałbym mieć jakiś wpływ na to, co dzieje się w ulu choćby dlatego, by nie stracić rodziny z powodu choroby czy strutowienia itd. Czasem jeszcze jest szansa, by jakoś im pomóc. Poza tym, tak jak pisałem, moje pasieczysko jest daleko od miejsca zamieszkania i chcę, żeby pszczoły w miarę możliwości same ogarniały większość rzeczy :) Pomysł z ramkami jest ciekawy, ale bardziej myślałem o półramkach, bo częściowo zwiększają mobilność plastrów, a jednocześnie nie są tym co zwykłe ramki z węzą. Nigdy o to nie pytałem, ale jak Ci się udaje uzyskać idealną szczelność połączeń między korpusami? Zbudowałem jak dotąd 5 korpusów i jedne przylegają do siebie perfekcyjne, a między innymi mam miejscami szczeliny na niecały milimetr. Filip
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Z hodowlą to faktycznie ja sobie dopowiedziałem. Pisałeś o "wymianie matek", stąd założyłem, że te zamienne matki sam sobie hodujesz... No ale równie dobrze można je kupić z zewnątrz. Jeśli o korpusy idzie, to aby nie było szpar trzeba spełnić dwa oczywiste warunki: deseczki muszą mieć identyczną wysokość i muszą być idealnymi prostokątami. Pierwszy warunek jest łatwo spełnić dysponując jakąkolwiek prowadnicą. Ustawiam sobie prowadnicę w pile na 21cm i docinam kolejno wysokość 4 deseczek, z których mam zamiar złożyć korpus. Sam wymiar 21cm nie musi być bardzo dokładny, ważne tylko aby wszystkie boki korpusu były identycznej wysokości. Z drugim warunkiem jest trudniej, i bywa że kąty wychodzą mi słabe, przez co korpus po złożeniu "giba się" i pojawiają się niewielkie szpary. Dla mnie to w praktyce nie problem bo buduję korpusy z daglezji. To miękkie drewno jest i w ulu, pod wpływem ciężaru, układa się równiutko do sąsiada z dołu. Przy sztywnym drewnie, albo bardzo grubych ściankach, szpary mogą jednak się opierać... Wówczas pozostaje zeszlifować korpus (lub na bogato: wyrównać na strugarce-wyrówniarce), albo po prostu poczekać, aż pszczoły sobie zapropolisują szparę. Mateusz
03fde2f232c908e9 d596644f3b48ef33 3822dcce8287f736 3587fcf4e52ae1a6 381fd0183ce251a1 adbad84e07febf67 c96c3670d67fbd8f 876e750f5d10a9e8
Też mam problem z tym gibaniem się i niekiedy pojawiają się szczeliny między korpusami. Ściskam je pasem ładunkowym z grzechotką i w większości to pomaga, ale czasem szczeliny zostają. Zastanawiam się, do jakiej szerokości nie sprawia to dla pszczół problemu z zakitowywaniem.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Nad tym pytaniem nie ma potrzeby się zastanawiać, bo to temat ściśle obadany i udokumentowany. Bee space, tj. odstęp pszczeli, wynosi 6-9 mm. Tzn. odstęp do 6 mm pszczoły zakitują, a powyżej 9 mm zabudują. W praktyce można uznać, że jeśli pszczoła nie przelezie przez szparę to nie ma problemu. Mateusz

imię, nazwisko lub pseudonim

hasło (opcjonalne)


Zaznacz tylko PIERWSZE pole: