GłównaSchematPodręcznikLinkiForum
skocz do końca odpowiedz lista wątków

Wiosna za pasem

ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Lada chwila wiosna zawita na dobre i rozpocznie się kolejny sezon dla naszych podopiecznych. Kto nie ma na stanie wolnych korpusów, powinien już teraz zaplanować dorobienie nowych. Ja planuję spędzić na tym weekend wielkanocny, bo tylko wtedy będę miał na to parę godzin. A potem: - podłożyć korpus każdej rodzinie, która buduje w wiatrołapie - porozstawiać parę rojołapek* (kto wie, może coś się złapie fajnego) - zacząć przygotowywać się do wyrojeń No i warto już teraz zacząć myśleć o leczeniu. Jak, kiedy, czym... Mateusz * Praktyczną rojołapką jest dwukorpusowy ul Warrégo z pełną dennicą, bez snóz w dolnym korpusie i z kawałkiem starego suszu doczepionym do snóz górnego korpusu.
Tak się składa że chyba będę mieć taką rojołapkę. Tylko plastry nie są przeczerwione... To też się nadaje??? Mój jedyny ul (pomimo że widzę pszczoły z "gorszym samopoczuciem"), jest głośny i bardzo tłoczny. Gdy jest ładna pogoda wylotek wydaje się za mały. Żółto od pszczół z pylkiem. Słychać go z kilku metrów. Może dadzą radę...
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Plastry wydaje mi się, że wszystko jedno jakie są - byle były. I nie musi być ich dużo, kawałek jednego plastra dowiązany drutem do snozy wystarczy. To chodzi chyba tylko o to, żeby pszczoły pomyślały "Ocho, przodkowie tu byli - skoro miejsce im się spodobało to coś musi być na rzeczy!".
> Mój jedyny ul (pomimo że widzę pszczoły z "gorszym samopoczuciem"), jest głośny i bardzo tłoczny. Gdy jest ładna pogoda wylotek wydaje się za mały. Żółto od pszczół z pylkiem. Słychać go z kilku metrów. Może dadzą radę...
Trudno wyrokować tak z daleka i bez wizji, ale to, co piszesz, brzmi bardzo obiecująco. Jeśli dobrze pamiętam, to ul jest na dwóch korpusach, ale tylko jeden jest zabudowany? Jestem nieco zaskoczony, że malutka rodzina jest już tak aktywna. Swoją drogą - skończyło się na dwóch porcjach Varromedu, czy trzeba było powtarzać trzecią dawką? I jak kształtował się osyp? Cieszy fakt, że zabieg najwyraźniej nie zaszkodził - a może pomógł. Mateusz
Rodzina jesienią miała zbudowany jeden korpus plus zaczątek drugiego. Ta rodzina latem wieczorami oblepiała przednią ścianę ula jakby było ich multum. Jako ilość, oceniana przez obloty, to byla moja najwieksza rodzina ze wszystkich. No i jest. Zimą miały osyp prawie żaden. A osyp warrozy jest duży. Dziś zakropię je trzeci raz i nie wiem co dalej.. Za pierwszym razem liczyłam 30, 37, 52 i przestałam. Po drugim kropieniu było 25 i drugiego dnia już tylko rzuciłam okiem na płytkę i nawet nie liczyłam. Dużo było. Kropie trzeci raz. W instrukcji jest aby wiosną kropić do 3 razy i chyba powinnam się tego trzymać. Nie wiem... One wyglądają jakby w ogóle nie były leczone patrząc na ten osyp. Teoretycznie powinno ich nie być. Nie wiem jakie leczenie zastosować wiosną. Na pewno nie użyje tych parowników do KM. A leczenie moim zdaniem nie jest obojetne, jakoś szkodzi im na pewno. Podaję wodę do leczenia jak nakazują w instrukcji a i tak są trupy. Po pierwszym mało po drugim sporo. I sporo pszczół zmarnowało się w zimne dni. Część jest osłabiona przez warroze a część na pewno przez leczenie. Trudno to opisać. Widać pszczoły które ewidentnie wylazły z ula/lub zostały wyrzucone i już braknie im sił wrócić. Wydaje mi się że giniecie pszczół z racjj tylko wieku wyglada inaczej. Tym bardziej że właśnie po leczeniu takie zjawisko wystepuje w zauważalnej skali. Obserwuję je bardzo czesto więc mam jakieś odniesienie.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Osyp rzędu 20 dręczy dziennie o tej porze roku?? To faktycznie katastrofa.... Wg. francuskich organów weterynaryjnych, osyp powyżej 5 dręczy dziennie w marcu/kwietniu to znaczne ryzyko wyginięcia rodziny w krótkim czasie. Może ta rodzina w ogóle nie przestaje czerwić, skoro mówisz że ledwie w ulu się mieści. Jakaś włoska genetyka, albo hybryda buckfasta...? Dla dręcza, taka aktywna rodzina to idealny klient do pasożytowania. Aż dziwne, że się ta rodzina jeszcze tak dobrze trzyma. A skąd niechęć do KM? Ja z KM nigdy nie korzystałem więc trudno mi się wymądrzać, ale z tego co czytałem na warreistowych forach to ludzie sobie chwalą KM właśnie w takich podbramkowych sytuacjach. Problemy o których czytałem wynikały zazwyczaj z błędu w dawkowaniu lub złej aplikacji, ale to chyba głównie za sprawą tego, że ludzie używali jakichś domowych mikstur, gąbek kuchennych i podobnych wynalazków zamiast polegać na handlowych preparatach. W każdym razie nie za bardzo widzę alternatywę do kwasów... No chyba, że amitraza, ale to już przemysłowa trucizna. :-/ Mateusz
Mateusz nie wiem czy mnie dobrze zrozumiałeś. Ja nie znam średniego dobowego osypu. Nie sprawdzałam. Ja mówię o ilościach jakie sypią się po varromedzie. Jak rozumiesz tę tabelę: https://imgpile.com/images/KCqjj4.md.jpg Bo ja tak że tej rodziny powinno już nie być. A moje osypane rodziny wyglądały dokładnie tak: https://imgpile.com/images/KC216a.md.jpg
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> nie wiem czy mnie dobrze zrozumiałeś. Ja nie znam średniego dobowego osypu. Nie sprawdzałam. Ja mówię o ilościach jakie sypią się po varromedzie.
Faktycznie, trochę za szybko czytałem - założyłem, że te pierwsze liczby dotyczyły osypu przed leczeniem. Rozumiem, że osypu przed leczeniem nie liczyłaś? Po Varromedzie to tym lepiej, że jest osyp - aczkolwiek za drugim razem mógłby być mniejszy... Widać musisz już mieć sporo czerwiu i dręcz się na bieżąco wykluwa. Mam nadzieję, że osyp po trzecim kropieniu będzie już dużo mniejszy. Stowarzyszenie pszczelarzy z Alzacji twierdzi, że jeśli w ciągu 6 dni po kropieniu spadnie łącznie mniej, niż 150 dręczy, to jest już dobrze (str. 7). https://asapistra.fr/sites/default/files/VarromedGuideAsapistra1902.pdf A na str. 12 mówią, że póki osyp jest powyżej 150 dręczy w ciągu 6 dni, to kropienie trzeba powtarzać (w drugim przykładzie pokazują 5 kropień pod rząd) i że jedyne na co trzeba zwracać uwagę, to nie przekroczyć 9 kropień w ciągu roku.
> Jak rozumiesz tę tabelę (...)
Wydaje mi się, że tabela nie ma na celu wskazania jakiejś granicznej wartości, po której rodzina jest bezpowrotnie skazana, tylko stara się dydaktycznie podpowiedzieć, że nawet lecząc rodzina polegnie jeśli leczenie wykonywane jest za późno. Podejrzewam, że sugestia jest tu taka, że leczyć należy jak najwcześniej, nie czekając na czerw. Inna sprawa to to, że sam dręcz w sumie nie jest głównym problemem, tylko te wszelkie poboczne choroby które wywołuje. Jak sądzę, bardzo duża ilość dręcza w krótkim czasie jest mniej szkodliwa dla rodziny, niż średnie ale przewlekłe zadręczenie. Być może tłumaczy to, dlaczego Twoja rodzina jest (póki co) tak dynamiczna? Po prostu nie zdążyła jeszcze rozwinąć zbyt wielu około-dręczowych patologii. Mateusz
Po kilku dniach obserwacji po 3 kropieniu chyba one jednak nie przetrwają. Coś się sypią...czy to leczenie czy warroza... Być może leczenie bardzo osłabia zmęczone warrozą pszczoły. Osyp mają mniejszy ale nadal duży. Dziś znalazłam przed ulem wyrzucone zdeformowane trutnie. Skrzydła, odwłoki. Zwątpiłam że się uratują. Jestem zła na siebie że zdecydowałam się na KM w tych podajnikach.. To u mnie nie działa najwyraźniej. A może w ogóle działa tylko tym których pszczoły są w stanie przetrwać dzięki kontrolnemu odymianiu...
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Osyp mają mniejszy ale nadal duży. Dziś znalazłam przed ulem wyrzucone zdeformowane trutnie. Skrzydła, odwłoki.
A jaki masz osyp dręcza po trzecim kropieniu? Z tego co się orientuję, to powinien być albo poniżej 150 sztuk dręcza w ciągu 6 dni po leczeniu, albo poniżej 5 szt. dziennie jeśli mierzyć osyp naturalny (czyli co najmniej tydzień po leczeniu). Jeśli jesteś mniej więcej w tych granicach, to pozostaje już tylko zostawić pszczoły w spokoju licząc, że się wykurują i rozwiną, a do tematu leczenia powrócić dopiero latem. Jeśli natomiast jesteś nadal powyżej tych granicznych wartości, no to coś trzeba zrobić... Szczerze jednak powiem, że nie wiem co. Czwarte kropienie? Kwas mrówkowy? Amitraza? Przeniesienie rodziny na gołe deski? Opcji jest kilka, ale co jest najmniejszym złem - nie mam pojęcia.
> Jestem zła na siebie że zdecydowałam się na KM w tych podajnikach.. To u mnie nie działa najwyraźniej.
Chodzi pewnie o te "cegiełki", o których wspominałaś tutaj: https://ulwarre.pl/forum/?thread=1687854925 Nie wiem co to był za produkt, ale czy słusznie podejrzewam, że mowa o jakimś rzemieślniczo-domowym sposobie? Sam kwas mrówkowy jest (z tego co słyszałem) bardzo skuteczny i duża część warreistów korzysta z niego w podbramkowych sytuacjach. Problem leży w jego aplikacji, bo robiąc domowe eksperymenty łatwo coś przeoczyć i leczenie może faktycznie nie zadziałać tak, jak powinno (dawka, temperatura, tempo parowania, typ podajnika... zmiennych jest kilka). Dlatego gdybym sam miał kiedyś leczyć KM to na pewno użyłbym do tego handlowego środka ze stosownym atestem i ulotką. Mateusz
Najpierw o KM. To są cegiełki parowniki które są od kilku już lat w handlu i są nawet polecane przez sporą część pszczelarzy. Wynalazca wypracował metodę na ulach bardzo podobnych gabarytowo do warre, korpusowych pionowych, chyba wlkp. Już teraz dokładnie nie pamietam. Są przeciwnicy metody ale raczej z zawiści. Znalazłam że niektórzy sami wytestowali cegiełki i uznali że faktycznke odparowywują kwas tak jak powinny. Dlaczego więc moje pszczoły pomimo letniego leczenia KM wybudowały aż tyle warrozy...? Na inne urządzenia nie zdecydowałam się bo wymagają one dobrania dawek indywidualnie. Obserwacji i ewentualnej korekty na bierząco. Dla ula warre nikt ich nie podaje. Nie jestem w stanie przekopać całego internetu żeby to doprecyzować dla warre. Jeszcze na pewno są różnice gdy pszczoły mają tylko wylotek lub siatkę w dennicy. Bez problemu można znaleźć jak to ktoś otruł sobie pszczoły bo źle użył parownika. Stąd mój wybór cegiełek które ponoć z racji składu i sposobu produkcji w równomierny sposób wysychają z KM. Co do osypu po trzecim kropieniu to po pierwszej dobie było ok 30 i po kilku dniach znowu ok 30. Jak po pierwszym zobaczyłam taką ilość to już nie gmerałam im codziennie. Bo to i tak za dużo. To przecież tylko 1/3powierzchni dennicy a jeszcze mrówki pewnie coś ukradły. Ponad 150szt jest na 100%. Samo to że tak wyglądały trutnie. Jak muszą wyglądać pszczoły...? Kondycja wiosennych pokoleń jest na pewno fatalna. Czy one nadają się żeby rodzina nie wymarła? Co do przesiedlenia ich na dechy: Jak wpłynie to na strukturę rodziny?? Wyczerpują się pszczoły które przeżyły zimę. Nowe prawdopodobnie są słabe, może z dysfunkcjami. Wydaje mi się że taki zabieg o tej porze roku im nie pomoże, nie uratuje tej rodziny. Czy mylę się według Ciebie?
Tak na prawdę myślałam o czymś takim żeby wydymić pszczoły z korpusu z czerwiem, przynieść go do domu, wyciąć czerw i oddać pszczołom stawiając na górę. Ale nie czuję się kompetentna żeby zrobić taki manewr bez konsultacji z kimś lepiej znającym biologię pszczół. A nie bardzo mam z kim się skonsultować bo teraz to wszyscy pędzą pszczoły jak mogą. Warroze załatwili jesienią dymkiem i skupiają się na maksymalnym rozwoju rodziny. Nie wiedzieli by nawet co mi doradzić.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> myślałam o czymś takim żeby wydymić pszczoły z korpusu z czerwiem, przynieść go do domu, wyciąć czerw i oddać pszczołom stawiając na górę.
Ja bym się na to nie pisał. Takie rzeczy się robi kiedy ma się dwa zabudowane korpusy - zabiera się ten dolny (z czerwiem) i przegania pszczoły na górę. Ty masz tylko jeden zabudowany korpus, na snozach. Wycięcie z tego czerwiu wydaje mi się mało realistyczne, z plastrów zostaną szczątki i wszystko będzie zapaćkane miodem. Jeśli iść w kierunku likwidacji czerwia, to wydaje mi się że są dwie możliwe opcje: albo zabrać korpus z czerwiem i przegonić po pszczoły na gołe deski, albo oddać im ten korpus po paru godzinach, po zabiciu dręcza i czerwiu. Aczkolwiek jak dręcza wykończyć nie wiem - może włożenie korpusu do zamrażarki na parę godzin mogłoby być skuteczne? Ale to już trochę zaczyna przypominać zabawę w Dr. Frankensteina. Jeśli chodzi o zwyczajne przegonienie pszczół na gołe deski, to wydaje mi się to ryzykowne, bo to rodzina która zaczyna być wymęczona, zimowa pszczoła powoli wymiera i na dniach potrzebne będą młode pszczoły. To nie za bardzo czas, żeby im kazać budować plastry od nowa... tym bardziej, że wśród zimowych pszczół nie ma przecież woszczarek. Gdyby to był mój ul, to myślę że zostawiłbym go tak, jak jest, licząc, że dręcz został już wystarczająco ograniczony aby dać rodzinie szansę na rozwój wiosenny, i dopiero jak rodzina wróciłaby do siły (kwiecień/maj) to przegoniłbym ją do pustego ula wraz z jednorazowym kropieniem varromedem. Ale czy to optymalne podejście? Nie mam pojęcia. Zarzuciłem temat na francuskim forum. Może pojawią się jakieś pomysły których nie znam. Jeśli cokolwiek z tego wypłynie ciekawego to dam znać. http://ruchewarre.net/viewtopic.php?f=6&t=10879 Mateusz PS. Tutaj piszą, że zamrożenie plastrów na 48h zabija dręcza... https://galenafarms.com/blogs/maintaining-a-hive/how-to-kill-varroa-mites#anchor-11
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Zarzuciłem temat na francuskim forum. Może pojawią się jakieś pomysły których nie znam. Jeśli cokolwiek z tego wypłynie ciekawego to dam znać.
"Pille" z francuskiego forum sugeruje, żeby pszczołom podmienić korpus na jeden z suszem lub zapasami po którejś z wcześniej osypanych rodzin (żeby zlikwidować czerw, ale jednocześnie nie wymagać od pszczół budowania plastrów od zera). Zakładam, że te korpusy już są dawno przetworzone (sam też bym je od razu przetworzył i wyczyścił) więc pomysł jest awykonalny, ale jako że myśl jest ciekawa to o niej wspominam. Założenie jest tu takie, by nie utylizować od razu korpusów po rodzinach które spadły zimą, tylko zachować jeden albo dwa do wiosny na wypadek gdyby trzeba było jakąś mocno zawszoną rodzinę wyczyścić z dręcza. Pille jednocześnie zauważa, że osłabiona rodzina może nie zdołać wyczyścić plastrów z zamrożonym czerwiem wystarczająco szybko, i ten mógłby zacząć gnić, pogarszając tym samym warunki życiowe pszczół... Rzeczywiście, jest takie ryzyko. Ale z braku innych alternatyw może gnijący czerw jest mniejszym złem, niż dręcz? Trudno powiedzieć. Mateusz
Moim zadaniem ogłe dechy odpadają zupełnie. Pszczoły straciły by zapasy pyłku i miodu. Nie ta pora roku. Nadal czesto jest zimno i deszczowo i nie da się latać. Z wycinaniem czerwiu było by pewnie tak jak piszesz. I skoro o tej porze roku nie ma jeszcze woszczarek to też odpada. Wydaje mi się że dręcza ale i czerw zabiło by odpowiednie stężenie KM. Korpus do worka foliowego i jeja. Tylko jaka dawka i jsk długo pojęcia nie mam. Dane dla pszczół/czerwiu gdzieś kiedyś czytałam. A drecz...musiała bym poszukać. Nie wiem też ile by trzeba wietrzyć i czy pszczoły dały by radę to wszystko posprzątać. Mnóstwo pracy powyjmować tyle zamarłego czerwiu. Dziękuję za napisanie na francuskim forum! Osyp dobowy na pewno mam za duży. Rano było 5szt a to przecież 1/3dennicy i dziś też dwa trutnie wtwalone. Na dziś wieczór jestem nastawiona na jutrzejsze czwarte kropienie..
Pisaliśmy razem. Tak się składa że mam jeszcze korpusy po tej rodzinie która osypała się jako ostatnia....
Stoją sobie nie ruszone. Nie wiem ile tam pyłku i w jakiej formie. Na pewno ma resztki zamarłego czerwiu. Czy ma motylice. Choć tu jednej nocy było-6, może zamarzła.
Ja też uważam że w razie załamania pogody ten martwy czerw mógł by stać się dużym problemem. A czy pwinnam dawać im korpus po nieboszczykach.. Co jeśli część komórek z pyłkiem zapleśniała? Co jest w pojedyńczych komórkach zamarłego czerwiu?
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
W gołe deski to i ja nie wierzę. Co najmniej miesiąc za wcześnie. Kwasu mrówkowego nie sugeruję, bo choć faktycznie mógłby być dobrym rozwiązaniem, to nie ma gwarancji że a) zadziała (bo temperatura, dawka, itd) i czy b) nie dobije matki. Czwarte kropienie wydawało mi się sensowne do momentu, kiedy podałaś liczby osypu... bo wynika z nich, że dręcz regeneruje się niemal tak szybko, jak go zabijasz. A pszczół z każdym dniem ubywa... Mam wrażenie, że przy tak wysokim stopniu zawszenia wynik tego wyścigu jest mocno niepewny. Obecnie konsensus francuzów jest taki, że: - nie ma na co czekać, bo każda nowo-wykluta pszczoła jest mało wartościową, ułomną i schorowaną robotnicą więc rodzina zamiast dojść do siły może się równie dobrze pogrążyć - przy mocnym zawszeniu kwas szczawiowy zadziała tylko, jeśli zlikwiduje się czerw (poprzez zamrożenie lub porysowanie plastrów, albo ich wymianę) - jeśli nie likwidujemy czerwiu, to pozostaje tylko kwas mrówkowy Skoro masz korpus po nieboszczyku, to może warto go otworzyć i zajrzeć jak tam wygląda? Nie ma pszczół, więc nic nie ryzykujesz. Jeśli plastry wyglądają znośnie, to przegonka rodziny do takiego korpusu może być najrozsądniejszym rozwiązaniem. Czerwiu nie powinno tam być dużo, bo rodzina osypała się w środku zimy, a trochę pleśni zaszkodzi na pewno mniej niż setki dręczy. Gdybyś miała możliwość wstawić ten korpus na kilka godzin do jakiejś dużej zamrażarki (typu PRLowski Mors), to już w ogóle byłoby super. A po przegonce: jedno, ostatnie kropienie i koniec. Na dziś to wydaje mi się najoptymalniejsze. Ale ja nigdy nie próbowałem ratować w taki sposób swoich rodzin, więc traktuj to proszę jako czystą teorię (aczkolwiek podpartą opinią innych warreistów, którzy najwyraźniej już to przerabiali). Mateusz
"Kwasu mrówkowego nie sugeruję, bo choć faktycznie mógłby być dobrym rozwiązaniem, to nie ma gwarancji że a) zadziała (bo temperatura, dawka, itd) i czy b) nie dobije matki." Pisałam o traktowaniu tak zabranego pszczołom korpusu, czyli bez pszczół. Ale argument z za dużą ilością trupów wykreśla ten pomysł. Zrobię więc tak że: Obejrzę korpus po umarlaku. Jak będzie bez pleśni i zniszczeń motylicy to wydłubię te pojedyńcze komórki czerwiu (było ich zaledwie kilka). Dam go pszczołom, a ten ich w którym mają czerw przyniosę do domu, wykroję ten czerw i po tym oddam pszczołom jako dolny korpus i zakropię towarzystwo warromedem. Nie stracą swoich tegorocznych zbiorów pyłku. Mam nadzieję że pogoda się nie popsuje i mi się to uda.
Dziękuję!!!
Hmmm.. Według prognozy pogody jutro tego nie zrobię. Ma być 9-10stopni i może kropić. W sobotę może.
Obejrzałam dziś ten korpus po zmarłych pszczołach. Wygląda nawet bardzo dobrze. Bez pleśni. Te kilka czerwi z jesieni było na samym dole to usunęłam te kawałeczki plastrów. Są jakieś dwa nie całe plastry na czerw a reszta zapasy. Może z jedna kupa na plastrze się znajdzie. Ogólnie cały ul w środku czysty. Nie widać motylicy. Jutro więc działmy. Dziękuję! jeszcze raz! za napisanie na francuskim forum. Bez tego zostało by tak jak jest z raczej marnym skutkiem. A tak pojawia się jakaś nadzieja.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Trzymam kciuki! Sam jestem ciekaw, co z tego będzie. Z poczucia obowiązku podaję niżej opinie, które pojawiły się w międzyczasie po francuskiej stronie. Żadna z nich do mnie nie przemawia. W nawiasach moje komentarze. Mateusz
> "Varromed nie zadziałał, bo rodzina ma za dużo czerwiu, w takiej sytuacji należy użyć pasków glicerynowych"
(chodzi o powolną, długotrwałą dyfuzję kwasu szczawiowego) o przegonce pszczół do korpusu po umarlaku:
> "Jeśli jest pewność, że w tym osypanym korpusie nie było ani zgnilca, ani nosemy, to czemu nie, ale ja zostawiłbym je samym sobie tak, jak to robię z wszystkimi swoimi rodzinami"
> "Należałoby przede wszystkim zmierzyć osyp naturalny. O tej porze roku nie powinien przekraczać jednego dręcza na 24h. Jeśli osyp jest większy, to zastosowałbym teraz kilku leczeń flash z KM"
(leczenie "flash" to krótkotrwała dyfuzja kwasu mrówkowego w wysokim stężeniu - wg. kanadyjskich badań 4 takie leczenia pod rząd pozwalają pozbyć się 95% dręczy)
Czy nosemy nie ma na 100% nie wiem. Osyp dobowy jak już pisałam mam zdecydowanie za duży. A zostawiła bym tak jak jest gdybym miała więcej rodzin. Jak się ma jedną to wiadomo jak jest. W Polsce z tego co czytałam paski glicerynowe z kwasem szczawiowym stosuje się jesienią. Gdybym te paski miała to pewnie bym je dała zamiast waromedu. Ale nim je dostanę będzie wtorek albo środa. Może zamówie. Pomyśle. Tylko wtedy chyba nie powinnam kropić dzisiaj. Puki co zamieniam korpus jak się pogoda nie popsuje. Sam Warre pisze że pszczoły natychmiast zakładają nowy czerw. To wydaje mi się najsensowniejsze. Nie wiem czego spodziewać się w przebiegu takiej operacji....mnóstwo pytań z racji małego obycia z pszczołami. Najbardziej obawiam się czy uda mi się wygonić pszczoły w górę.
Dobra. Dokopałam się w książce że łatwiej będzie gonić w dół. Tak Waree zaleca szukać matki.
Nie wiem, czy w dół łatwiej. Tzn nigdy nie próbowałem. Przy szukaniu matki Emil goni w dół, ale myślę że chodzi mu o "efekt sita": robotnice schodzą na dno, a matka zostaje na kracie odgrodowej i łatwo ją pobrać. Gonienie do góry (pukaniem i odymianiem) ma tę zaletę, że pszczoły podczas przeprowadzki będą brzęczały i gubiły dręcza, który grawitacyjnie opadnie w dolne korpusy i tam zostanie. Przy gonieniu w dół też opadnie, ale po chwili znów spotka się z pszczołami. To zresztą może być ciekawy eksperyment: wstawić lepką wkładkę przed przeprowadzką i policzyć potem ile dręcza spadło podczas przegonki (przy czym duża jego część pewnie i tak zatrzyma się na plastrach). Założenie nowego czerwiu na 100% będzie natychmiastowe, bo matka nie potrafi zatrzymać czerwienia, więc jeśli tylko będzie miała plastry to będzie w nie czerwić. No chyba że z matką coś nie tak, ale wtedy i tak będzie kaplica. Jeśli o paski glicerynowe chodzi, to na forum fr ktoś poleca "Aluen Cap", ale to zdaje się niedostępne w PL. W FR zresztą też nie, oni to chyba przemycają z Hiszpanii, znajomy zawodowiec w Warré mi o tym kiedyś wspominał. Google podpowiada, że w PL można natomiast znaleźć paski rodzimej produkcji (acz nie wiem jak z legalnością to wygląda, bo atestu weterynaryjnego chyba póki co nie mają). Mateusz
Ja sobie dam spokój z lepem w tym zabiegu. Plastry nie sa idealnie proste. Nie wiem co zastnę w dolnym korpusie, więc nie wiem czy on zostanie czy postawię pusty. Spróbuję gonić w dół jak nie pójdą to w górę. Zobaczymy czy wiary będzie mi pomagał czy nie. Czekam na mężową pomoc puki co i wyciagam wyklute kurczęta z inkubatora. I sresuje się co nie miara.
No jakoś zrobione i teraz nie wiem czy dobrze że jednak zrobione... Jakoś przerażenie że o tyle pszczół mniej będzie w tym ulu. Na 4plastrach był czerw. To chyba dużo. Jak wyciągam czerw pszczeli warrozy nie widze. Na jednym trutowym widziałam ale też jakoś bardzo dużo nie grzebałam w tych larwach. Trafiły do mojej ziemianki gdzie zamarzną. Nie udało się jednak ocalić pyłku który sobie nazbierały bo był razem z czerwiem i na skrajnym plastrze który musialam wyjąć. Trochę zdeformowanych pszczół widziałam w czasie całej operacji. Kilka zdeformowanych trutni. Pszczoły na maksa obsiadają cały jeden korpus. Część była w terenie bo było południe. Teraz boję się czy nie ucierpiała matka... Pszczoły z czerwiu zeszły ale z miodu za nic nie chciały. Już byłam bliska rezygnacji. Trzeba było sporo dymić. Mam nadzieję że nie udusiły matki w okłębieniu. Nie wściekły się ani teoche na nas. Powinnam chyba za jakis czas sprawdzić czy jest czerw na tych wolnych plastrach w podarowanym korpusie. Dostały nowe ciasto z 8%pyłku. Będą chciały to zjedzą. Tamtego podanego 4tyg temu została resztka. Zakropiłam je oczywiście, trochę to pomogło przepędzić je w dół. Mam nadzieję że bardziej im to pomoże uwalniając od warrozy niż zaszkodzi że straciły czerw i część pyłku. W tym korpusie który dostały też powinny znaleźć trochę pyłku. Utwierdzam się tylko do mojej niecheci do grzebania w ulach. I nie że mi szkoda czerwiu tylko po porostu utwierdzam się że nie odpowiada mi gospodarka tradycyjna która polega na ciągłym mieszaniu pszczołom w ulu. Na przyszłość rozmyślam jak sensownie zastosować metody hodowlane walki z warrozą.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Cały korpus pszczół, cztery ramki czerwiu, intensywne loty... To wszystko brzmi jak bardzo dynamiczna rodzina. Chyba nie było z nią aż tak źle, mimo tych przerażających ilości dręcza. Zakładając, że matce nic się nie stało podczas przeprowadzki, i że rodzina nie odziedziczy jakiejś nosemopodobnej dolegliwości po poprzednich lokatorach, to może być tylko dobrze. Być może warto rozważyć późniejsze oddanie im tego dzisiaj zabranego korpusu? Skoro rodzina jest taka aktywna i ambitna, to dając im zabudowany korpus, przy odrobinie szczęścia i dobrej pogodzie może udałoby się z niej zrobić drugą rodzinę jeszcze w tym roku. Mateusz
One dostały ten korpus jako dolny. Bo dokładnie wyglądało to tak że pszczoły z miodu nie chciały zejść za nic więc zdecydowałam że wyciągam snozy. Plaster urywał się na granicy czerw zapasy (na przyszłość takich operacji muszę zorganizować sobie podcinacz). Po lekkim podcięciu wyjmowałam czerw z ula do wiadra a snoza z paskiem zapasów wracała na swoje miejsce. Jednocześnie wyjete były dwie snozy żeby było się jak ruszać. Licząc dokładnie czerwiu było 3 plastry bo 2plastry obustronnie a dwa tylko po stronie od środka gniazda. Widok sporej liczby wadliwych pszczół i trutni (trutni było mało ale mało który był ok) daje mi mieszane uczucia. Pocieszające jest że te wszystkie wirusy warrozowe uaktywniają się głównie gdy warroza żreuje na pszczołach a my tym zabiegiem wywaliliśmy 90% sztuk. Ten który to doradził chyba dobrze doradził. Z ciekawości wpisałam co na to strony pszczelarskie to jest to ponoć zabieg ratujący.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
No to widzę, że nie było różowo :) Jeśli dobrze rozumiem to najpierw powiększyłaś gniazdo, podstawiając od dołu zabudowany korpus z zapasami, po czym próbowałaś przegonić pszczoły w dół aby zabrać im najwyższy korpus. Jako że nie chciały zejść, to dokonałaś chirurgicznych cięć. Trudno powiedzieć, dlaczego pszczoły nie chciały zejść. Mi schodzą bez problemu, aczkolwiek gonię je w dół wyłącznie w kontekście zbioru miodu. Czyli inna pora roku, inny skład rodziny, no i przede wszystkim mają wówczas "swoje" plastry pod spodem (z czerwiem), więc może chętniej się w nie chowają. Pszczoły na pewno chętniej się przenoszą, jeśli mają dużo miejsca. Tzn. goniąc je w górę zawsze stawiam im dwa puste korpusy, a nie jeden, bo przy jednym są mniej zmotywowane. Cięcie plastrów to bardzo żmudne i przykre zajęcie. I tak miałaś szczęście, że w ogóle udało się te plastry wyciągnąć - w większości moich uli to byłoby niemożliwe bo plastry są mocno pokręcone, a nierzadko też połączone między sobą. Wniosek chyba można z tego wszystkiego wyciągnąć tylko taki, że trzeba robić wszystko, by nie było nigdy potrzeby uciekać się do takiej mikrochirurgii. A jeśli tego typu czynność miałaby mieć miejsce częściej, to chyba już lepiej robić to na współczesnym ramkowcu... Oby się tej rodzince teraz polepszyło. Mateusz
Cześć, widać po wpisach, że walka trwa do ostatniej pszczoły. Ostatnio sporo czasu poświęciłem na edukację i wielu pszczelarzy naukowców radzi w takich sytuacjach wymienić matkę na nową. Warunkiem jest żeby była to matka unasienniona ze sprawdzonym czerwieniem. Wg literatury w silnie porażonych przez warroa rodzinach, pasożyty żerują również na matce co negatywnie wpływa na potomstwo. W amatorskich pasiekach jest to utrudnione z powodu braku matek zapasowych. Wiosenna wymiana matek jest dość spopularyzowana na Wyspach Brytyjskich za sprawą brata Adama. Mając takie problemy z tą rodziną poddałbym do rozważenia wymianę matki jak już sezon dobrze ruszy i będą dostępne matki UN. Odświeżanie krwi może dać dobre rezultaty, dodatkowo wybór odpowiedniej linii też często pomaga w walce z warroa. Tymczasem Dawid
Mateuszu jest pewnie tak jak mówisz. Pszczoły nie były zbyt chetne przejść na nie swoje chłodniejsze plastry (pomimo że korpus stał na słońcu to jednak chłodniejsze). I też ciasne plastry bo dużo zapasów było w darowanym korpusie. Poza tym jak się odbiera miód to większość jest zasklepiona. A w tej sytuacji pszczoły najgęściej trzymały się już otwartych komórek z zapasami czy nowym nakropem (bo teraz u mnie mogą go mieć z wierzb). Dawid, co do matki, to bardzo możliwe że ona już jest z wymiany zeszłego lata. W tym ulu z którego pochodzi darowany korpus powinna być matka z opalitką a była bez. Zdarza się że matka ją zgubi ale ja obstawiam wymianę. I teraz jak tylko te pszczoły uznają że matka jest zbyt zjedzona przez warroze to też ją wymienią. Choć patrząc na układ czerwiu to matka jest ok. Czrewiu było tyle ile sie dało i w książkowym układzie. I nie jestem skłonna wymieniać tej matki bo one przetrwały pomimo takiej ilości pasożyta. Jakieś ich zdrowie czy cos innego sprawia że żyją a powinno ich nie być. Co do tego aby zapobiegać tego typu operacjom to racja, ale tak sobie ostatnio pomyślałam, że może lepiej w odpowiednim okresie usunąć pszczołom czerw niż ciągle polewać je chemią która drażni i uszkadza. Odbudowa plastrów w sezonie to dla pszczół chwila a leki osłabiają i skracają ich życie. Jeden zabieg usunięcia czerwiu zlikwiduje więcej warrozy niż inne leczenia które za to zmęczą pszczoły o wiele razy bardziej niż wychów nowego czerwiu. Z moich obecnych obserwacji po pierwszej dobie od zabiegu (i kropienia) spadło 22roztocza a po kolejnych dwóch zliczyłam 62szt (!). ...siatka w jednej trzeciej dennicy. A ile się gdzieś przykleiło czy zgubiło. Tak więc znowu myślę czy one dadzą radę. No chyba kolejny raz nie powinnam ich kropić...? Czy jednak..? To by było piąte kropienie. A gdzie sezon. Znowu nie wiem jak zdecydować.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> może lepiej w odpowiednim okresie usunąć pszczołom czerw niż ciągle polewać je chemią
Na francuskim forum był kiedyś taki ktoś z północnej Francji, który mówił to samo, i przez wiele lat praktykował wycinanie czerwiu jako wyłączny zabieg przeciwwarrozowy, wzorując się na metodzie "heroicznej" opata (choć ten używał jej w znacznie mniej wzniosłym celu). Piszę w czasie przeszłym bo francuski Daniel już od długiego czasu nie daje znaku życia ale zakładam, że nadal robi to samo. Później ktoś pozbierał wszelkie informacje które Daniel przez lata podawał i umieścił w jednym miejscu. To pierwszy post tego wątku: http://ruchewarre.net/viewtopic.php?f=43&t=1587&hilit=h%C3%A9roique Mam nadzieję, że internetowy translator da radę. :-) Gdybyś to studiowała i potrzebowała wyjaśnień to daj znać.
> Z moich obecnych obserwacji po pierwszej dobie od zabiegu (i kropienia) spadło 22roztocza a po kolejnych dwóch zliczyłam 62szt (!).
Dużo, ale czerwiu już nie ma, więc to może być tylko i wyłącznie dręcz lotny (obstawiam ten, który wykluł się w dniach poprzedzających wycięcie czerwiu). Osyp naturalny ocenisz dopiero po szóstym dniu od zabiegu - i to ta liczba będzie bardzo istotna. Póki co możne optymistycznie zakładać że osyp który widzisz to całość dręcza lotnego i że to już koniec warrozy... (nadzieja umiera ostatnia) Mateusz PS. Dawid, a jak Twoje rodziny tej wiosny?
Ja sobie na pewno spróbuję to przetłumaczyć! Ale muszę usiąść do komputera stacjonarnego bo tam mi to sprawnie działa. Bardzo by było ciekawe co ten gość porabia teraz ze swoimi pszczołami -o ile żyje. A nim osypu naturalnego się doliczę to moje pszczoły będą mieć kolejny czerw zasklepiony. Więc dręcz raczej będzie w normie;) bo to co zostało się schowa:)
Czołem. Kropaśkowa, pamiętaj że główne założenie filozofii jaką pozostawił nam Opat to minimalizacja interwencji. Wiem że nie zmagał się z dręczem, ale przeczucie podpowiada mi że on by tą rodzinę pozostawił w spokoju. Z tego co rozumiem to jesteś nastawiona mentalnie na walkę z dręczem. W przypadku KM mogę Ci polecić parownik Dr.Liebiga. Żadne tam płytki samoróbki domorosłych inżynierów czy parowniki samozwańczych doktorów "Kwasków". Do parownika Liebiga jest przystosowany knot, który skraca się na wymiar ula - zawiera też miarę dla ula Warre. Cała strategia jak używać KM z tym parownikiem jest dobrze opisana w książce Liebiga. Tak tylko wspominam. Nie namawiam. Kwasy to dziadostwo, oprócz dręcza zabijają też całą ekoflorę ula oraz męczą pszczoły.
Zostałem wywołany do tablicy, więc już mówię. Pasieka jednego ula, która jest mą dumą ma się dobrze. Pogoda na Lubelszczyźnie jest na razie jaka jest. Przy temperaturach 10+ i słońcu jest ruch na wylotku. Jak tylko się pochmurzy to loty słabną. Po wiosennej ocenie metodą opata stwierdzam, że wszystko gra i bzyczy. Matka winna być, zaniepokojone stuknięciem w ul pszczoły buczą krótko, intensywnie bez zbędnego przeciągania. Pyłek noszą przy każdej możliwej okazji, dostały ciasto na górny korpus. W lutym zostały przeleczone kwasem szczawiowym w paskach przy temperaturze ok 5 stopni. Paski kładłem na wierzch snóz. W korpusach nie grzebałem , zdaję się na idee opata. Na razie siedzą na 1,5 korpusu i mają wiatrołap ze snozami do dyspozycji. W połowie kwietnia chcę dołożyć korpus. W tym roku zależy mi na szybkim rozwoju bo liczę na rójkę albo rozrojenie. Zobaczymy co sezon przyniesie. Ewentualnie jeszcze jakiś pakiet od dziadka sklecimy i matka UN do tego. I tym sposobem trzy pnie na koniec sezonu winny być. Coraz bardziej podoba mi się to pszczelarzenie w duchu Warre. Rozmawiałem ostatkiem z dziadkiem ( mój teść) i doszedłem do wniosku, że ten to ma przewalone na wiosnę. Nie dość że prawie połowa uli mu się posypała (zostało 6) to teraz będzie szukał pogody, żeby móc pogrzebać w gniazdach, bo na razie jest niby ciepło, ale wieje i nie bardzo można zaglądać do czerwiu, żeby nie zaziębić. Gniazda ma teraz na 7 ramach dadanta, towarowo niby fajny ul, ale na zimę to jak dla mnie tak średnio. W ulu ludowym wiosna nie przysparza moim zdaniem tyle roboty. Pasieczysko jakim dysponuję za tzw. stodołą nabiera powoli kształtu. W ubiegłym roku przygotowałem stanowisko na trzy pnie, dookoła obsada z melisy, mięty, macierzanki, lawendy, oregano, dodatkowo działkę mam częściowo ogrodzoną wikliną. No robi się coraz fajniej. Zrobię kilka zdjęć latem jak się zazieleni to wszystko ładnie i się pochwalę, bo na dzień dzisiejszy to jeszcze szaro i buro. Tymczasem Dawid
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Hej Dawid, pięknie to opisałeś. Brzmi zupełnie jak pszczelarstwo w duchu Warré - bezpretensjonalna, przydomowa mikro pasieka dla normalnych ludzi :-) Przy gospodarce towarowej na dużych ramkowcach, to zaiste roboty jest w bród. Przy Warré w zasadzie mało co trzeba robić (z poprawką na utrzymanie dręcza w ryzach), ale nie wyciągamy też 30kg miodu z ula. Coś za coś. Wracając do Twojej jednoulowej pasieki: skoro ul jest obecnie trzykorpusowy (z czego 1.5 zabudowane), to dostawianie kolejnego piętra chyba nie ma sensu. Trzeba raczej obserwować tempo budowy plastrów i jeśli najpóźniej do połowy czerwca zaczną zabudowywać wiatrołap, to wyroić rodzinę. Dla równowagi podzielę się mniej pozytywną informacją: Ostatnio pisałem, że mam przeżywalność 100% (7/7). Z przykrością stwierdzam, że jednak nie. Przechodząc dziś przed jednym z uli zauważyłem, że jest jakoś dziwnie cicho i bez żadnej aktywności. Podszedłem pod wylotek, zapukałem. Wyleciały z niego trzy mrówki. Otworzyłem i co zobaczyłem: - rodzina zimowała na 1.5 korpusu - plastry zupełnie suche i otwarte (żadnego czerwiu, żadnego pyłku, żadnego miodu) - w plastrach ani jednej pszczoły - na dennicy leżało ok. 50 trupków (matki nie widziałem, ale mogłem przeoczyć) - żadnych śladów patologii: brak odchodów, żadnej pleśni - plastry i ścianki oblężone mrówkami To jeden z moich dwóch "kontrolnych" uli, tj. jeden z dwóch, którym nie podałem w zeszłym roku litu, tylko przeleczyłem varromedem. Jeszcze 2 tyg. temu widziałem przed tym ulem oblatające się pszczoły. Powód tego zniknięcia jest dla mnie niejasny. Gdyby to był głód, to znalazłbym pszczoły w komórkach. Gdyby to była warroza, to byłby osyp + jakieś resztki zapasów. Gdyby matka zginęła podczas zimy, to byłby trutowy czerw a zimowe pszczoły agonizowałyby jeszcze co najmniej miesiąc. Wygląda to bardziej tak, jakby rodzina z dnia na dzień postanowiła spakować walizki, zabrać miód i się wyprowadzić. Silna obecność mrówek może jednak fałszować mi obraz, bo te mogły w międzyczasie posprzątać - np. wsunąć miód z plastrów albo wynieść ew. osyp. Niepewnie skłaniam się ku teorii, że pszczoły postanowiły się wynieść pod naporem mrówek tydzień albo dwa temu, kiedy było kilka dni pięknej, niemal letniej pogody, ale zupełnie możliwe że mrówki są niewinne a tylko skorzystały z okazji żeby wysprzątać jakieś resztki miodu. To jest ul który jest ustawiony w cieniu, być może też ma to znaczenie. Dwa lata temu w tym samym miejscu też straciłem rodzinę, a trzy lata temu dwie. Mateusz
Rafał "nie grzebać" powinni pszczelarze dawno temu gdy pojawił się u nas drecz. Na 99% pszczoły znalazły by na niego radę. My teraz zbieramy żniwo tego "grzebania". Ja przez dwa sezony miałam 7 rodzin a żyje mi jedna z nich. Jeśli chcę mieć kilka uli, a nie min 10 to podejście minimalistyczne do dręcza nie wystatczy. A książka Libiega chodzi za mną. Nawet czytałam fragment i prawie miałam kupić Kupię ją chyba jednak skoro tam jest taki temat. Dziękuję za trop;) A Mateusz jak tak czytam przypadek Twojego ula to też nie mam totalnie pomysłu co mogło się stać. Jeśli dojdziesz co mogło sie stać to mógł byś się tutaj podzielić tak dla mojej ciekawskiej dociekliwości;) Moja pasieka jednego ula haruje w pocie czoła a dereczy dziś dopisuję 42 ...piaty dzień po kropieniu.
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Rafał "nie grzebać" powinni pszczelarze dawno temu gdy pojawił się u nas drecz.
To teoretycznie prawda, ale oznaczałoby bankructwo producentów miodu i niedostatek miodu przez co najmniej kilka lat (choć w sumie to wtedy i tak brakowało wszystkiego...). Ale nie zrzucajmy całej winy na pszczelarzy lat osiemdziesiątych, bo opcja "niegrzebania" jest przecież dziś otwarta tak samo. Wystarczy przestać leczyć i pogodzić się ze stratą 60..80.. może 95% rodzin. Dzisiejszy świat pszczelarski nie zgodzi się na taki drastyczny ruch tak samo, jak ten sprzed 50 lat. I chyba trudno się dziwić...
> jak tak czytam przypadek Twojego ula to też nie mam totalnie pomysłu co mogło się stać. Jeśli dojdziesz co mogło sie stać to mógł byś się tutaj podzielić tak dla mojej ciekawskiej dociekliwości
Niestety - wiem, że nic nie wiem. Tzn. wiem tyle, że mrówki coś zbroiły. Ale czy wygoniły pszczoły, wykończyły je, czy tylko usunęły ślady tego, co faktycznie się stało - tego raczej nie dowiem się nigdy. 2 metry dalej jest mój drugi ul kontrolny. Życie bzyczy w nim intensywnie, ale jak sprzątałem dziś ten ul po znikniętej rodzinie to zauważyłem, że dwie mrówki wlazły do ula obok przez wylotek, jak gdyby nigdy nic, i nie wywołało to żadnej reakcji obronnej. Być może historia się powtórzy.
> Moja pasieka jednego ula haruje w pocie czoła a dereczy dziś dopisuję 42 ...piaty dzień po kropieniu.
Zaczyna to być cokolwiek niepokojące. Czy mogłabyś jednak sprecyzować jaki masz osyp dzienny? Bo póki co pisałaś: dzień 1 = 22 dzień 3 = 62 dzień 5 = 42 Czy oznacza to, że liczyłaś trzy razy, a powyższe liczby to przyrost opadłych dręczy między każdym liczeniem? Jeśli tak, to po normalizacji mielibyśmy osyp dzienny: D1=22 D2=31 D3=31 D4=21 D5=21. Nadal dużo, piątego dnia spodziewałbym się już ostatnich niedobitków. No ale tendencja jest spadkowa... Może za mało polałaś tego varromedu? Mateusz
Co do nie "grzebania" to zapamiętałam wypowiedź jednego (wybaczcie nazwiska nie pamiętam) uczonego który powiedział że gdybyśmy-pszczelarze- nic nie robili gdy pojawiła się u nas warroza, to już mieli byśmy ją z głowy, bo pszczoły zrobiły by to za nas lepiej. A tak zrobiliśmy selekcję na wzmocnienie warrozy. Ja nie krytykuję nikogo. Tak mało trafnie ujęłam kłopotliwość sytuacji w jakiej obecnie są pszczelarze. Nikogo też nie obwiniam w myśl zasady jakby człowiek wiedział że się przewroci to by się położył:) Co do mojego osypu jest dokładnie tak jak wypunktowałeś powyżej. Dziś nie miałam czasu liczyć. Jutro rano sprawdzę i chyba pokropię je jeszcze raz. No chyba że znikome ilości znajdę na płytce to będę myśleć. Za to trutnie dziś sobie u mnie latały:) lato za pasem a nie wiosna:) Co do mrówek. U mnie mrówki są zawsze gdy tylko pszczoły pracują. Na plastrach ich nie widzę ale łażą po dennicy i pod poduszką oblizując to co gubią pszczoły. Wydają się nieszkodliwe. Ale francuskie mrówki są ponoć jakieś większe i agresywniejsze. U mnie malutkie, czarne, nie gryzące.
Z tym osypem to fatalna sprawa. Wygląda jakby varromed był zbyt łagodny na Twój stopień zadręczenia. Może zamiast kropienia warto te paski szczawiowe przetestować? Jeśli o mrówki idzie, to narodowość jest bez znaczenia bo te paskudne rudnice występują od Hiszpanii po Kaukaz. Wg wiki żyją głównie w lasach iglastych. Ty piszesz o takich maciupkich czarnych mróweczkach. U mnie też jest ich sporo, zazwyczaj na polanach. Lubią włazić do poduszek uli albo topić się w podkarmiaczkach. Raczej bez szkody dla pszczół. Rudnice natomiast to zupełnie inna para kaloszy... :/ Mateusz
Tak już doczytałam! Te mrówki to rannego jelenia zjedzą a co dopiero pszczoły wygonić, to dla nich pikuś.
Co do osypu po Varromedzie - odp z fr forum: "Jesli na każdą zajętą uliczkę polano 5ml varromedu to musi być dobrze. Liczenie kontrolne przeprowadzić 2 tygodnie po zabiegu, teraz jest na to jeszcze za wcześnie. " Mateusz
Ja zaraz założę nowy temat "lato za pasem"! Ciepło dziś bardzo od rana. Trutni chyba kilkanaście naliczyłam tylko chwilę zerkając na wylotek. Ruch jak w galerii na Boże Narodzenie. Aż się nadziwić nie mogę że tak wyglada jednokorpusowy ul... Jak wygląda 3korpusowy?? Ja już myślę czy one nie planują zwiać mi bardzo szybko gdzieś w kwietniu jeszcze. Dostały korpus zapasów to szaleją. Co do warrozy raczej dobrą dawkę zastosowałam. Wiadomo że zawsze coś kapnie nie tam gdzie trzeba ale i tak chodzą po tym pszczoły. Zliczyłam 4 warrozy. A wczoraj nie liczyłam więc raczej jest ok. Czyli moje liczenia to było 22, 62, 42 i dziś 4. Dokładnie tydz temu były kropione i zabierany czerw. Nie kropię więc i będą jeszcze obserwować osypy dzienne. Potrzebuję się jeszcze dowiedzieć jak zakonserwować korpusy z pustymi plastrami żeby mi ich motylica nie zjadła. Od razu napiszę że snozy nie sa się wyjąć bo są zawijasy totalne. Na motylice przemrożenke chyba nie działa bo plastry po osypanych rodzinach przecież przemarzły a w domu pojawiła się na nich motylica nim resztki przetopiłam. Muszę sobie poczytać:)
Super, że osyp ustał! Zaczynałem poważnie wątpić :) Odkażanie plastrów z moli jest bardzo proste, wystarczy poukładać korpusy jeden na drugim, zakryć i odpalić na najniższym piętrze pasek siarki. W FR paski siarki można kupić w każdym sklepie pszczelarskim, zakładam że w PL podobnie. Taki pasek jest też bardzo pomocny do uśmiercenia gniazda os w rojołapce. Mateusz
406baef6d0212298 f8f75b2bc0a0825c ce79782366d83e8d bfdf896c0594f681 5ef0d6badc064bb2 5fe5bb92af94316d 164d0d719e466ec7 b266c1bafe38c6bf
Jest też mniej inwazyjny sposób niż siarka. Na każdej warstwie snóz kładzie się liść/liście orzecha włoskiego.
Czarku a te liście to działają na 100%?? Bo ziołowe metody rzadko są tak totalnie skuteczne. Oczywiście ja nie neguję ziół, sama polegam na nich w 99%, ale tym samym mam osobiste doświadczenie, że ziołowe metody nie są całkiem skuteczne w takich sytuacjach jak pchły, mszyce, mole, mrówki, bielinki kapustniki i inne tego typu dziadostwo. /w tym warroza\ Co do siarki to czy taki korpus jest bezpieczny bezterminowo czy zabieg trzeba powtarzać. Jest takaś kwarantanna dla pszczół zanim wprowadzą się do takiego korpusu? Bo jak dobrze pamietam to siarka jest też do uśmiercania pszczół..
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Co do siarki to czy taki korpus jest bezpieczny bezterminowo czy zabieg trzeba powtarzać.
Jest bezpieczny bezterminowo, pod warunkiem że będzie przechowywany w taki sposób, by żaden mól nie był w stanie w niego wejść (korpusy ustawione w wieżę, z zakrytą górą).
> Jest takaś kwarantanna dla pszczół zanim wprowadzą się do takiego korpusu?
Nie ma, pszczoły mogą wprowadzić się już na drugi dzień, kiedy korpus wywietrzeje. Mateusz
d80c5fff37b64a39 50c5124312758b83 7bde2b20757f7dd3 48d6bb9bef04dc55 b4bb8cb1fa3e137f 99176599bda7e37f 9504dc0b23371f7f 6389967441d3b436
> Jeśli o paski glicerynowe chodzi, to na forum fr ktoś poleca "Aluen Cap", ale to zdaje się niedostępne w PL. W FR zresztą też nie, oni to chyba przemycają z Hiszpanii, znajomy zawodowiec w Warré mi o tym kiedyś wspominał. Google podpowiada, że w PL można natomiast znaleźć paski rodzimej produkcji (acz nie wiem jak z legalnością to wygląda, bo atestu weterynaryjnego chyba póki co nie mają).
A nagraliśmy o tym odcinek, gdzie wszystko jest podane na tacy. https://warroza.pl/pszczele-wiesci-012/
Znam badanie, na które się powołujesz, ale nie przekonuje mnie - tzn. nie wyciągałbym z niego wniosku, że Aluen Cap nie działa. Jeśli dobrze zrozumiałem, to badanie dotyczyło samodzielnego nasączania papierowych, kuchennych ręczników. Do tego w klimacie niezupełnie polskim (autor stwierdza zresztą, że wilgotność powietrza może mieć znaczący wpływ na skuteczność). Nie twierdzę przy tym, że ten Aluen (bądź podobne) działa czy nie działa, bo nie wiem, sam nigdy nie korzystałem. Natomiast większe zaufanie miałbym do opinii europejskiego pszczelarza który powiedziałby "kupiłem produkt X, zastosowałem w sposób Y, stwierdziłem osyp Z". Argument, że dany produkt nie posiada atestu też do mnie nie przemawia, bo powody mogą być różne. W innych krajach Aluen jest dopuszczony do obrotu - np. w Belgii, Hiszpanii czy Argentynie (i to też nie musi czegokolwiek znaczyć). Dodam też, że nie słuchałem wywiadu, tylko przeczytałem opis z Twojej strony. Jeśli w wywiadzie są jakieś głębsze wyjaśnienia lub wnioski to przepraszam, nie zapoznalem się. :) Mateusz
d80c5fff37b64a39 50c5124312758b83 7bde2b20757f7dd3 48d6bb9bef04dc55 b4bb8cb1fa3e137f 99176599bda7e37f 9504dc0b23371f7f 6389967441d3b436
Nie ma za co. Tak są. Zwłaszcza w kwestiach, co do których miałeś wątpliwość, gdzie stan faktyczny jest dość jasny. Oczywiście zajawka jest tylko zajawką. ;)
Ja mam też wiosenne pytanie, ale trochę z innej beczki czy potrzebne jest pszczołom zmieniać zabudowę z ciepłej na zimną wiosną??
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Ja mam też wiosenne pytanie, ale trochę z innej beczki czy potrzebne jest pszczołom zmieniać zabudowę z ciepłej na zimną wiosną??
Ja tego nie robię. Sądzę zresztą, że tak czy inaczej kierunek zabudowy nie ma żadnego znaczenia przy osiatkowanej dennicy. Mateusz
Ja mam ekodennice ale jednen ware i jeden Wielkopolski miałem cały sezon na ciepłej i zabardzo różnicy nie widziałem

imię, nazwisko lub pseudonim

hasło (opcjonalne)


zaznacz OSTATNIE pole: