GłównaSchematPodręcznikForum

Podkarmianie i miodobranie

leć do końca odpowiedz lista wątków
Założę nowy wątek, odpowiadając Kropaśkowej w sprawie związków karmienia i miodobrania aby trochę ograniczyć ilość tematów w jednym wątku. I uwaga na pewno będzie długo. Pierwsza sprawa, nieważne co wsadzimy w ul, to dostaniemy w miodzie. cukier, kwasy, akaracydy. Z węzą wchodzi wszystko to co było w wosku,który poszedł na węzę, łącznie z akarycydami, woskiem skalnym itd. Piołun po prostu czuć, ale kwasy też. Dlatego też miód komercyjny w Polsce w 100% to syf, dobry miód to pewnie znacznie poniżej 1%. Lepiej nie podkarmiać, mieć pszczoły na bogatych eko pożytkach itd. Dobra, ale to marzenia, więc jak to ogarnąć? Podkreślam pszczelarstwo jest LOKALNE, więc mówię o MOICH doświadczeniach, niekoniecznie gdzie indziej będzie tak samo. Jak karmię: górny korpus jest przykryty płótnem z otworem w środku, normalnie na ten otwór kładę kolejne płótno zakrywające dziurę, na czas karmienia daję płótno z dziurą z pajączkiem, na pajączka kładę podkarmiaczkę słoikową, stoi ona w korpusie, na który idzie półkorpus z ociepleniem (quilt) na to daszek. Super system, podłożenie pokarmu do 10 uli 2 minuty i bez żądeł, wieczorem pszczoły zawsze złe. Karmię w dwóch wypadkach: zawsze młode rodziny, które potrzebują odbudować gniazdo i na zimę jeśli potrzeba. Syrop zawsze ten sam: 3/2 + zioła, dawki zawsze te same: słoik 0,9 l, częstotliwość to już zależy. Młode rodziny: jak są dobre pożytki to słabo biorą czyli od wieczora do rana ani pół słoja, wystarczy raz na tydzień, jak biorą całość do rana to nawet co drugi dzień. Dźwigam ul i wiem czy należy karmić, karmię lekkie rodzinki intensywniej, oczywiście nie można zalać gniazda, żeby matka miała gdzie czerwić, po prostu trzeba trochę wyczucia, tego nie da się przekazać. Karmienie na zimę jest dwuetapowe, pierwszy etap ma pszczołom dać złudzenie stałego umiarkowanego pożytku, żeby matka ładnie czerwiła na zimę, drugi etap masywne dawki żeby zalać gniazdo. Jak to zrobić, żeby nie zafałszować miodu. Zbiór miodu zaczyna się rok wcześniej. Pierwsza sprawa jeśli chcę odebrać miód to muszą być dobre pożytki i dobra rodzina. Zimujemy silną rodzinę, która ma co najmniej we wrześniu dwa odbudowane korpusy i trzeci zaczęty, oraz pszczoły w trzecim. Zaczynając podkarmiać nie może rodzina być głodna, musi mieć wianuszek naturalnego miodu nad czerwiem, głodniak można uratować, ale nie będzie z tego miodu w następnym roku. Jak nie ma wianuszka miodu to zafałszowanie bardzo prawdopodobne. Od połowy lipca podkarmiam, zależnie od pożytków, zazwyczaj od jednego do trzech słoi na tydzień, powinny do rana pobrać, jeśli nie biorą to rzadziej. Czyli po pięciu tygodniach mam pobrane od 3 do 10 kg cukru, najczęściej koło 5, a potem (po 20 sierpnia) leję codziennie ile wezmą, aż przestaną brać całość do rana. Zazwyczaj całość na ul to od 8 do 12 kg. Rzadko więcej lub mniej. W słoju 0.9l jest ok 0.65 kg cukru. Ule sprawdzam na wagę, każdy. Jak to robię: Po podkarmianiu ściągam daszek, ocieplanie, biorę ul w ręce wraz z dennicą, obok ula ustawiam wagę łazienkową na płycie i ważę się razem z ulem i wszystko wiem. Zawsze mogę dołożyć (pod warunkiem, że wezmą) W sezonie od czasu do czasu lekko zadźwigam ul i wiem czy nie ma głodu. Jak ule są lekkie to to czuć, to sygnał alarmowy, że jest głód. Jeśli rodzina przed podkarmianiem nie była lekka, czyli miała wianuszek miodu nad czerwiem to do wiosny weźmie syrop i pewnie trochę miodu. Ta rodzina na wiosnę wchodzi z dwoma korpusami, odbudowuje co najmniej jeden i schodzi na czwarty. Przełom maja, czerwca rójka metodą Taranowa, bądź odkład metodą Warre. W innym wypadku praktycznie na bank rójka naturalna i po miodzie. Rozrojenie metodą Warre nie gwarantuje, że nie będzie drugiego roju, przy metodzie Taranowa jeszcze nie miałem drużaka, a przynajmniej nie zauważyłem. Jak rodzina ma co najmniej trzy odbudowane korpusy i podłożony czwarty to wtedy po lipie, u mnie to maks połowa lipca, zrzucam daszek, ocieplenie, dłutem rozdzielam delikatnie górny korpus, poddymiam i przekręcam lekko korpus jak śrubę żeby pozrywać mostki woskowe, (jak dźwigałem od razu do góry to czasami z mostkami wyrywał się kawał plastra i wszystko było uwalone miodem) Potem przechylam korpus wycinam kawałek środkowego plastra, ma być bez czerwiu i zasklepiony, dopiero taki można brać. W korpusie niższym musi być od góry tylko miód. Wtedy w następnym roku jest szansa na miód. Jak miodu w dolnym korpusie nie ma, albo co gorsza trochę czerwiu jest w górnym korpusie, to pod warunkiem że jest miód zasklepiony można go odebrać, ale należy przystąpić do natychmiastowego uzupełnienia zapasów, oraz musimy zapomnieć o miodzie w roku następnym. Leżaki dokarmiam wg tego samego schematu, tylko narzędzia są inne. W moich warunkach pożytkowych zbiór miodu nie jest oczywisty, a już coroczny tym bardziej. Dla mnie miód nie jest priorytetem, powiem więcej kompletnie mi nie zależy. Lubię pszczoły i raczej koncentruję się nad ich rozmnażaniem. Kiedyś pojechałem do tego stopnia, że miałem na pasiece 30 rodzin, do tego jest nas tu kilku. Brak wiedzy i doświadczenia spowodował, że wszystkie rodziny głodowały. Nie było mowy o miodzie letnim u mnie i u sąsiadów. Głód, rabunki, słabiaki. Teraz nie przekraczam 10 na zimę i jest ok. Wiosną jest ok, rzepak, las akacjowy, potem lipa, ale później jest bardzo słabo. Ten opis poboru miodu to teraz bardziej historia, bo nie mam teraz warre, a w leżakach to po prostu biorę plaster jak jest zasklepiony i mam na to ochotę. Wybicie miodu jak u Mateusza. Na wiosnę na pewno pszczoły pójdą do warre, bo nie mam już wolnych leżaków, więc najwcześniej miód wg powyższego na przyszły rok. No i oczywiście warre wywiozę bo u mnie pszczół i tak za dużo. MarcinG
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
Dzięki za bardzo ciekawe (i obszerne!) objaśnienia. Szczególnie zaciekawiła mnie "metoda Taranowa". Nie wiedziałem, że coś takiego istnieje i że się tak nazywa. Jeśli idzie o odkład metodą Warre to - wg. mojej lokalnej i statystycznie mało znaczącej obserwacji - jest słaba. Tzn. rodzina z takiego odkładu bardzo wolno się odbudowuje i bez podkarmiania mało kiedy przeżywa zimę. Metoda, którą ja stosuję to sztuczne wyrajanie. Rójki uzyskane tą metodą są dużo bardziej dynamiczne. Opisałem to w zeszłym roku tutaj: https://ulwarre.pl/forum/1654452756#1654458956 Jednocześnie od razu przyznaję, że nigdy nie próbowałem odkładu z dwóch rodzin, a to ten najbardziej zaleca opat. Być może przy odkładzie z dwóch rodzin nowopowstała rójka jest silniejsza, tego nie wiem. Gwoli dopełnienia podaję dla potomnych link do procedury ojca Warré: https://ulwarre.pl/pszczelarstwo_dla_wszystkich_5/#s178_procedura Ja generalnie nie podkarmiam, poza naprawdę szczególnymi przypadkami: np. późna rójka, przewrócony ul, itp. Ale u każdego może być inaczej, bo dostępność pożytków jest tu kluczowa.
> (...) leję codziennie ile wezmą, aż przestaną brać całość do rana. Zazwyczaj całość na ul to od 8 do 12 kg. Rzadko więcej lub mniej.
Nie do końca rozumiem jednej rzeczy. 12 kg to tyle, ile potrzeba do zimowli... czy to znaczy, że rodzina w takiej sytuacji ma naprawdę zero własnych zapasów? Drugi zastanawiający aspekt w tym temacie, to te gorzkie zioła w syropie. Jeśli dobrze rozumiem, zalewasz tym ul w ramach podkarmienia przed zimowlą, a następnego roku potencjalnie zbierasz z niego miód. Z mojej obserwacji wynika, że pszczoły nie dojadają 100% swoich zapasów przez zimę i to, co zostało do wiosny przenoszą sobie w górne korpusy aby zrobić miejsce blisko wylotka na nowe pożytki. To oznacza, że zbierając miód z górnego korpusu, zawsze jest w nim jakaś tam resztka zeszłorocznego miodu (lub syropu, jeśli miało miejsce dokarmianie...) - czy to nie psuje Ci zbiorów? Mateusz
Taranow był szefem radzieckiego instytutu pszczelnictwa, co oni wymyślili to szef nazywał swoim imieniem. To trochę odległy w czasie temat, ale mieli dużo osiągnięć, i jest wiele metod Taranowa, od hodowli matek, przez ograniczenia nastroju. Najbardziej znana metoda Taranowa to przygotowanie struktury rodziny na zbiór. Trochę podobne w ogólnym założeniu do likwidacji czerwiu w warré przed pożytkiem, dla mnie to bardzo odległe do mojego podejścia. Wracając do tematu, taka ilość pokarmu to tutaj standard. Rozkładam to na okres 6tygodni, od połowy lipca do końca sierpnia. Układ pokarmu w ulu przed zbiorem ma wyglądać w ten sposób:w górnym korpusie naturalny miód z początku lata, drugi korpus częściowo wypełniony miodem z lipy, czerw w drugim i trzecim korpusie. Podłożony czwarty z co najmniej wieszajacą się pszczołą w łańcuszkach. Jeśli mam wziąć miód to cały syrop musi być pobrany do wiosny, a pszczoła ma dojść do naturalnego pokarmu. U mnie to norma, pszczoły często na wiosnę z pokarmem są pod snozami. Bez karmienia w sierpniu zdarza się głód. Jeśli nie ma miodu naturalnego w drugim korpusie w pierwszym roku to nie można wziąć miodu w następnym. Z warre weźmiesz gdzieś co dwa lata, chyba że pojawi się spadź, bądź hiperkwitnienie lipy, a wtedy pokarm wylewa się z ula, ale to rzadkość, przez kilkanaście lat widziałem lipę tak kwitnąca raz, a o spadzi tylko słyszałem w opowieściach starych pszczelarzy. Można również karmić sytą, bądź odsklepionymi plastrami ze spadłych rodzin, (jak są, jak nie są wyrabowane, jak nie ma obaw o choroby-po nosemie czy zgnilcu bym nie brał, po warrozie i wirusie już tak.) Syta dla mnie to tylko teoria, ale ja nie mam parcia na miód, dla siebie biorę z leżaków, a tam to inna bajka. Bierzesz plaster, a wiesz kiedy poszedł do ula, bądź kiedy dałeś snozę, tbh to inna gospodarka. W Polsce jest ok 2mln rodzin pszczelich, zbiera się ponad 20 tys ton dziadowskiego miodu, najlepiej jakby 3/4 spadło, jest zdecydowanie za dużo pszczół, cała Polska w zgnilcu, co chwila znaki ostrzegawcze informujące o terenie zapowietrzonym. Mniej pszczół to byłaby mniejsza konkurencja dla naturalnych zapylaczy, lepsze warunki dla pozostałych rodzin. Zgnilec jest mocno skolerowany z pożytkami. Ja mam tylko nadzieję, że skończy się opłacalność hodowli pszczół i zostaną sami hobbyści. Z drugiej strony wielu profesjonalnych pszczelarzy hoduje pszczoły dla możliwości mieszania swojego produktu z miodem chińskim w proporcji 1:100 i wyprowadzania go na rynek jako mieszanina miodów z unii i spoza unii. Spożycie w Europie rośnie, tak więc nadzieje płonne. Tylko, że ludzie nie wiedzą co jedzą. Miód to najbardziej zrypany produkt. Reklamowany jako naturalny lek, a tak naprawdę to syf. MarcinG
Dziękuję za obszerną odpowiedź! choć jako początkujący muszę ją przeczytać jeszcze z 10razy:):) i przemyśleć ze 20;);). Po pierwszym przeczytaniu...straciłam nadzieję na swój miód:) Na pewno podzielam obserwacje Marcina co do głodu i pożytków. W ogóle to sam Warre pisze że północny wiatr sprawia że nie ma nektaru. Gdy byłam dzieckiem rzadko były u nas wiatry z północy. Teraz prawie wyłącznie jest wiatr północny i północnozachodni. Najczęściej pogoda układa się niedobrze dla pszczół. Gdy coś kwitnie robi się zimno i wietrznie (sady, mniszki) lub sucho i wietrznie (akacja, lipa). Zeszłego lata Mateusz radził mi kilka razy "nie karmić",ja go troszkę nie posłuchałam bo obserwacje moje mówiły co innego. A obserwuję już od dawna bo nawet jak nie miałam pszczół to przecież od zapylaczy zależy jakie będę mieć zbiory owoców. Marzenie mam że w końcu rozrosną się i zakwitną moje nasadzenia kwiatowe i moje pszczoły będą zabezpieczone:) i coś dla mnie kapnie:)
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Po pierwszym przeczytaniu...straciłam nadzieję na swój miód :)
No ale wybierając ul Warré liczymy się z tym, że miodu będzie mniej, niż u sąsiada z Dadantem, Voirnotem czy tam innym Warszawiakiem. Ale za to problemów u nas też o wiele mniej. Coś za coś. :) Z dwóch uli myślę, że realistycznie (i nie wchodząc w przemysłowe karmienie+leczenie) możesz oczekiwać jakiegoś zbioru rzędu 10 kg miodu co dwa lata, i to pod warunkiem że okolica jest dostatecznie pożytkowa.
> Zeszłego lata Mateusz radził mi kilka razy "nie karmić"
To prawda, ale Mateusz mówił to w kontekście dwóch sytuacji: w połowie czerwca, dla rodziny z odkładu która przyjechała z własnymi zapasami oraz w połowie lipca, dla tej samej rodziny, która powinna w tym okresie jeszcze jakieś pożytki znaleźć. A pisał o tym tutaj: https://ulwarre.pl/forum/1631864276#1655182268 https://ulwarre.pl/forum/1657963439#1657973848 Oczywiście rozumiem, że mogą występować jakieś lokalne dziury pożytkowe, ale to raczej od końca lipca najwcześniej, chyba że lato jest paskudne. Akurat lato 2022 było w miarę przyjazne. W każdym razie jeśli pszczoły wymagałyby karmienia przez całe lato (lipiec/sierpień) to takie miejsce wydaje mi się po prostu mało rozsądne dla pszczół... No i ewentualny miód byłby w takiej sytuacji głównie przetworzonym syropem. Mateusz
Mateuszu miałam na myśli że straciłam nadzieję na miód w ogóle:) że raczej będzie to święto jak go zbiore. O ilościach dadantowskich to ja nigdy nie myślałam. Zechcialam trzymać pszczoły ze wzgledu na ich rolę w środowisku a miód ma być troszkę przy okazji;) Przecież ja tę stronę znalazłam bo szukałam info czy są metody gospodarki lepsze dla pszczół, takie w których im się podkrada trochę a nie okrada. Co do lata to u mnie ono było paskudne. Suuuucheee i jeszcze raz suche. Dosłownie. 15km dalej bylo ok a u mnie nie. Deszcze szły bokami i koniec. Już się nawet zaczęłam zastanawiać czy nie znaleźliśmy się w jakimś martwym punkcie na skutek jakichś nowych anten...:/ Zawsze tak było że deszcze przyciągała Łódź albo kopalnia z elektrownią ale w tym roku to już było przegięcie.
Znowu źle napisałam że "w ogóle" straciłam nadzieję na miód. Może do czasu aż moje roślinki urosną:). Albo trafi się dobry rok:)
Pytanie do Marcina;) kiedy Ty zagladasz do uli wiosną by ocenić czy nie zagraża im głód wiosenny?? To pytanie ponieważ piszesz gdzieś wcześniej że nie raz wiosną pszczoły są u Ciebie tuż pod snozami. Mateusz z kolei ma obserwacje że pszczoły mało kiedy wyjadają wszystko. Co pisze ojciec Warre nie pamiętam teraz. I jeszcze pytanie: ponieważ troszeczkę skrótowo piszwsz a chcę to dobrze zrozumieć: *Przełom maj/czerwiec rozrajasz rodziny. *Po lipie robisz "przegląd", oceniasz zapasy, ewentualnie zabierasz korpus miodu, notujesz czy zapamietujesz który ul miał jaki stan i układ zapasow, rozpoczynasz dokarmianie. *Po 20sierpnia zakarmiasz na makasa. Dobrze rozumiem?
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Mateusz z kolei ma obserwacje że pszczoły mało kiedy wyjadają wszystko. Co pisze ojciec Warre nie pamiętam teraz.
Warré pisze "W dobrze zarządzanej pasiece nie trzeba martwić się o zapasy podczas wiosennego przeglądu". O tu: https://ulwarre.pl/pszczelarstwo_dla_wszystkich_5/#s203_zapasy
> Po lipie robisz "przegląd", oceniasz zapasy, ewentualnie zabierasz korpus miodu, notujesz czy zapamietujesz który ul miał jaki stan i układ zapasow, rozpoczynasz dokarmianie.
Tutaj pozwolę sobie nieśmiało zauważyć, że zabieranie miodu przed dokarmianiem jest niezupełnie logiczne. Produkcyjni pszczelarze tak robią z dwóch powodów: żeby zebrać maksymalną ilość miodu w sezonie (a czerw letni niech się wychowuje na buraczanym cukrze) oraz aby im się ramki ładnie i do czysta odwirowały w miodarce, wszak niektóre gatunki miodu mogę szybko tężeć. Żaden z tych powodów nie wydaje mi się podstawny w gospodarce Warré. Mateusz
Najpierw muszę cię zasmucić Kropaśkowa, praktycznie nie masz możliwości zaspokoić potrzeby pożytkowych pszczół uprawiając rabatki. Rodzina pszczela potrzebuje ok 100kg pożytków miodu i pyłku tylko na swoje potrzeby. Potrzebuje tego pokarmu głównie w okresie letnim na wykarmienie kolejnych pokoleń, których głównym zadaniem jest zapewnienie przetrwania rodzinie zimą i wydania roi wiosną. W okresie bezczerwiowym rodzina zużywa do 2 kg na miesiąc, latem 12-15kg miesiecznie.1 hektar rzepaku w wysokiej kulturze, to 300 kg, kwitnie 3 tygodnie, a ilość wystarcza 3 rodzinom na cały rok. 1 m kwadratowy to 3gramy miodu!!! 1 gram miodu potrzebny jest na wyżywienie 6 larw, potrzebny jeszcze tyle samo pyłku. Zwarty las lipowy to 700 kg, na hektar!!! Pszczoły oblatują w miarę skutecznie 5tys hektarów, a i tak są okresy że jest słabo, przynajmniej u mnie. Oczywiście jest to fajne i godne polecenia dbać o pszczele pastwisko, ale najważniejsze jest to gdzie masz pasiekę. Teraz kolejne tematy: "pszczoły pod snozami" może trochę za ostre określenie, chodziło mi o to że do wiosny raczej wyjadły cały syrop i już są na miodzie. Przy moim przygotowaniu na zimę nie miałem jeszcze upadków z głodu, przeglad wiosenny wygląda tak: jak zaczynają się oblatywać to korpusy warre podnoszę, przestawiam na stojak, dennicę trochę obieram ze spadnietej pszczoły pod warunkiem że się nie spóźniłem i pszczoły nie uprzątneły no i wiem czy ul nie jest lekki. I tyle, leżaki mają dennice na zawiasach, to je opuszczam i też trochę ogarnę. Zawsze staram się dosypać w leżakach kory na dno bo się skompostowała i trochę jej brakuje, jak bym nie uzupełniał to pszczoły jak zaczną wypacać wosk to wydłużą plastry poniżej korpusu i będą niemiarowe. To ten sam mechanizm przed którym ostrzegał Mateusz przy okazji zbyt wysokich dennic. W warré dennice mam zbudowane inaczej i tam nie ma tego problemu. Zrzucę zdjęcia na fejsa, ale muszę się ogarnąć z czasem. Kropaśkowa wszystko rozumiesz dobrze, maj/czerwiec nowe rodziny, połowa lipca to zaczynam przygotowanie na zimę. Te przeglądy w warré to tak tylko się nazywa, w praktyce to przechylę, żeby sprawdzić ile wazą, i popatrzyć na wylotek czy noszą pyłek. Taki przegląd to robię codziennie z kubkiem kawy, oczywiście jeśli chodzi o popatrzenie. Warré pod koniec podkarmiania obowiązkowo ważę, wszystkie. Za to w leżakach to grzebię, aż do rozpoczęcia podkarmiania. W leżakach przestaję ruszać plastry po ustawieniu gniazda na zimę (pierwsza połowa lipca) potem wyciągam za zatwór nie obsiadane plastry, żeby pszczoły siedziały na ciasno i nie ruszam plastrów obsiadanych po to, żeby rodzina zagospodarowała sobie gniazdo stosownie do swoich potrzeb. Zawsze pszczoły pokleją mostki, ja już z tym nic nie robię do wiosny. Plastry nie obsiadane idą za zatwór, w ciepłe jesienne dnie pokarm zostanie przeniesiony do gniazda. Leżaki zimują na 8, 10 plastrach, 5 plastrów w moim leżaku to jak 8 warré. Więc jakby na dwóch korpusach. Warré na 2korpusach przezimują zawsze, chyba, że padną na warroze, na jednym odbudowanym korpusie tez bezproblemowo, ale wtedy musi być ich na tyle dużo żeby ten korpus był pełny, a pszczoły tworzyły grono w dolnym pustym korpusie. Jeśli w ulu warre miałem na koniec lata pszczoły tylko w górnym korpusie i to nie na ciasno, to nigdy mi nie przezimowały. Mateusz, teoretycznie pszczoły układaja pokarm warstwami od góry i nie powinno być problemu z odebraniem naturalnego miodu po podkarmieniu cukrem, niestety jakoś tak jest, że pokarm często jest przenoszony i przez to może dojść do zafałszowań cukrem. Najlepiej nie karmić cukrem tylko jeśli już to sytą, a najlepiej wcale. Dla mnie odbiór miodu nie ma znaczenia, wystarczają mi pojedyńcze plastry z leżaków, a z warré brałem tylko po to żeby sprawdzić jak to się robi, i żeby odnowić gniazdo. Tak naprawdę warré to ciągle dla mnie nowe odkrycia, za to leżaki mam już mocno dopracowane. W tym sezonie chcę odbudować pasiekę warré. MarcinG
Znowu muszę się wczytać uważnie:);):) Co do moich nasdzeń to sądzę drzewa i krzewy dla pszczół. Ale to przyszłość. Mam słabą ziemię i rośliny wolno się rozwijają. To co robię staram się permakulturowo-leśny ogród jadalny. W intensywnym użytkowaniu mam ok pół hektara, obok stary sad którego nikt nie pryska,(sama założyłam drugi), sporo akcji nieopodal, pastwisko z mniszkiem jakieś 1.5hektara, wierzby. Lip jest trochę ale mało na nie liczę, podobnie jak wrzos czy jagodniki. Ogólnie zamierzam mieć jedynie kilka rodzin. Mega pasieka zniknęła, wyjechała czy nie wiem co, więc prawdopodobnie nie mam dużego zapszczelenia okolicy. Na pewno będę mieć jeszcze pytania:)
To może powinno być pytanie na inny wątek ale pojawia się na skutek przemyśleń metody Marcina:) Czy dobrze domyślam się że rodziny które nie przeżywają to głównie te które całe lato miały ciągłość czerwiu? A wyrojone czy też roje które trafiły do "nowej" chałupy o ile są dostateczie liczne przeżywają? Pomijam tutaj tzw "słabiaki". Marcinie? Mateuszu? ;)
ccde6166fa705b31 76f7a923a0c2be0b 750658a2711af3ed cd2834717af6d1fe d80ab2029ddf66bd 8dc70d91f338c230 6a0646fb62648996 22e82f20a84fd01a
> Czy dobrze domyślam się że rodziny które nie przeżywają to głównie te które całe lato miały ciągłość czerwiu? A wyrojone czy też roje które trafiły do "nowej" chałupy o ile są dostateczie liczne przeżywają?
Nie jest to uniwersalna racja, ale statystycznie (u mnie) zaiste tak jest. Najbardziej narażone są silne rodziny, które całe lato pracowały. Przypuszczam że to dlatego, że dręcz miał u nich najlepsze warunki do rozwoju. To z tego powodu co najmniej co dwa lata wyrajam każdą rodzinę. Ale każdy kij ma dwa końce. Rodzina która miała przerwę w czerwieniu też może paść. Czy to z głodu, czy dlatego, że rodzina nie zdołała wychować sobie nowej matki, czy z innego, mniej jasnego powodu. Tak czy siak, rojenie to naturalna potrzeba pszczoly i wg mojej obserwacji jest warunkiem sine qua non do przeżycia rodziny, szczególnie takiej nieleczonej lub leczonej w niewielkim stopniu. Mateusz

imię, nazwisko lub pseudonim

hasło (opcjonalne)


Zaznacz tylko ŚRODKOWE pole: